Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 125 571 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Do wakacji zostało:

Ankieta

W wakacje:



Witaj! Jeśli SZUKASZ pomocy w: -języku polskim; -języku angielskim; -historii; -języku francuskim itp. TO TEN BLOG JEST DLA CIEBIE! - WIELE materiałów NIEZBĘDNYCH do matury; - LICZNE artykuły o szkole, maturze, sposobach nauki; - propozycje ROZWIĄZAŃ zadań DOMOWYCH; - SZLIFOWANIE języka angielskiego; - wypracowania; - referaty; -opracowania lekcji. PONAD 402000 WEJŚĆ! ZAPRASZAM KAŻDEGO DNIA! ODKRYJMY PIĘKNO NAUKI!

Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"- problematyka.

czwartek, 19 sierpnia 2010 18:27
Skocz do komentarzy

Geneza "Chłopów"


Reymont, nazwany przez Antoniego Lange „(...) pierwszym pisarzem polskim, w którym nie ma lamentu", zaczął pracę nad tetralogią zatytułowaną Chłopi, ponieważ w 1897 r. podpisał z redakcją „Tygodnika Ilustrowanego" umowę, w której zobowiązał się stworzyć takie dzieło.
Tetralogią nazywamy cykl literacki, składający się z czterech utworów, z których każdy stanowi zamkniętą całość; utwory łączy wspólna tematyka czy grupa postaci. 
Wypadki losowe (kłopoty zdrowotne, wypadek kolejowy, w którym uczestniczył) spowodowały, że pisanie powieści trwało aż siedem lat (pracę rozpoczął w 1901, a zakończył w 1908 roku). Druk rozpoczęto w odcinkach, w „Tygodniku Ilustrowanym" od 18 stycznia 1902 roku, by kontynuować go z przerwami przez następnych siedem lat (do grudnia 1908 roku).
Pierwsze dwa tomy epickiego dzieła (Jesień i Zima) jako książka ukazały się w 1904 roku, część trzecia (Wiosna) w 1906, a czwarta (Lato) w 1909.


Życiorys Stanisława Władysława Reymonta


Autor Chłopów naprawdę nazywał się Stanisław Władysław Rejment i przyszedł na świat 7 maja 1867 roku we wsi Kobiele Wielkie (okolice Piotrkowa), jako piąte dziecko wiejskiego organisty Józefa i jego żony - Antoniny.
Na ogromny awans społeczny późniejszego pisarza miało wpływ wiele czynników. Przede wszystkim - jego matka Antonina, kobieta szlacheckiego pochodzenia, która wyniosła z domu szczegółowe wykształcenie i zainteresowanie kulturą. Młody umysł Stanisława rozwijał się również dzięki kontaktom ze stryjem jego matki - ks. Szymonem Kupczyńskim.
Starania obu tych osób o edukację przyszłego pisarza były jednak trudne; nie mógł on otwarcie wyrażać swego zamiłowania do sztuki - nie aprobował tego jego ojciec. Józef Rejment pragnął, by Władysław, tak jak jego starszy brat, pomagał w powiększaniu majątku rolnego, co było powodem częstych awantur między mężczyznami. W końcu oddał go na ucznia do krawca (Konstantego Jakimowicza, męża jednej z sióstr Reymonta), który miał przysposobić chłopca do zawodu wybranego przez organistę. Następne cztery lata upłynęły na nauce, po czym w końcu młodzieniec zdobył świadectwo potwierdzające, iż jest czeladnikiem. Reymont nigdy nie wykazał się w praktyce zdobytymi umiejętnościami.
Dalsze lata upłynęły młodemu Władysławowi na pogłębianiu swych kulturalnych zainteresowań, czemu sprzyjał pobyt w Warszawie: oddawał się namiętnemu czytaniu, zachwycił się teatrem, seansami spirytystycznymi i magnetycznymi.
Do rodziców powrócił po nieudanych próbach aktorskich w trupie teatralnej, mając dziewiętnaście lat. Jago pisarski talent zaczął ujawniać się dopiero cztery lata później, gdy zaczął prowadzić dzienniki. W międzyczasie zatrudnił się na kolei, którą porzucił, by ponownie występować w objazdowym teatrze.
Przestawionymi imionami i zmienioną wersją nazwiska Reymont zaczął się podpisywać od momentu, gdy spod jego pióra zaczęły wychodzić nowele, opowiadania i szkice. Uczynił tak nie dlatego, by przestać się utożsamiać z apodyktycznym i surowym ojcem, lecz by jago nazwisko brzmiało bardziej „światowo".
Na stałe zamieszkał w Warszawie w 1893 roku - i od tego momentu tak naprawdę zaczęła się jego literacka kariera, uwieńczona 13 listopada 1924 roku Nagrodą Nobla za powieść Chłopi. Zmarł rok po tym wydarzeniu (5 grudnia 1925 roku) wskutek nękającej go od dłuższego czasu choroby serca.


Kalendarium twórczości Reymonta


1888 - pierwsze zapiski początkującego pisarza, czynione w przerwach pracy na kolei;
1891 - powstają pierwsze opowiadania: Pracy!, Franek, Suka;
1892 - nawiązanie współpracy z „Głosem", na łamach którego ukazuje się pierwsza korespondencja zatytułowana Spod Rogowa, opatrzona pseudonimem „Księżak";
1894 - ukazują się pierwsze drukowane utwory: Wigilia Bożego Narodzenia, Suka, Śmierć;
1895 - książkowy debiut - pierwodruk Pielgrzymki do Jasnej Góry (najpierw w „ Tygodniku Ilustrowanym", potem jako książka);
1896 - powieści: Komediantka, Fermenty (II tom Komediantki), tom opowiadań Spotkanie;
1897 - pierwodruk w „Kurierze Codziennym" Ziemi obiecanej;
1899 - wydanie książkowe Ziemi obiecanej; powieść Lili oraz Sprawiedliwie (szkic powieściowy);
1900 - drugi tom nowel W jesienną noc;
1901 - rozpoczęcie pracy nad zniszczoną wersją Chłopów;
1902-1908 - pierwodruk Chłopów w „Tygodniku Ilustrowanym"; wydanie książkowe w latach 1904-1909;
1902 - zbiór nowel Przed świtem;
1903 - Z pamiętnika (nowele i opowiadania);
1904 - druk Chłopów w odcinkach (dwa pierwsze tomy);
pierwodruk powieści Wampir w„Kurierze Warszawskim" (wydanie książkowe w 1911);
1906 - ukazanie się trzeciego tomu Chłopów (Wiosna) ;
1907 - Na krawędzi (nowele i opowiadania);
1908 - zbiór nowel Burza;
1909 - tom czwarty Chłopów; pierwodruk publicystycznej Z ziemi chełmskiej w „Tygodniku Ilustrowanym" (wydanie książkowe w 1910);
1910 - zbiór nowel Marzyciel;
1913 - początek pracy nad trylogią zatytułowaną Rok 1794 ( powieść historyczna o czasach insurekcji kościuszkowskiej); pierwodruk tomu I (Ostatni sejm Rzeczypospolitej) w „Tygodniku Ilustrowanym"; 
1916 - trylogia, tom II Nil desperandum;
1918 - trylogia, tom III Insurekcja;
1919 - ukazuje się zbiór reportaży Za frontem;
13 XI 1924 - literacka Nagroda Nobla za Chłopów.


Czas i miejsce akcji "Chłopów"


Dokładny czas akcji powieści nie jest znany, choć występują wzmianki o wielu historycznych wydarzeniach (np. informacje o powstaniu styczniowym 1863 roku, w którym udział brali pan Jacek i Kuba Socha).
Analizując płaszczyznę temporalną powieści, Anna Popławska zauważa jej dwie z pozoru wykluczające się cechy: konkretność i zarazem nieokreśloność. Pierwsza cecha odnosi się do tego, że wiemy, iż właściwa akcja toczy się w czasie dziesięciu miesięcy.
Zaczynając lekturę, czytamy o wydarzeniach rozgrywających się w początku jesieni (dokładnie we wrześniu, w porze wykopek), a kończymy, czytając o początkach żniw w lipcu.
Nieokreśloność akcji Chłopów przejawia się w tym, iż w żadnym momencie powieści nie mamy informacji o roku dziania się opisywanych wydarzeń.
Reymont celowo zubożył opis świąt oraz obrzędów związanych z Nowym Rokiem, by nie podawać dokładnej daty wydarzeń. 
Rytm życia mieszkańców Lipiec wyznaczają dni tygodnie i miesiące, poranki i wieczory, a zarazem święta i obrzędy z nimi związane oraz prace rolnicze. Powtarzalność i cykliczność tych wszystkich elementów świata przedstawionego sprawia, że bohaterowie powieści żyją w podporządkowanym czasowi i powracającym corocznie rytmie wydarzeń, świąt czy prac. Linearność akcji ułatwia lekturę, utrudniają ją retrospekcje i wtrącenia. Co prawda w powieści mamy kilka przykładów wspomnień (losy Kuby Sochy czy informacje o aresztowaniu lipeckich chłopów), lecz nie zakłócają one percepcji dzieła.
Ciekawostką jest, że Reymont zastosował zabieg całkowitego zatarcia dowodów zmiany czasu. W utworze nie odnajdziemy wzmianki o zegarze, kalendarzu czy, jak już wspomniano - Nowym Roku, przez co jeszcze bardziej podkreślił związanie człowieka z naturą - jedynym strażnikiem pilnującym, by zrobił wszystko na czas (rolnicy pracowali od wschodu do zachodu słońca).
Większość wydarzeń rozgrywa się w Lipcach - wsi leżącej niedaleko Tymowa (miejsca corocznego jarmarku, przyciągającego mieszkańców wszystkich okolicznych miejscowości).
Wieś Lipce nie jest wymyślona; leży w pobliżu Krosnowic i Skierniewic, w których początkujący pisarz Reymont pracował jako kolejarz. 
 Autor Chłopów stworzył w swym monumentalnym dziele wieś odizolowaną od większych miast; życie toczy się tu własnym rytmem nieskrępowanym ręką cywilizacji. Wiemy jedynie, ze wieś położona była w zaborze rosyjskim, czego przykładem są występujący w utworze strażnicy czy ruble jako waluta, a wydarzenia rozgrywają się po powstaniu styczniowym, ponieważ jej mieszkańcy posiadali już własną ziemię.
Władysław Jabłonowski napisał: „Nikt z poprzedników autora Chłopów nie ogarnął tylu rzeczy i czynności związanych z bytem ludu wiejskiego, z naturą chłopa i przyrodą wsi - nikt tak dokładnie nie odtworzył środowiska chłopskiego i takiej masy postaci chłopskich nie zgrupował".


Narracja "Chłopów"


W powieści Chłopi Władysława Stanisława Reymonta, według Kazimierza Wyki występuje trzech narratorów:


Wiejski gaduła - to właśnie jego obserwacje przeważają w utworze, ponieważ pisarz wychodził z założenia, że chłopski narrator w powieści dotyczącej tej warstwy społecznej będzie najbardziej wiarygodny (któż tak dobrze nie opowie o pracy w polu, jak nie osoba, która tego doświadczyła?).
Wiejski gaduła jest gawędziarzem posługującym się stylizacją gwarową. Choć uczestniczy w obyczajowym, obrzędowym i liturgicznym toku powieści, nie należy utożsamiać go z bohaterem dzieła, o czym świadczą takie cechy, jak mniejsze nasycenie jego uwag cechami dialektycznymi dostrzeganymi w partiach dialogowych czy zdystansowanie do wydarzeń obserwowanych w Lipcach. Przejawy jego „obecności" obserwujemy w opisach i relacji z postępowania bohaterów czy przebiegu zdarzeń, obrzędów, codziennych czynności, stanowiących treść życia mieszkańców wsi. Do jego zadań należy także wprowadzanie partii dialogowych.
Przykładem tego typu narracji może być fragment dotyczący tańca Antka i Jagny w karczmie: „Juści, że Antek ino tego czekał, bo wnet bokiem karczmy się przecisnął i spokojnie witał się z nimi, choć Józka umyślnie się odwróciła. - Przyszliście na muzykę czy na zmówiny Małgośki? - Na muzykę... - odparła cicho, bo głos jej całkiem odjęło wzruszenie. Stali przy sobie czas jakiś bez słowa, jeno dychali prędzej, a ukradkiem zaglądali sobie w oczy, tanecznicy zepchnęli ich pod ścianę, Nastkę pojął do tańca Szymek, Józka też się gdzieś zapodziała, że sami zostali. - Co dnia wyczekuję, co dnia... - szepnął cicho. - A mogę to wyjść?... pilnują mnie odparła ze drżeniem, ręce się ich spotkały same jakoś, cisnęli się biodrami, pobledli oboje, tchu im brakowało, w oczach skry się jarzyły, a w sercach była taka muzyka, że i nie wypowiedzieć. - Odstąp ździebko, puść!... - prosiła cichutko, boć pełno było ludzi dookoła. Nie odrzekł na to, jeno ujął ją mocno wpół, gęstwę roztrącił, wywiódł w koło i krzyknął do muzykantów: - Obertasa; chłopacy, a ostro! Juści, że trzasnęli z całej mocy, aż basica jęknęła, znali go przecież, że jak się rozochoci, to gotów całej karczmie fundować ! A za nim puścili się w tan i jego kamraty, tańcował Płoszka, tańcował Balcerek, tańcował Grzela, tańcowały i drugie, a Mateusz, że mu to żebra jeszcze nie popuszczały, to ino przytupywał a krzykał la zachęty!".


Młodopolski stylizator - ten typ narratora ujawnia się w opisach przeżyć bohaterów oraz w wyglądzie natury. Stosuje różne konwencje literackie, począwszy od emocjonalizmu i impresjonizmu w opisie natury, do elementów charakterystycznych dla dekadentyzmu (przeżycia wewnętrzne Jagny).
Przykładem młodopolskiego stylizatora jest fragment dotyczący nastroju żony Macieja Boryny: „Wzdychała głęboko, czasami ręce rozwodząc, czasami przystając bezradnie i tocząc rozpalonymi oczyma, jakby zaczepki dla udręczonej duszy szukała, ale szła dalej przędąc myśli wiotkie i nikłe, jako te świetliste nici na wodzie, że nie uchycisz, bo zmącą się i przepadną od cienia ręki. Patrzała w słońce, nie widząc niczego, topole, co rzędami pochylały się nad nią, zdały się jej jako zamglone przypomnienia... Siebie jeno mocno czuła i to, że ją rozpiera aże do bolu, do krzyku, do płaczu, że ją ponosi gdziesik, iż czepiłaby się tych ptaków lecących pod zachód i na kraj świata pofrunęła. Wzbierała w niej jakaś moc paląca i tak rzewliwa, że łzy przysłaniały oczy i ognie się po niej rozlewały; rwała lepkie, pachnące pędy topoli, chłodząc nimi rozpalone usta i oczy...".


Realistyczny obserwator - jest zupełnie innym typem powieściowego narratora, nieobecnym w tak dużym stopniu, jak wiejski gaduła czy młodopolski stylizator (ukazuje się sporadycznie, by przedstawić strukturę społeczną wsi).
Charakteryzuje go obiektywizm opisu i dbałość o realizm, czego przykładem może być cytat dotyczący relacji z bójki o las, w której Boryna został zaatakowany przez borowego: „Ludzie szli bezładnie, kupami, jak komu lepiej było, a lasem, bo środkiem drogi szły sanie z poranionymi, jaki taki jęczał i postękiwał, a reszta śmiała się głośno, pokrzykując wesoło i szumnie. Zaczęli opowiadać sobie różności, a przechwalać się z przewagi i przekpiwać z pokonanych, gdzieniegdzie już i śpiewy zaczęły się rozlewać, ktoś znów krzykał na cały bór, aż się rozlegało, a wszyscy byli pijani triumfem, że niejeden zataczał się na drzewa i potykał o lada jaki korzeń.".
Żaden z powyższych typów nie należy do świata przedstawionego.


Kompozycja "Chłopów"


W kompozycji czterotomowej powieści Reymonta (Jesień - 12 rozdziałów; Zima - 13; Wiosna - 11, Lato - 13) Kazimierz Wyka wyróżnił cztery przenikające się porządki:


1. Porządek fabularny


Porządek zdarzeniowy stanowią losy głównych bohaterów i całej społeczności wsi (gromady). Obejmuje on szereg różnorodnych typów ludzkich, począwszy od uległej i kochliwej, a zarazem samotnej Jagny, a skończywszy na apodyktycznej i chytrej Dominikowej, przez co mamy do czynienia z bogatym obrazem wiejskiego środowiska. Na kartach Chłopów poznajemy około dziewięćdziesięciu postaci.
Jan August Kisielewski pisał: „(...) daje więc Reymont chłopa niepiśmiennego, niekulturalnego, pierwotnego, nie znającego i nie uznającego świata poza Lipcami; daje wieś, organicznie w jedną całość zrośniętą, mimo »urzędy i urzędniki« rządzą się patriarchalnie, prawem zwyczajowym" twierdząc przy tym, że dopóki będzie istniał polski „wieśniak", dopóty będzie on taki, jak go sportretował Reymont (pamiętajmy, że Kisielewski pisał te słowa w 1907 roku).
W fabularnej warstwie Reymont przedstawił dzieje postaci pierwszoplanowych: Macieja Boryny (główna postać w tomie I), jego syna Antka (począwszy od romansu z Jagną - późniejszą macochą - przez co zdominowali II tom, przez wypędzenie z domu z ciężarną żoną i dwójką małych dzieci, areszt za zabójstwo borowego, aż do powrotu na gospodarstwo zmarłego ojca i przejęcie pozycji gospodarza), Hanki (jej przemiana i zmaganie się z przeciwnościami losu stanowi główny wątek w III tomie), Jagny, jak również drugoplanowych (na przykład losy Kuby Sochy).
Bronisław Chlebowski napisał, że Reymont „Tą przedmiotowością obrazu, tym bogactwem, tą pełnią przejawów życia wieśniaczego, odtworzeniem żywiołowych potęg, skupionych w duszy chłopa, wyrobionych przez wielowiekową pracę, cierpienia i milczenie, zalet i właściwości moralnych, oczekujących przy rozpoczynającym się uświadomieniu ludzkim i narodowym wystąpienia bliskiego na szersze pole działalności" wyświadczył przysługę społeczeństwu, ponieważ ukazał ludziom źródło wyczekiwanego przez nich wsparcia, uzdrowienia i odrodzenia siły narodowej, czyli chłopów polskich.
 

2. Rytm prac związanych z przyrodą


Na ten porządek składają się prace rolnicze (na przykład szatkowanie kapusty, przędzenie wełny czy żniwa), stanowiące rytm egzystencji mieszkańców Lipiec oraz niezmienny rytm następstwa pór roku. Zainteresowanie pisarza związkiem człowieka z przyrodą może wynikać z faktu, że, jak twierdził Bronisław Chlebowski, Reymont: „Rozmiłowany w przyrodzie ma wstręt do wielkich zbiorowisk miejskich"


3. Porządek obyczajowo-liturgiczno-obrzędowy


Wyznaczają go coroczne liczne ceremonie, obyczaje, święta i elementy folklorystyczne (wróżby i czary Dominikowej czy przesądy lipeckich kobiet). Takie dni, jak jarmark, wesele czy odpust miały w Reymontowskiej wsi funkcję scalającą i łączącą gromadę.


4. Porządek egzystencjalny


Jest najbardziej widoczny na przykładzie losów Agaty (żebraczki zbierającej „wyprawę na śmierć") czy Jagustynki (marzącej o przedśmiertnym zjednoczeniu się z rodziną, która ją wypędziła). Nawet postać Macieja Boryny przejawia cechy charakterystyczne dla tego porządku, czyli rozmyślania o życiu, samotności i śmierci, czego przykładem może być refleksja bohatera nad słusznością ślubu z Jagną: „A tu ani odbić się na kim, ani wyżalić, nic... sam jak ten kołek; sam o wszystkim myśl, sam deliberuj łbem, sam kiele wszystkiego obiegaj kiej ten pies... a do nikogój słowa przemówić i rady znikąd ni pomocy - a ino strata i upadek... a wszystkie to kiej te wilki za owcą... a ino skubią, a patrzą, kiedy ozerwą w kawały...".
Doskonałym podsumowaniem rozważań o strukturze i fabule powieści będzie przytoczenie słów Marii Rzeuskiej, autorki publikacji Chłopi Reymonta: „Na czym więc ostatecznie polega struktura całości Chłopów? Ma ona, rzec można, dwa zasadnicze kierunki: wzdłuż i wszerz. Wzdłuż biegną owe cztery strumienie obrazów w objęciu i na tle czterech pór roku, wszerz - to cały plan, który się rozwija wokół dwu ośrodków fabuły i daje olbrzymią wizję środowiska, przestrzeni, prac, obyczajowości i całego życia. W Chłopach Reymonta dzieje się coś bardziej szczególnego. Fabuła ze splotem akcji, dramatyczna z natury, rozszerza się w wielki obraz życia, przekształca w najczystszą epikę, elementy opisowe, wprawione w ruch zmiennością posuwającego się czasu, nabierają dynamizmu, a nawet dramatyczności. W rezultacie współdziałania tych elementów rodzi się koncepcja chłopa - człowieka wsi i ziemi - związanego organicznie z gospodarstwem, rodziną i gromadą, wprzęgniętego w niezmienność powtarzalności czterech pór roku". 


Problematyka "Chłopów"


Społeczna i ekonomiczna


W Chłopach odnajdziemy wątki dotyczące biedy i nędzy mieszkańców wsi, historie życia komornic czy małorolnych chłopów, wyzysku parobków przez bogatszych gospodarzy. Na przykładzie losów Agaty, Jagustynki, Szymka i Nastki czy Bylicy Reymont przybliżył sytuację ludzi w zaborze rosyjskim, którzy nie mieli swej ziemi i większych szans na usamodzielnienie.
Choć na końcu dziedzic, sprzedając lipczanom ziemię, a nawet umożliwiając niektórym zakup na raty (Szymek i Nastka), okazuje się człowiekiem litościwym i empatycznym), jednak w przeważającej części tetralogii bohaterowie są uzależnieni od bogatych panów i właścicieli folwarków. Nieumiejący pisać i czytać, nieznający się na przepisach prawa czy zasadach działania sądów - postaci Reymonta są od kołyski naznaczone piętnem „wieśniaka", człowieka z nizin społecznych. Ci prości, wręcz czasem prymitywni ludzi jednak czerpią radość ze swego zwykłego życia wyznaczanego przez rytm natury, niezmienną powtarzalność czterech pór roku, obrzędów i ceremonii liturgicznych.


Zjednoczeniowa i patriotyczna - siła gromady


Gdy spojrzymy na utwór Reymonta pod kątem bohatera zbiorowego (gromady), potrafimy dostrzec tkwiące w nim siły przeciwstawione słabości jednostek. W Chłopach mamy do czynienia z wielostronnym konfliktem mieszkańców Lipiec z dworem, zapoczątkowanym decyzją dziedzica o wyrębie lasu - źródła utrzymania bohaterów. Innym momentem, gdy wieś jednoczy się przeciw jakiemuś pomysłowi bądź idei jest sprawa budowy rosyjskiej szkoły w Lipcach (wówczas w chłopach budzi się również poczucie świadomości narodowej, ponieważ pod przywództwem Antka protestują przeciw nauce prowadzonej w języku zaborcy).
Bohaterowie jednoczą się dzięki namowom Rocha, gdy mężczyźni przebywają w areszcie, a kobiety nie potrafią poradzić sobie z pracami na polu. Wówczas to przedsiębiorczy i troszczący się o sprawy wsi Rocho namawia mieszkańców sąsiednich miejscowości, by przyszli Lipcom z pomocą - i przychodzą, ofiarni i bezinteresowni, pracując dwa dni.
Solidarność gromady w kryzysowych momentach sprawia, że utwór posiada ważne przesłanie, mówiące o sile ogółu wobec bezsilności jednostki. Poza pozytywnymi aspektami kolektywizmu wsi widać również negatywne skutki zjednoczenia działań bohaterów, czego dowodem mogą być losy Jagny, a raczej to, co spotkało dziewczynę na końcu powieści. 


Psychologiczno-egzystencjalna


Władysław Reymont najwięcej miejsca poświęcił uwidocznieniu psychologiczno-egzystencjalnych wątków dzieła. Wokół takich problemów, jak konflikt pokoleń, nacisk gromady, przemijanie czy trwałość rodziny zbudował szereg czasem całkowicie różnych wątków, dzięki czemu jego tetralogia zyskała miano uniwersalnej.
Jednym z głównych tematów powieści Reymonta jest nieuchronność przemijania, ukazana na przykładzie Macieja Boryny czy Agaty. W Lipcach jedni bohaterowie umierają (Maciej i Agata), by zrobić miejsce innym (Mateusz czy Szymek) - taka jest kolej życia.
Reymont przejrzyście zarysował również psychologiczny aspekt konfliktu pokoleń. Na przykładzie stosunków między Maciejem a Antkiem Boryną, którzy długo pozostają ze sobą skłóceni, by w końcowej scenie drugiego tomu symbolicznie się zjednoczyć, pisarz zaznacza, jak ważna jest rodzina i podkreśla, że nie jest możliwe odcięcie się od korzeni. Z umiejętnością godną genialnego psychologa i socjologa Noblista ukazał przemianę głównych bohaterów, czego przykładem może być los Hanki, która z kobiety płaczliwej, słabej, podporządkowanej mężowi i pozbawionej swego zdania staje się pod wpływem wydarzeń (wywołanych przez niewiernego męża) silną, pewną siebie, zdecydowaną gospodynią.
Ciekawą interpretacją epopei jest również odczytanie jej poprzez pryzmat wpływu gromady na jednostkę. Przejawem tego jest miejsce Jagny w wiejskiej społeczności. Ta naprawdę zagubiona i wrażliwa dziewczyna na końcu powieści zostaje potraktowana przez wieś gorzej niż zwierzę.
Reymont przedstawił siłę, z jaką grupa może oddziałać na jednostkę, opisał działanie psychologii tłumu - widoczne w scenie, gdy mieszkańcy Lipiec pod przywództwem organiściny namawiają się w karczmie na danie „nauczki" Jagnie - i prawie wszyscy (prócz Mateusza) - przystają na wywiezienie dziewczyny poza granice wsi, czyli wykluczenie jej poza nawias gromady. Wieś narzuciła Jagnie swoje zasady, a gdy ona nie chce żyć wedle norm zamkniętej społeczności - zostaje w brutalny sposób z niej wykluczona.
W Chłopach odnajdziemy wszystko to, co charakteryzuje społeczeństwo i jednostkę. Mamy tam panoramę różnorodnych charakterów, zachowań, różne motywacje wyborów; podkreślone przywiązanie ludzi do tradycji i gloryfikację pracy, która, choć nie daje komfortowego życia, nadaje mu sens i rytm.


Język "Chłopów"


Reymont nie bez powodu jest nazywany mistrzem słowa. Nie skupiał się jedynie na treści, dbał również o formę przekazu wiedząc, iż najbardziej autentyczne jest to, co spójne.
W Chłopach zademonstrował geniusz swego pióra, wplatając w powieść przeznaczoną dla szerokiego grona czytelników szereg odmian stylizacji, przystosowując elementy języka gwarowego, wtapiając go w fabułę (dialektyzacja języka powieści występuje we wszystkich jego warstwach).
Gwara dominująca w dialogach jest zbliżona do gwary używanej w okolicach Łowicza i Skierniewic, w okolicach Lipiec. 
Dzięki uczynieniu „wiejskiego gaduły" narratorem w przeważającej części powieści, czytelnik może poczuć się nie tylko odbiorcę, lecz i uczestnikiem wydarzeń rozgrywających się w opisywanej wsi (utożsamia się w narratorem, który jest tytułowym chłopem).


Gdy ukazały się Jesień i Zima - dwa pierwsze tomy powieści, a później i cała tetralogia, krytycy epoki modernizmu natychmiast zwrócili uwagę na językową wartość dzieła. Oto opinie niektórych z nich:


- „język powieści nabrał jakiejś żywiołowej jędrności i siły" (Ignacy Matuszewski).


- „Kapitalnym pomysłem Reymonta w Chłopach jest stworzenie sobie udzielnego języka, zastosowanego do przedmiotu. Chłopi mówią z chłopska, a nawet narzeczem mazursko - łowickim. Autor jednak przemawia od siebie nie zwykłą, górną polszczyzną, lecz mową ułożoną ad hoc, wzorowaną na mowie włościan, nieskończenie tylko obfitszą, wzbogaconą zwrotami z innych stron kraju, nawet archaizmami, z trafnym smakiem wznowionymi. Nie jest to narzecze "księżaków", lecz piękna, poetyczna, giętka mowa polska, nasiąknięta sztuczną gminnością, która sprawia złudzenie, że autor jest idealnie wydoskonalonym chłopem" (Józef Weyssenhoff).
W partiach narracyjno-opisowych dominuje język literacki z przełomu XIX i XX wieku, lecz niełatwo jest dostrzec fragmenty, które nie zostałyby urozmaicone elementami gwarowymi i archaicznymi (stosując zarówno język literacki, jak i ludową gwarę, autor starał się udowodnić, że traktuje obie odmiany na tym samym poziomie). 


W swym dziele Reymont zastosował głównie następujące stylizacje:

1. gwarową (obecną w największym stopniu w partiach dialogowych),


2. fonetyczną (przykładem tego może być zastosowanie zwrotu „hale" zamiast „ale"),


3. fleksyjną (przejawia się w słowach: „chodźta", „ociec", „mówili"),


4. leksykalną (dowodem na obecność tej stylizacji będzie wyraz „paskudnik"),


5. składniową (wyrażenie: „Oczy swoje mam i miarkuję se ździebko"),


6. młodopolską (chodzi tu o słowa charakterystyczne dla określonych konwencji literackich, czyli naturalizmu czy impresjonizmu),


7. realistyczną (objawiającą się w częstym wykorzystywaniu mowy potocznej).


Geniusz i waga powieści Reymonta ujawniają się w zaplanowanym i przewidzianym połączeniu elementów gwarowych z językiem literackim, co w konsekwencji przemawia za naturalnością społeczności opisanej na łamach utworu (chłopów), a zarazem za przejrzystością i jasnością odbioru, który byłby utrudniony przy wykorzystaniu jedynie gwary.


"Chłopi"- młodopolska powieść czy epopeja?


Chłopi Reymonta to zarówno powieść młodopolska (modernistyczna), jak i epopeja.


Cechy powieści modernistycznej


W swej powieści, przełamującej zasady obowiązujące w poetyce pozytywizmu, Reymont zastosował metodę realistyczną, przejawiającą się w szczegółowym opisie wsi i jej mieszkańców, ceremonii, obrzędów i zwyczajów, a przede wszystkim w relacjach z codziennego życia lipczan, żyjących w rytmie wyznaczanym przez naturę. Reymont zaprezentował różnorodność typów ludzkich i przekrój chłopskiej warstwy.
Kolejną konwencją, zastosowaną w dziele jest naturalizm, widoczny w opisie motywacji bohaterów, kierujących się często bardziej temperamentem i potrzebami fizjologicznymi niż normami społecznymi (Jagna).
Kolejną cechą jest sposób prowadzenia narracji, będącej elementem konstrukcji świata przedstawionego, a dokładniej - obecność młodopolskiego narratora posługującego się charakterystycznymi dla modernizmu poetyckimi środkami wyrazu, czyli rozbudowanymi porównaniami, częstymi epitetami i ciekawymi metaforami.
Powieść młodopolską cechuje, poza zastosowaniem metody realistycznej i naturalistycznej, także wprowadzenie takich kategorii, jak symbolizm (śmierć Boryny - ilustracją związku człowieka z matką-ziemią), impresjonizm (poetyckość i nastrojowość opisów przyrody i wewnętrznych przeżyć bohaterów) czy emocjonalność opisu.


Cechy powieści modernistycznej


1. synkretyzm stylistyczny, czyli pomieszanie wielu różnych konwencji pisarskich. W powieści występują elementy impresjonizmu, symbolizmu, naturalizmu i realizmu;


2. luźna kompozycja, czyli zorganizowanie fabuły nie wokół głównego wątku, lecz wokół losów poszczególnych postaci (Maciej Boryna, Antek, Hanka, Jagna);


3. zaburzenie proporcji między wątkami - losami bohaterów, pomieszanie ich.


"Chłopi" jako epopeja


Adam Kulawik, autor Poetyki, zdefiniował epopeję jako gatunek epicki, obszerniejszy w stosunku do terminu epos: „(...)obejmuje bowiem swoim znaczeniem zarówno epos, jak i pewien typ powieści, jak na przykład „Wojna i pokój" Lwa Tołstoja, „Nad Niemnem" Orzeszkowej czy „Cichy Don" Szołochowa i im podobne". Cechami charakterystycznymi epopei są: szeroki epicki plan, ważkość problematyki społecznej i historycznej, wielowątkowość, duża liczba bohaterów, realizacja w estetyce realizmu (motywacja ma charakter naturalny, realistyczny, społeczny bądź psychologiczny).


Cechy „Chłopów" jako epopei:


1. Wielostronność i wielowarstwowość - Reymont opisał w swej powieści mozaikę różnorodnych charakterów, panoramę społecznej elity wsi, jak również życie biedoty zamieszkującej Lipce.
Sportretował stosunki międzyludzkie, zarówno w sytuacjach radosnych (narodziny dziecka), jak i smutnych (pogrzeb). Zainteresował się codziennym życiem mieszkańców wsi, skupiając się na realistycznej drobiazgowości i szczegółowości opisu . Na uwagę zasługuje również skrupulatny opis zmian w przyrodzie, której cykliczność i nieuchronność stanowiła symbol zmiany czasu w Lipcach.
Należy przy tym zauważyć, że partie dotyczące wyglądu natury nie są wyidealizowane i sztucznie upiększone, lecz z dbałością o realizm przekazu odzwierciedlają prawdziwy wygląd wsi w czasie ulewnych deszczy czy podczas kilkudniowej suszy. To wszystko odnajdziemy w wielostronnym i wielowarstwowym opisie Reymonta. Julian Krzyżanowski napisał: „W wizji tej, odznaczającą się dokładnością studium naukowego, wyśledzić można bez trudności mnóstwo składników doskonale znanych z powieści dawniejszych, pierwiastków takich, jak przysłowiowy głód ziemi, jak religijny do niej stosunek widoczny zwłaszcza w pewnych wręcz hieratycznych czynnościach, by wskazać głośny obraz przedśmiertnego siewu starego Boryny, tak twarda bezwzględność wobec słabszych, słabo maskowana chrześcijańskim altruizmem, jak pierwotność instynktów osobniczych, ścierających się z nakazami etyki zbiorowej"


2. Konstrukcja narratora (wiejskiego gaduły) - zabieg ten sprzyja wiarygodności utworu, ponieważ nikt nie zna tak dobrze wiejskiego środowiska, jak element świata przedstawionego - „wiejski gaduła". Rzetelnie opisuje chłopskie środowisko, ponieważ jest jego uczestnikiem.


3. Koncepcja czasu - czas w Lipcach płynie niezależnie od świata zewnętrznego, ponieważ wieś jest jak gdyby samoistnym tworem, odrębnym światem. Nie chodzą w niej zegary, ludzie żyją w rytmie zmian przyrody, kierując się położeniem słońca na niebie. Powtarzalność pór roku, obrzędów i świąt religijnych sprawia, że czas jest stały i nieuchronny.


4. Obiektywność opisu - Reymont dąży w opisie chłopów do obiektywizmu (którego osiągnięcie nigdy nie jest możliwe), starając się nie stawać po jednej stronie (na przykład w sporze o ziemię między Borynami), lecz ukazywać wielostronność postaci i niejednoznaczność sytuacji życiowych, przez co stają się one bardziej uniwersalne.


5. Epizodyczność fabuły - fabuła jest skonstruowana w sposób wielowątkowy tak, by zdarzenia nie służyły jedynie jej rozwojowi, lecz budowały tło społeczne i obyczajowe.


6. Bohater zbiorowy - bohaterem epopei jest wiejska zbiorowość, czyli gromada, z której wyłaniają się indywidualni, charakterystyczni bohaterowie, tacy jak Maciej Boyna, Jagna, Antek i Hanka.
Julian Krzyżanowski napisał: „Pomoc z którą czasu siewu i innych robót wiosennych spieszą do Lipiec sąsiedzi, by się święta ziemia bez rąk roboczych nie zmarnowała, rozszerza w powieści zjawisko więzi społecznej na całą okolicę, bez mała na całość społeczności chłopskiej i omawianemu zagadnieniu nadaje tę doniosłość, którą do niego autor, bezwiedny, intuicją kierowany socjolog, przywiązał".


7. Obszerne opisy przyrody, bogate w personifikacje, animizacje i rozbudowane porównania, wzbogacają przekaz artystyczny dzieła, na przykład: „A tymczasem wieczór się już był uczynił, ostatnie zorze zetliły się do cna, że ino kajś niekaj na zachodzie z tych szarych popiołów żarzyły się kieby głownie dogasające, a świat z wolna otulał się w modrawą a lutą płachtę nocy. Księżyca jeszcze nie było, jeno od suchych, przemarzniętych śniegów biły ostygłe, lodowate brzaski, w których rzecz każda widniała jakoby w śmiertelne gzło przyodziana i zgoła umarła; gwiazdy też jęły się wysypywać na ciemne niebo, a tak rosły i trzęsły się w onych dalekościach, tak się jarzyły bystro, aż po śniegach szły skrzenia. Mróz zaś brał srogi i podnosiła się taka skrzytwa, aż w uszach dzwoniło i żeby najcichszy głos, a leciał światem całym. W chałupach zaś ognie zapalali i spieszyli z wieczorowymi obrządkami, jeszcze wodę nosili ze stawu, jeszcze czasem skrzypnęły wierzeje albo się jakie bydlątko ozwało, to ktosik podążał spieszno saniami, a ludzie w dyrdy ganiali po obejściach, bo parzyło w twarze jakby rozpalonym żelazem i dech zapierało, ale już wieś cichła całkiem".


8. Szczegółowa informacja o chłopskich rodach zamieszkujących Lipce, przez co czytelnik poznaje bogactwo i różnorodność mieszkańców wsi: „A naród ruszył żwawo za Boryną, jadącym na przedzie. Tuż za nim ciągnęły Płoszki, ilu ich było z trzech chałup, ze Stachem na przedzie, naród był nieurodny, ale pyskaty szumny i wielce w siebie dufający. A za nimi Sochy, których wiódł sołtys. A trzecie były Wachniki, chłopy drobne, suche, ale zajadłe kiej osy. A czwarte szły Gołębie Mateusz im przewodził, niewiela ich, było, jeno że starczyli za pół wsi, bo same zabijaki nieustępliwe i rozrosłe kiej dęby. A piąte Sikory, krępe niby pnie, żylaste i mrukliwe. A potem Kłębiaki i młódź druga, wyrosła, bujna, swarliwa i na bitki wszelkie łakoma, którą prowadził Grzela. wójtów brat. A w końcu Bylice szły, Kobusy, Pryczki, Gulbasy, Paczesie, Balcerki i kto by je tam wszystkie spamiętał!...".


9. Przybliżenie obyczajów, wyglądu postaci, tradycji z dbałością o drobiazgowość opisu, na przykład opis wyglądu izby Boryny: „Dom był zwykły, kmiecy - przedzielony na przestrzał sienią ogromną; szczytem wychodził na podwórze, a frontem czterookiennym na sad i na drogę. Jedną połowę od ogrodu zajmował Boryna z Józią, a na drugiej siedzieli Antkowie. Parobek ż pastuchem sypiali przy koniach. W izbie było już czarniawo, bo przez małe okienka, przysłonięte okapem i zagajone drzewami, mało przeciskało się światła, a i mroczało już na świecie, że tylko połyskiwały szkła obrazów świętych, co rzędem czerniły się na bielonych ścianach; izba była duża, ale przygnieciona czarnym pułapem i ogromnymi belkami pod nim, i tak zastawiona różnym sprzętem, że tylko koło wielkiego komina z okapem, co stał przy siennej ścianie, było niecoś swobodnego miejsca (...)Izdebka pełna była różnych rupieci i statków gospodarskich, na drążkach, w poprzek przewieszonych, wisiały kożuchy, czerwone pasiaste wełniaki, białe sukmany, to całe pęki motków szarej przędzy i zwinięte w kłęby brudne runa owiec i worki z pierzem".
Julian Krzyżanowski, autor rozdziału „Wł. St. Reymont i powieść chłopska" w pozycji „Neoromantyzm polski 1890-1918" stwierdził, że Reymont stworzył w sposób obiektywny i klasyczny figury ludzkie: „przepojone nerwowym temperamentem, ogarnięte nowoczesnym tempem życia". Twierdził, że takie cechy Chłopów, jak poczyniona w nich ścisłość obserwacji, bystrość i przenikanie w głąb ludzkiej psychiki sprawiają, iż dzieło to dochodzi do „szczegółów uczucia i zakamarków emocji (...) Zgiełkowość psychiczna w ludziach, w bohaterach, obrzędowość solenna w kompozycji; ziemska prawda w charakterach a idealizm, poezja u stropu idei, konkretność konturów w każdej z poszczególnych figur, a szerokość i spoistość tej szerokości, powiązanie jednostek w ród wspólny, stan, plemię, naród. Oto jest ta nowoczesna epopeja, ten nowy rodzaj, to odkrycie artystyczne, które literaturze europejskiej dał Reymont jako owoc skończony w Chłopach, a które przygotowywał, zbierał od początku swojej twórczości do Ziemi obiecanej."


Obyczaje mieszkańców Lipiec


Reymont doskonale sportretował życie mieszkańców polskiej wsi przełomu wieków, wiernie oddając ich przywiązanie do tradycji i kultywowanie obyczajów przenoszonych z pokolenia na pokolenie. Choć wiele odeszło już w zapomnienie (na przykład swaty), wiedza o nich wzbogaca nasze pojmowanie kultury i przeszłości. W Chłopach czytamy nie tylko o uniwersalnych problemach mieszkańców Lipiec, lecz - i może przede wszystkim - poznajemy obyczaje związane ze wszystkimi największymi chrześcijańskimi świętami oraz obrzędami. Fryderyk Böök napisał: „Skoro w końcu odkładamy książkę na bok, wiemy, że zdobyliśmy to, co tylko wielki poeta dać może: wgląd w prawdziwe życie ludu".
Na przykładzie ożenku Macieja Boryny i Jagny Paczesiowej dużo miejsca zajmuje opis obyczajów weselnych - przygotowujących do ślubu i wesela. Gdy kawaler wybrał sobie kandydatkę na przyszłą żonę, wysyłał do jej rodziny swatów - osoby upoważnione przez niego do ustalania szczegółów związanych z małżeństwem. Najczęściej na takich spotkaniach zakrapianych alkoholem omawiano finansowe aspekty ślubu, przedstawiano korzyści, jakie osiągnie panna młoda i jej rodzina ze ślubu. Dziś zwyczaj ten jest może pojmowany dosyć okrutnie - dziewczyna sama wybiera sobie męża, nie mają na to wpływu ani rodzice, ani rodzina, ani środowisko. Trzeba jednak pamiętać, że prawie dwa wieki temu w tej kwestii panowały inne zasady, a młoda kobieta winna była całkowite posłuszeństwo swym rodzicom (w powieści Jagna nie sprzeciwia się decyzji Dominikowej i zgadza się wyjść za trzy razy starszego Borynę).
Gdy już szczegóły związane z małżeństwem były ustalone, nadchodził uroczysty dzień zaślubin. Odświętnie przygotowywano izbę weselną w domu panny młodej, a pierwsi goście musieli wychylić kieliszek wódki za zdrowie pary (tak zwane „przepijanie"). Tak samo Reymont opisał ten zwyczaj w Chłopach. W dniu ślubu Jagny jej bracia wynieśli z izby wszystkie sprzęty, stawiając na ich miejsce stoły i ławy dla gości. Panna młoda przykryła stoły cienkim płótnem, przystroiła izbę wycinankami z kolorowego papieru (otrzymanego w prezencie od narzeczonego). Po drugiej stronie sieni, w izbie, w której składowano rupiecie, teraz było czysto. Sąsiadki - Ewka z Jagustynką gotowały tam weselne potrawy. W ramach przygotowań do wesela wybielono wapnem cały dom (na zewnątrz i w środku), ustrojono gałęziami świerczyny jego zewnętrzne ściany, opłotki udekorowano jedliną - pachniało jak w lesie. 
W końcu powoli zaczęli się schodzić pierwsi goście, zaproszeni nawet z okolicznych wiosek (zwyczaj nakazywał huczną zabawę). Przychodziły kumy, krewniaczki i dawnym obyczajem znosiły kury, chleby, placki, mąkę, a nawet i srebrne ruble. Wszystko to w podzięce za zaproszenie, by wynagrodzić gospodyni poniesione straty. Kobiety „przepijały" z gospodynią po kieliszku gorzałki...
Kolejnym obrzędem weselnym było obcięcie włosów pannie młodej (najczęściej chodziło o ścięcie panieńskich warkoczy), co miało symbolizować zamkniecie pewnego etapu życia (Jagna nie chciała zgodzić się na ten zwyczaj: „- A po dworach i miastach nie obcinają! - Pewnie, juści, bo im tak trzeba do rozpusty, żeby ludzi mogły ocyganiać i za co inszego się wydawać. Ale, będzie tu nowe porządki zakładała! Dworskie pannice niechta z siebie cudaki robią i pośmiewisko, niechta z kudłami jak Żydowice jakie chodzą - wolno im, kiej głupie, a tyś gospodarska córka z dziada pradziada, nie żadne miejskie pomietło, toś robić, winna jak pan Bóg przykazał , jak zawżdy w naszym gospodarskim stanie się robiło... Znam ja te miejskie wymysły, znam... jeszcze nikomu one na zdrowie nie wyszły! Poszła w służbę do miasta Pakulanka i co?...Mówił wójt, jaki papier przyszedł do kancelarii , że dzieciaka udusiła i w kryminale siedzi... albo i ten Wojtek, Borynów krewniak po siostrze, dorobił się w mieście sielnie, że teraz po wsiach po proszonyrn chlebie chodzi... a przódzi na Wólce gospodarstwo miał, konie miał i chleba po grdykę... zachciało mu się bułek, a ma kij i torbę na starość... Ale Jagna mądrych przykładów nie słuchała, a o obcięciu i gadać sobie nie dała. Namawiała ją Ewka, a ta znająca była, niejedną wieś znała i rok w rok do Częstochowy z kompaniami chodziła, przekładała i Jagustynka , ale jak to ona, zawżdy z przekpinami i naśmieszliwie, bo w końcu rzekła: - Ostaw warkocz, ostaw, zda się Borynie, okręci se nim rękę, ostrzej przytrzyma i mocniej cię kijem zleje...sama go obetniesz potem... Znałam taką niejedną ... - nie mówiła więcej").
Gdy już wszystko było przygotowane, muzykanci i drużbowie prowadzili weselników do domu panny młodej, tworząc w ten sposób niezwykle barwne widowisko. W powieści to muzykanci i sześciu drużbów (najprzystojniejszych wiejskich chłopaków: „A wszystko chłopaki młode, dorodne, kiej sosny śmigłe, w pasie cienkie, w barach rozrosłe, taneczniki zapamiętałe , pyskacze harde, zabijaki sielne, z drogi nieustępliwe - same rodowe, gospodarskie syny") środkiem drogi, śpiewając i krzycząc wesoło, a przy tym przytupując skocznie, chodziło od domu do domu i zapraszało gości na przyjęcie: „(...) gdzie im wynosili gorzałki, gdzie zapraszali do wnętrza, gdzie zaś śpiewaniem odpowiedzieli - a wszędy wychodzili przystrojeni ludzie, przystawali do nich i szli dalej społem, i już wszyscy w jeden głos śpiewali pod oknami druhen".
Następnie ci sami rozśpiewani ludzie szli po pana młodego, by poprowadzić go do domu narzeczonej: „Rzęsisto zagrali na ganku, a Boryna w ten mig wyszedł, drzwi na rozcież wywarł, witał się a do środka zapraszał, ale wójt z Szymonem ujęli go pod boki i już prosto do Jagny powiedli, bo czas było do kościoła". Wszyscy śpiewali, a wieś się przyglądała i podziwiała.
Kolejnym obrzędem związanym ze ślubem było uroczyste błogosławieństwo rodziców (tu młoda para otrzymała je od Dominikowej) przy użyciu świętego obrazu i święconej wody. Przyszła mężatka w takiej chwili rzewnie płakała, żegnając się i przepraszając wszystkich zebranych za wyrządzone krzywdy. Po uzyskaniu akceptacji rodziców weselny orszak prowadził zaproszonych gości i parę młodą do kościoła na ceremonię, ustawiając wszystkich w szeregu, na czele którego znajdowali się muzykanci.
Reymont poświęcił tej chwili obszerny fragment powieści: „A potem Jagnę wiedli drużbowie - szła bujno, uśmiechnięta przez łzy, co jej jeszcze u rzęs wisiały, weselna niby ten kierz kwietny i kiej słońce ciągnąca wszystkich oczy; włosy miała zaplecione nad czołem, w nich koronę wysoką, ze złotych szychów, z pawich oczek i gałązek rozmarynu, a od niej na plecy spływały długie wstążki we wszystkich kolorach i leciały za nią, i furkotały kieby ta tęcza; spódnica biała rzęsisto zebrana w pasie, gorset z błękitnego jak niebo aksamitu wyszyty srebrem, koszula o bufiastych rękawach, a pod szyją bujne krezy obdziergane modrą nicią, a na szyi całe sznury korali i bursztynów aż do pół piersi opadały. Za nią druhny prowadziły Macieja. Jako ten dąb rozrosły w boru po śmigłej sośnie, tak on następował po Jagusi, w biedrach się ino kołysał, a po bokach drogi rozglądał, bo mu się zdało, że Antka w ciżbie uwidział. A za nimi dopiero szła Dominikowa ze swatami, kowalowie, Józia, młynarzowie, organiścina i co przedniejsi. Na ostatek zaś całą drogą waliła wieś cała".
Po ślubie organista grał na organach, żegnając podziwiany przez całą wieś weselny orszak. Gdy młoda para wróciła do domu, czekało ją uroczyste powitanie: „Dominikowa rychlej pobiegła, a gdy nadciągnęli - już ona państwa młodych na progu witała obrazem i tym świętym chlebem i solą, a potem nuż się ze wszystkimi z nowa witać, a obłapiać i do izby zapraszać". Na najważniejszym miejscu przy stole usiedli państwo młodzi, a obok goście „pierwsi po uważaniu" (po majątku, starszeństwie, aż do druhen i dzieci). Drużbowie Boryny wraz z muzykantami zabawiali gości. Organista głośno odmówił modlitwę, po której goście jedli, pili i gawędzili, a kucharki donosiły jedzenie, pilnując, by na stole niczego nie zabrakło. Gdy zjedzono pierwsze dania i wypito trochę alkoholu, z izby uprzątnięto stoły, robiąc miejsce na tańce i zabawy.
Goście zaczęli pierwszy taniec poświęcony Jagusi. Z sieni dochodziła skoczna muzyka tak, by po przestąpieniu progu każdy chwytał partnera i „puszczał się posuwistym krokiem "chodzonego" - a już tam, niby ten wąż farbami migotliwy, toczyły się dokoła izby pary, gięły się, okrążały, zawracały z powagą, przytupywały godnie, kołysały się przystojnie i szły, płynęły, wiły się, a para za parą, głowa przy głowie - niby ten rozkołysany zagon dostałego żyta, gęsto przekwiecony bławatem a makami... - a na przedzie w pierwszą parę Jagusia z Boryną!". Wszyscy bawili się wesoło, i młodsi, i starsi. Zabawie nie było końca: „I tańcowali! ...Owe krakowiaki, drygliwe, baraszkujące, ucinaną, brzękliwą nutą i skokliwymi przyśpiewkami sadzone, jako te pasy nabijane, a pełne śmiechów i swawoli; pełne weselnej gędźby i bujnej, mocnej, zuchowatej młodości i wraz pełne figlów uciesznych, przegonów i waru krwi młodej kochania pragnącej. Hej! (...)". Tak oto chłopski naród bawił się na najbogatszym weselu.
Ważnym elementem był poczęstunek, o które dbały kucharki, stale donoszące gorące dania. Istotne były też przy tym przyśpiewki: „Niesiem rosół z ryżem- / A w nim kurę z pierzem! / A przy drugiej potrawie: / Opieprzone słone flaki, / Jedzże, siaki taki!". Jedzeniu stale towarzyszyła muzyka: „bych się smaczniej jadło".
Gospodarz, czyli Boryna, „przepijał" ze wszystkimi po kieliszku gorzałki, Józka z kowalową donosiły potrawy na stoły, a kobiety „po kątach" plotkowały, zazdroszcząc Jagnie takiego dobrobytu (dowód, że nieodłącznym elementem wesela są plotki). Kolejnym zwyczajem, opisanym przez Reymonta, było zbieranie pieniędzy przez kucharki w wielką warząchew, specjalnie ustrojoną do tego celu. Muzykant, który szedł za nimi, przygrywał na skrzypkach, a one śpiewały: „Da powoli , powoli - / Da od stołów wstawajcie! / Po trzy grosze za potrawę, / Po dziesiątku za przyprawę- / Da kuchareczkom dajcie!". Pisarz ironicznie zauważył, że niektórzy dawali nawet srebrne monety, co wytłumaczył faktem, iż: „Naród był syty, podochocony i zmiękły dobrym jadłem i napitkiem częstym (...)".
Potem nastąpiły weselne zabawy, którym towarzyszyły wesołe przyśpiewki muzykantów. Prym wiodła gra w „chodzi lis koło drogi; nie ma ręki ani nogi". Za lisa przebrano w wywrócony do góry wełną kożuch Jaśka - gapę i wiejskiego niedojdę, a za zajączka Józkę - córkę Boryny: „Co krok, to Jasiek się rozczapierzał i bęc jak ta kłoda na ziemię, że mu to i nogi podstawiali, a Józia tak utrafnie kicała, stawała słupka i wargami ruchała, niczym żywy zając".
Gdy zebranym znudziła się już ta zabawa, rozpoczęła się „przepiórka", prowadzona przez Nastkę Gołębiankę. Potem z kolei grano w „świnkę", a na koniec jeden z drużbów udawał bociana, przebrawszy się w płachtę i zrobiwszy dziób z kija: „i klekotał tak zmyślnie, kiej bociek prawdziwy, aż Józia, Witek i co młodsze zaczęły za nim gonić i krzyczeć: Kle, kle, kle, Twoja matka w piekle! Co ona tam robi? Dzieciom kluski drobi. Co żłego zrobiła? Dzieci pomorzyła. I rozbiegały się z wrzaskiem, i kryły po kątach jak kuropatki, bo gonił, dziobał i bił skrzydłami. Izba aż się trzęsła od tych śmiechów, krzykań i przegonów". Zabawa trwała ponad godzinę, a gdy starszy drużba dał znak - zebrani przycichli, ponieważ nadszedł czas na oczepiny. 
Kobiety wyprowadzały z komory Jagusię nakrytą białą płachtą i posadziły ją w pośrodku na dzieży wysłanej pierzyną. W tym momencie druhny zerwały się z miejsc, by ją odbić, ale dostępu do Jagny broniła starszyzna i chłopi: „więc się zbiły naprzeciw i smutno, jakby z płakaniem w głosach zaśpiewały(...)". Po wyśpiewaniu okolicznościowych melodii „strażnicy" w końcu odsłonili pannę młodą, na warkoczach której (zwiniętych i grubych) widniał już czepiec - znak zmiany stanu cywilnego: „jeszcze się urodniejsza wydała w tym przybraniu, bo i roześmiana była, wesoła i jarzącymi oczami wodziła po wszystkich".
Muzyka zagrała wolno i wszyscy zebrani - starzy i młodzi, dzieci nawet - radośnie zaśpiewali „Chmiela", a po piosence nawet gospodynie brały Jagusię do tańca. „A gdy skończyli, odprawować poczęli obrządki różne, jak to jest zwyczajnie przy oczepinach".
Najpierw Jagusia musiała „wkupywać się" w łaski gospodyń, by potem zebrani odprawiali drugie ceremonie. W końcu parobcy zrobili długi sznur z nieomłóconej pszenicy i okręcili nim ogromne koło, które druhny pilnie trzymały i strzegły. Pośrodku stała Jagusia. Gdy któryś z mężczyzn chciał z nią zatańczyć: „podchodzić musiał, wyrywać przez moc i hulać w kole, nie bacząc, że go ta i prażyły drugimi powrósłami po słabiźnie".
Pod koniec obrzędu młynarzowa i Wachnikowa zaczęły zbierać na czepiec (posypały się srebrne ruble i „jako te listeczki na jesieni, papierki leciały"). Zebrano ponad trzysta złotych. Po oczepinach nadszedł czas na przenosiny panny młodej do męża (najpierw goście przeprowadzili krowę, potem przenieśli skrzynię, pierzynę i inne rzeczy otrzymane we wianie. Muzykanci szli przodem, prowadząc Jagusię z matką, braćmi i weselnikami), a później grali na powitanie jej w nowym domu. Boryna czekał na nich na ganku swej chałupy wraz z kowalami j Józką. „Dominikowa wniosła przodem w węzełku skibkę chleba, soli szczyptę, węgiel, wosk z gromnicy i pęk kłosów poświęconych na Zielną, a gdy i Jaguś próg przestąpiła, kumy ciskały za nią nitki wyprute i paździerze, by zły nie miał przystępu i wiodło się jej wszystko". Młodzi przyjmowali życzenia szczęścia i pomyślności. Nie był to jednak koniec zabawy - ponownie rozpoczęto weselną ucztę.
Kolejne opisane przez Reymonta obyczaje związane są z okresem Bożego Narodzenia. Przygotowania do świąt zabierały mieszkańcom Lipiec dużo czasu. Gdy śnieg zakrył pola, w każdej chałupie robiono porządki: posypywano sienie i podłogi świeżym igliwiem, pieczono chleby i świąteczne strucle. Boryna wraz z Pietrkiem (parobkiem przyjętym na miejsce Kuby) jechali do miasta po zakupy, a Jagna zagniatała ciasto, by wyczarować z niego smaczne strucle: „A Jagna, z zakasanymi po ramiona rękawami, miesiła w dzieży ciasto i przy matczynej pamocy piekła strucle tak długachne, że widziały się jako te lechy w sadzie, na których pietruszkę zasiewają, to chleby bielsze nieco z pytlowej mąki - a zwijała się żywo, bo ciasto już kipiało i trza było wyrabiać bochenki, to poglądała za Józiną robotą, to zaglądała do placka z serem i miodem, któren wygrzewał się już pod pierzyną i czekał na piec, to latała na drugą stronę do szabaśnika, w którym buzował się tęgi ogień". Kobiety piekły chleby, a Józka przystroiła ściany kolorowymi wycinankami.
Kolejnym zwyczajem było wypiekanie („Ogromną, niską izbę rozświetlał ogień, płonący na trzonie komina. Organista rozdziany, w koszuli tylko i z podwiniętymi rękami, czerwony jak rak, siedział przed ogniem i piekł opłatki... co chwila czerpał łyżką z michy rozrobione, płynne ciasto, rozlewał je na żelazną formę, ściskał, aż syczało, i kładł nad ogniem wspierając na cegle sztorcem ustawionej, przewracał formę, wyjmował opłatek i rzucał na niski stołek, przed którym siedział mały chłopak i obcinał nożyczkami do równa") i roznoszenie opłatków, czym zajmowali się, tak jak nakazywała tradycja, kolędnicy. 
Kulminacją Bożego Narodzenia była wigilijna kolacja, po której częstowano krowy opłatkiem. W dzień Wigilii, podczas suto przygotowanej wieczerzy, wyczekiwano pierwszej gwiazdki. W każdej chałupie od wschodu stawiano snop zboża i pod obrus wkładano siano: „i wyglądano oknami pierwszej gwiazdy". Także w Borynowej izbie tradycja była żywa. Gospodarz podzielił opłatek miedzy wszystkich - z powodu całodniowego postu byli bardzo głodni. Stół zdobiły smakowite potrawy: buraczany kwas gotowany na grzybach z całymi ziemniakami, śledzie obtaczane w mące i smażone w oleju konopnym, pszenne kluski z makiem, kapusta z grzybami suto polana olejem, „a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego". Po posiłku Jagna częstowała kawą z cukrem, a Roch czytał nabożną książkę. Gdy skończył, Dominikowa, wziąwszy opłatek, zaprowadziła wszystkich do obory, do krów. Jej córka, za radą matki, obdzieliła inwentarz opłatkiem, po czym wrócili do izby.
W wigilijny wieczór wszyscy udawali się do kościoła na pasterkę: „Kto był żyw, do kościoła ciągnął, ostały ino po chałupach całkiem stare, chore albo kaleki. Już z daleka widniały rozgorzałe okna kościelne i główne drzwi na rozcież wywarte, a światłem buchające, naród zaś płynął przez nie i płynął jak woda, z wolna zapełniając wnętrze, przystrojone w jodły i świerki, że jakby gęsty bór wyrósł w kościele, tulił się do białych ścian, obrastał ołtarze, z ław się wynosił i prawie sięgał czubami sklepień, a chwiał się i kołysał pod naporem tej żywej fali, i przysłaniał mgłą, parami oddechów, zza których ledwie migotały jarzące światła ołtarzów. A naród wciąż jeszcze nadchodził i płynął bez końca...". Światynia była wypełniona po brzegi.
Prócz zwyczajów związanych z weselem i Bożym Narodzeniem na kartach powieści odnajdziemy także mnóstwo obyczajów wielkanocnych, poznawanych dzięki świętowaniu rodziny Macieja Boryny. W jego domu w Wielki Piątek bielono ściany, odsypywano obejście żółtym piaskiem oraz malowano pisanki, które potem odkładano do poświęcenia na duży stół przykryty białym obrusem, na którym leżały w miseczkach i donicach święconki sąsiadek (ksiądz nakazał, by w bogatszych chałupach zebrało się po kilka rodzin i zostawiło święconki. Dzięki temu zmniejszył liczbę domów do odwiedzenia. Najpierw objeżdżał okoliczne wioski, by na koniec odwiedzić Lipce.
Pozostawiwszy święconki, kobiety szły do kościoła na uroczystość poświęcenia ognia i wody: „Józka przyniosła wody całą flaszkę i ogień, którym zaraz Hanka rozpaliła drwa przygotowane i pierwsza też wody święconej popiła dając kolejnie wszystkim - od chorób gardzieli pono strzegła - a potem skropiła nią inwentarz i drzewiny rodne w sadzie, że to się przyczyniało do urodzajów i dawało bydlątkom letkie lągi. A później widząc, że ni Jagna, ni kowalowa nie pomyślały o starym, umyła go w ciepłej wodzie, przyczesała jego skołtunione włosy i przewlekła mu koszulę i pościele. Boryna dozwalał z sobą robić wszystko, nie poruszywszy się ani razu, leżał jak zawżdy wpatrzony przed siebie i martwy jak zawżdy...". Po powrocie przebierano się w świąteczny strój i czekano na księdza, po którego wychodzono aż na drogę.
W malowaniu jajek mistrzynią była uzdolniona artystycznie Jagusia, która potrafiła wyczarować na skorupkach prawdziwe dzieła sztuki: „Jakże, to aż mieniło się w oczach, czerwone były, żółte, fiołkowe, i jak lnowe kwiatuszki niebieskie, a widać było na nich takie rzeczy, że prosto nie do uwierzenia: koguty piejące na płocie, gąski na drugim syczały na maciory, uwalone w błocie; gdzie znów stado gołębi białych nad polami czerwonymi, a na inszych wzory takie i cudeńka, kiej na szybach, gdy zamróz je lodem potrzęsie".
Gdy przychodziła Wielka Sobota - mieszkańcy Lipiec hucznie świętowali zakończenie postu. W zwyczaju było coroczne zbieranie się rankiem przed kościołem, by: „chować żur i grzebać śledzia, jako tych najgorszych trapicieli przez Wielki Post".
Jeżeli chodzi o inne zwyczaje związane z okresem poświątecznym, to po dziś dzień zachowały pielęgnowanie lanego poniedziałku, nazywane śmigusem-dygusem, w czasie którego i lipeckie chłopaki biegali po wsi, oblewając piszczące dziewczyny. Chodzenie z „kogutkiem" jest kultywowane już chyba jedyne przez zespoły folklorystyczne w nielicznych wioskach. Właśnie opis tego dawnego obrzędu jest humorystycznie przedstawiony na łamach powieści: „Właśnie Jagustynka była rozpowiadała o tym, nie wiada już dzisiaj po raz który, kiej z podwórza wywalili się chłopaki z kogutkiem. Witek ich wiódł, wystrojony sielnie, w butach nawet i kaszkiecie Borynowym, srodze na bakier nadzianym, a pobok w kupie szedł Maciuś Kłębów, Gulbasiak, Jędrek, Kuba Grzeli z krzywą gębą syn i drugie. Kije mieli w rękach i torbeczki przez plecy, Witek zaś tulił pod pachą skrzypice Pietrkowe".
Do innych tradycyjnych obyczajów kultywowanych na lipeckiej wsi należały wieczorne spotkania przy pracy: kiszenie kapusty, darcie pierza, przędzenie wełny, podczas których w jednej chałupie zbierało się mnóstwo ludzi, umilających sobie obowiązki rozmową i śpiewem. Tak właśnie Reymont przedstawił pewien wieczór u Boryny, gdy pracowano nad obieraniem kapusty z liści. W kominie Borynowej chałupy palił się ogień, który ogrzewał dużą liczbę przebywających w niej ludzi. Na środku izby leżała kapusta, wokół której siedziały kobiety i dziewczyny, obierając główki z liści i rzucając je na specjalną płachtę. Jagna zajęła miejsce przy Jagustynie i również oddała się pracy.
Antek wtoczył do sieni beczki przygotowane na kapustę i ustawił przy kominie szatkownicę. Do pracujących panien i mężatek dołączyła Nastusia (siostra Mateusza) z nowiną, że młynarzowi ktoś skradł konia ze stajni. Po chwili pojawił się stary Boryna i po przywitani z radością spostrzegł, że Jagusia ma na głowie chustkę - podarunek od niego. Choć chciał siąść przy dziewczynie, wstrzymał się na myśl plotek, które by wywołał tym krokiem.
Witek z Kubą przynieśli długa ławę, na której Józia ustawiła łyżki i miski, a po chwili zaprosiła ludzi do jedzenia. Maciej częstował wszystkich butelką okowity, której odmówiła jedynie Jagna mówiąc, iż nie zna smaku wódki. Gospodarze dobrze ugościli gości, dając im rosół z ziemniakami i mięsem. Po poczęstunku i odpoczynku wszyscy zabrali się ponownie do pracy.
Innym zwyczajem były obrzędy związany z Dniem Zadusznym. Gdy nadchodził, w Lipcach od rana bezustannie biły kościelne dzwony, a po obu stronach drogi prowadzącej do kaplicy klęczeli modlący się żebracy. W zakrystii otoczony grupką ludzi organista otrzymywał od nich pieniądze na „wypominki" za duszę zmarłych, po czym zapisywał imię nieboszczyka w specjalnym zeszycie. Za kościołem ksiądz wyczytywał imiona zmarłych dusz, za które wszyscy zebrani się modlili.
Po południu w cmentarnej kaplicy odprawiano nieszpory. Przy wejściu na cmentarz ustawiano beczki, z których jedna należała do księdza, druga do organisty, trzecia Jambrożego, a do reszta żebraków. Przechodzący musieli coś do każdej wrzucić, na przykład chleb, kiełbasę, słoninę, masło, grzyby, a nawet motki przędzy (co najlepsze, dostawało się księdzu, co najgorsze - żebrakom). Ludzie, szepcząc i płacząc, chodzili wśród mogił. Opuszczali cmentarz, popędzani nadchodzącą nocą. Żebracze śpiewy umilkły, a wycie psów rozbrzmiewało w całych Lipcach. Drogi opustoszały, karczmę zamknięto. Mieszkańcy wsi oddawali się zadumie w zaciszu swych domów.
Kolejnym zwyczajem było święcenie pól, mające je uchronić od nieurodzajów i innych kaprysów pogody: „(...)zapalili świecie, ksiądz nadział czarną, rogatą czapeczkę, przeżegnał się i zaintonował: „Kto się w opiekę...".
Cała wieś cieszyła się na obrzęd zapustów, czyli ostatków. Od rana w chałupach panował duży ruch, ponieważ dekorowano izby do zabawy i wyjeżdżano do miasta: „(...) a z każdego prawie domu ktosik pojechał do miasteczka za różnościami, głównie zaś po mięso albo choćby po ten kawał kiełbasy lub sperki, jeno biedota musiała się kuntentować śledziem, wziętym na bórg od Żyda, i ziemniakami ze solą". W bogatszych domach smażono pączki, a po wsi unosił się zapach przepalonego szmalcu, prażonych mięsiw i „jensze, barzej jeszcze jątrzące ślinę smaki".
Po kolacji w karczmie rozbrzmiewała muzyka, przy dźwiękach której bawiono się do samego rana: „Zabawiano się ze wszystkiego serca, ile że to ostatni raz przed Wielkim Postem. Mateusz grał na skrzypicy, od wtóru mu przebierał na fleciku Pietrek, Borynów parobek, a przybębniał Jasiek Przewrotny (...) Hulano ochotnie jak mało kiedy i do późna, do tela, póki dzwon na kościele nie uderzył na znak, że to już północ i zapustom koniec; wnet zmilkły muzyckie głosy, zaprzestano tańców, dopito spiesznie flach i kieliszków, i naród się cicho rozchodził. że ostał jeno Jambroży, niezgorzej napity, bo swoim zwyczajem jął przed karczmą wyśpiewywać".
Ostatnim z ważniejszych zwyczajów jest przygotowywanie czterech ołtarzy i procesja w święto Bożego Ciała. Jedna z kapliczek stanęła u Borynów: „(...) wypleciona z brzozowych gałęzi a zieleni, wykryli ją całą wełniakami, że jaże grała w oczach od kolorów, zaś w pośrodku, na podwyższeniu, stanął ołtarz, przykryty bieluśką i cieńką płachtą i zastawiony świecami a kwiatami w doinkach, które Józka oblepiła w strzyżki ze złotego papieru. Wielki obraz Matki Boskiej wisiał nad ołtarzem, a pobok zawiesili mniejsze, ile się jeno zmieściło. Zaś la większej przyozdoby nad samym ołtarzem przyczepili klatkę z kosem, którego Nastusia przyniesła: ptak się wydzierał po swojemu, że mu to Witek z cicha przygwizdywał. A całe opłotki od drogi wysadzone były świerczyną na przemian z brzózkami, żółtym piaskiem grubo wysypane i zarzucone tatarakiem. Józka znosiła całe naręcze modraków, ostróżek; wyczki polnej i przystrajała ściany kapliczki; opięła też nimi obrazy, lichtarze i co ino było można, że nawet ziemię przed ołtarzem potrząsnęła kwiatami; nie darowała i chałupie, gdyż całe ściany i okna ginęły pod zielenią, zaś w snopki dachu nawtykała tataraków".
Lipeckie kobiety (mężczyźni przebywali akurat w areszcie), pięknie ubrane, udały się do kościoła na mszę, po której przeszły w procesji. Pietrek niósł święty krzyż, a silniejsze kobiety chorągiew. Jambroży rozdał świece i wszyscy ruszyli przez wieś drogą nad stawem. Za młynem zapalono światło. Ksiądz śpiewał pieśni, idąc za krzyżem. Gdy gromada doszła do pierwszego kopca, skropił święconą wodą cztery strony świata. Święcił pola, ziemię i drzewa. Pochód ruszył dalej na równinę. Przy drugim kopcu, pod którym podobno spoczywały ciała poległych na wojnie, lipczanie pomodlili się za ich dusze i ruszyli w kierunku topolowej drogi. Doszli jeszcze do krzyża Borynów, na skraj ziem lipieckich i dworskiego boru, po czym wszyscy klęknęli, a ksiądz pobłogosławił ich i rozpoczął wspólną modlitwę, po której zebrani przeszli jeszcze w stronę ostatniego kopca, drogą wzdłuż lasu: „A że sporo narodu przybyło, to już zapchali całą drogę, szli także i borem między drzewami, szli i nad polami, że całe Podlesie zaroiło się ludźmi, a hukało pieśnią niebosiężną (...)". Msza i procesja przyciągnęła mieszkańców okolicznych wiosek.
Szczegółowość opisów Reymonta jest mistrzowska. Bronisław Chlebowski takimi oto słowami podsumował dzieło polskiego Noblisty: „Najpełniejszy wyraz znalazło współczesne życie polskie, a przede wszystkim ludowe, w odbiciu duszy wrażliwej, zdrowej, spostrzegawczej, opartej na wybornej sprawności zmysłów i plastycznej wyobraźni. Posiada ją właśnie Władysław Reymont ".


Interpretacja tytułu "Chłopi"


Chłopi to tytuł zwięzły i treściwy, mieszczący w sobie ogólne informacje o bohaterze powieści, którym Reymont uczynił gromadę - wieśniaków. Opisał ją jako reprezentantów określonej warstwy społecznej, lecz dzięki mistrzowskiemu rzemiosłu zrobił to w sposób uniwersalny i godny naśladowania.
Choć lipeckich chłopów wyróżniał język, którym się posługiwali, to tak naprawdę pisarz stworzył pracowitego Macieja Borynę czy jazgotliwą Hankę na wzór mieszkańców innych wsi słowiańskich, w których ludzie zaczynali pracę o świcie, a kończyli po zmierzchu, brali udział w obrzędach i jarmarkach, a gdy zawierali małżeństwo - wesele trwało trzy dni.
Władysław Jabłonowski takimi słowami określił, co kryje się pod tytułem reymontowskiego dzieła: „Pokazał sam autor chłopa etnograficznego i chłopa mającego poczucie swego stanu, swego stanowiska społecznego, jego instynkt gromadzki, jego przywiązania materialne i jego solidarność klasową, jego pełen miłości bezwiednej, a krzepkiej stosunek do kraju rodzinnego, do ojczyzny, w szczupłym znaczeniu tego słowa, do rasy własnej", podkreślając, że: „nie dał nam wszakże odczuć chłopa-obywatela, tego, który ogarnia wzrokiem całość ojczyzny, nosi w duszy poczucie solidarności narodowej, a interesu narodowego, idealnych dóbr narodowych tak samo uporczywie gotów bronić, jak broni, pełen ciepłego ukochania, szmat świętej ziemi-karmicielki.". 
Z tym stwierdzeniem polemizował współczesny pisarzowi inny teoretyk i znawca literatury - Jan August Kisielewski: „Niesłusznym też wydał mi się żal p. Jabłońskiego, wmawiającego Reymontowi, iż nie dał nam chłopa-obywatela. Polscy chłopi dzisiaj jeszcze nie są obywatelami i zdaje mi się, iż przestaną być chłopami, gdy staną się obywatelami. A Reymont chciał napisać i napisał...Chłopów...".


Konwencje literackie w "Chłopach"


W powieści mamy do czynienia z modnymi wówczas literackimi przedstawieniami tematu. Na kartach Chłopów odnajdujemy: impresjonizm, naturalizm, symbolizm i realizm.


Impresjonizm to kierunek artystyczny, zapoczątkowany przez francuskich malarzy (Monet, Renoir, Degas, Manet), skąd pisarze zaadoptowali go na potrzeby literatury. Polega na zapisie ulotnych wrażeń z subiektywnego punktu odbiorcy. Rejestrował chwile ciągle zmieniającego się świata, z powodu tego wprowadził technikę synestezji (łączenie ze sobą efektów dźwiękowych, kolorystycznych, zapachowych i dotykowych). 
Impresjonizm widoczny jest głównie w pisarskiej technice opisów przyrody: „A pod nimi, jak okiem ogarnąć, leżały szare pola niby olbrzymia misa o modrych wrębach lasów - misa, przez którą, jak srebrne przędziwo rozbłysłe w słońcu, migotała się w skrętach rzeka spod olch i łozin nadbrzeżnych. Wzbierała w pośrodku wsi w ogromny podłużny staw i uciekała na północ wyrwą wśród pagórków; na dnie kotliny, dokoła stawu, leżała wieś i grała w słońcu jesiennymi barwami sadów - niby czerwono-żółta liszka, zwinięta na szarym liściu łopianu, od której do lasów wyciągało się długie, splątane nieco przędziwo zagonów, płachty pól szarych, sznury miedz pełnych kamionek i tarnin-tylko gdzieniegdzie w tej srebrnawej szarości rozlewały się strugi złota - łubiny żółciły się kwiatem pachnącym, to bielały omdlałe, wyschłe łożyska strumieni albo leżały piaszczyste senne drogi i nad nimi rzędy potężnych topoli z wolna wspinały się na wzgórza i pochylały ku lasom".
Oprócz tego obszernego fragmentu z pierwszych kart dzieła, w którym natura jest malowana przez Reymonta jasnymi i kolorowymi plamami, z naciskiem na działanie powietrza i światła oraz ulotność chwili, wnikliwy czytelnik odnajdzie cechy tego kierunku również w innych, późniejszych fragmentach: „Dzień się już czynił coraz większy, zorze rozsączały się w martwe siności, że na niebie poczynały gorzeć jakoby krwawe łuny pożarów jeszcze nie dojrzanych, i tak się galanto rozwidniało, iż ano bory wyrastały dokoła czarną obręczą, a wielka droga, obsiadła rzędami topoli pochylonych, utrudzonych jakoby w ciężkim chodzie pod wzgórze, dźwigała się coraz widniej na światłość, zaś wsie, potopione w mrokach przyziemnych, wyzierały gdzieniegdzie pod zorze, kieby te czarne kamienie spod wody spienionej, i poniektóre już drzewa co bliższe srebrzyły się całe w rosach i brzaskach. Słońca jeszcze nie było, czuło się jeno, że leda pacierz wyłupie się z tych zórz rozgorzałych i padnie na świat, któren dolegiwał ostatków, ozwierał ciężko mgławicami zasnute oczy, poruchiwał się ździebko, przecykał z wolna, ale jeszczech się lenił w słodkim, odpoczywającym dośpiku, bo cichość padła barzej w uszach dzwoniąca, jakoby ziemia dech przytaiła - jeno wiater, jako to dychanie dzieciątka, cichuśki powiał od lasów, aż rosy potrzęsły się z drzew".


Naturalizm to kierunek artystyczny, który zapoczątkował francuski pisarz Emil Zola. W swym szkicu krytycznym, zatytułowanym „Powieść eksperymentalna", sformułował główne założenia naturalizmu. U światopoglądowych podstaw tego nurtu leże wiara, że ludzki świat podlega przede wszystkim biologicznym prawom natury: walki o byt, dziedziczeniu cech. Według tego, postępowanie człowieka, który jest integralną częścią natury, jest zdeterminowane biologicznymi popędami, instynktami, odruchami, a nie odczuwanymi emocjami. Jako technika pisarska naturalizm charakteryzuje się surowym opisem, zarzucaniem czytelnika makabrycznymi szczegółami, ponieważ nie dba o estetyczne wrażenia. Za cel stawia sobie obnażanie drastycznej prawdy o rzeczywistości. 
Naturalizm obecny jest we fragmentach opisujących życie mieszkańców Lipiec. Charakteryzują się one drobiazgowością i naciskiem na szczegóły brzydoty świata, jak i eksponowaniem fizjologii czy biologii otoczenia. Najbardziej znanym jest fragment dotyczący przedśmiertnych chwil Kuby Sochy, w których Jambroży odkrywa, że parobek odrąbał sobie chorą nogę: „Weszli do stajni, Jambroży zabrał się ostro do trzeźwienia; Kuba leżał bezwładny, dychał coś niecoś i rzęził przez zwarte zęby, że trzeba było je nożem podważać by mu nieco wody wlać do gardła. Nogę miał przerąbaną w kolanie, ledwie się trzymała na skórze i obficie krwawiła. Na progu czerwieniły się plamy krwi i leżała okrwawiona siekiera, a taczalnik do naostrzania, któren zawsze stał pod okapem stajni, walał się teraz pod progiem. - Juści, sam sobie obciął. Bał się szpitala, myślał głupi, że sobie pomoże, ale twardy chłop, ale zawzięty! Jezus, żeby sobie samemu obcinać kulasa! Prosto nie do wiary! Krew go mocno odeszła. Kuba otworzył naraz oczy i wodził nimi dosyć przytomnie. - Odleciała? Dziobnąłem dwa razy, ale mnie zamroczyło... - szeptał.".


W Chłopach Reymont posługuje się często symbolem, czego przykładem może być scena śmierci Macieja Boryny, będąca ilustracją związku człowieka z matką ziemią: „- Dnieje... pora... - zamamrotał wreszcie, stając na podłodze. Wyjrzał oknem i jakby się budził z ciężkiego snu, zdało mu się, że to już duży dzień, że zaspał, a jakieś pilne roboty czekają na niego... - Pora wstawać, pora... - powtarzał, żegnając się wielekroć razy i zaczynając pacierz rozglądał się zarazem za odzieniem, po buty sięgał, kaj zwykły były stoić, ale nie nalazłszy niczego pod ręką, zapomniał o wszystkim i błądził bezradnie rękoma dokoła siebie, pacierz mu się rwał, iż jeno poniektóre słowa mamlał bezdźwięcznie. Skołtuniły mu się naraz w mózgu wspominki jakichś robót, to sprawy dawne, to jakby odgłosy tego, co się dokoła niego działo przez cały czas choroby, przesiąkało to w niego w strzępach nikłych, w bladych przypomnieniach, w ruchach zatartych jak skiby na rżyskach i budziło się teraz nagle, kłębiło w mózgu i na świat parło, że porywał się co chwila za jakimś majakiem, lecz nim się go uczepił, już mu się rozłaził w pamięci jako te zgniłe przędze, i dusza mu się chwiała, kiej płomień nie mający się czym podsycić. Tyle jeno teraz wiedział, co się może śnić o pierwszej zwieśnie drzewom poschniętym, że pora im przecknąć z drętwicy zimowej, pora nabrane chlusty wypuścić ze siebie, pora zaszumieć z wichrami weselną pieśń życia, a nie wiedzą, że płone są ich śnienia i próżne poczynania... Za czym cokolwiek robił, czynił, jako ten koń po latach chodzenia w kieracie czyni na wolności, że cięgiem się jeno w kółko obraca z przywyku".


Realizm przejawia się w panoramicznym ujęciu licznych obrazów z życia wsi, począwszy od szczegółowych opisów przyrody, obrzędów czy świąt, przez scharakteryzowanie prac polowych, a skończywszy na przedstawieniu typowych rysów bohaterów.


Motywy literackie w "Chłopach"


PRZEMIJANIA - przemijanie jest jednym z głównych tematów powieści Reymonta; na przykładzie Macieja Boryny czy Agaty ukazana została nieuchronność przemijania. W Lipcach jedni bohaterowie umierają (Maciej i Agata), by zrobić miejsce dla innych (Mateusza czy Szymka) - taka jest kolej życia. Moim zdaniem pisarz chciał w ten sposób podkreślić fakt ciągłości życia, z tą różnicą, że cechy zmarłych będą i tak trwały w pamięci osób, które je znały, a dzieci zawsze będą w jakimś stopniu odbiciem rodziców (Antek był podobny do Macieja).


MIŁOŚCI - w powieści mamy kilka par kochanków. Pierwszym przykładem będą macocha i pasierb, czyli Jagna i Antek. Swym romansem złamali prawa chrześcijańskie, społeczne i obyczajowe. Antek zdradził żonę Hankę, a Jagna Macieja. Grzeszność tej pary potęguje fakt, że Jagna sypiała zarazem z ojcem i synem, co temu drugiemu w zupełności nie przeszkadzało. Być może Reymont chciał zwrócić w ten sposób uwagę na odwieczną obecność takich sytuacji w życiu człowieka. Warto zwrócić uwagę, iż Borynowie nie byli jedynymi mężczyznami uwiedzionymi przez córkę Dominikowej. W sercu Jagny ważne miejsce zajmował jeszcze Mateusz (przed właściwa akcją), lubiła spędzać czas z wójtem, a obiektem jej romantycznych myśli był syn organistów - Jasio. Kolejną powieściową parą kochanków byli Tereska i wspomniany Mateusz, którzy zaczęli romans pod nieobecność męża kobiety.


ZDRADY - motyw zdrady towarzyszy poprzedniemu motywowi (kochanków). W Chłopach zdradzają Antek, Jagna, Tereska, poszukując zmysłowych uciech i bliskości w ramionach kogoś innego niż prawowita druga połówka.


MIŁOSCI MAŁŻEŃSKIEJ - symbolem miłości małżeńskiej, wiernej i godnej największych poświęceń i upokorzeń była Hanka - kobieta, która mimo ciągłych zdrad nadal kochała Antka. Narażona na plotki, zajmowała pozycję głowy rodziny, martwiąc się o jedzenie, opał, zdrowie dzieci i wiernie czekała na powrót męża spędzającego upojne chwile w brogu z macochą. Choć jej miłość nie była przykładem tej z romantycznych powieści czy brazylijskich telenowel (mąż wielokrotnie wytykał jej, że była „dziadówką", zapewniał, że jej nie kocha i żądał, by dała mu spokój), trwała przy mężu bez względu na przeciwności losu.


RODZINY - rodzina jest w Chłopach jednym z najważniejszych tematów, to wokół niej zbudowane są niemal wszystkie wątki. Poznajemy rodzinę Borynów (Maciej z żoną Jagną, Antek z żoną Hanką, Józka), kowalów (zięć Macieja z jego córką - Magdą), wójtów, Kozłów, Kłąbów, organistów czy Paczesiów (Dominikowa z Jagną, a później dwoma synami - Szymkiem i Jędrzychem). Fundamentem każdej z tych rodzin jest solidarność, gdy nadchodzą złe dni, i ogromna miłość, niewidoczna może w codziennych chwilach, lecz ujawniająca się w kulminacyjnych momentach dzieła (bitwa o las, głosowanie w sprawie budowy szkoły, wzajemna pomoc w polu pod nieobecność lipeckich mężczyzn).
Choć pozornie między członkami rodziny Borynów, a dokładniej Maciejem i Antkiem, panowała oschłość, a nawet nienawiść podsycana kolejnymi kłótniami najpierw o ziemię, a później o Jagnę - jednak w krytycznym momencie bitwy o las mężczyźni udowodnili, że w ich żyłach płynie ta sama krew. Do historii literatury przeszła następująca scena: „Naraz Boryna otworzył oczy i długo patrzał w Antka, jakby sobie nie wierząc, aż głęboka, cicha radość rozświeciła mu twarz, poruszył ustami parę razy i z największym wysiłkiem szepnął: - Tyżeś to, synu?... Tyżeś?... I omdlał znowu".


SIEROTY - osieroconym chłopcem w powieści jest Witek, którego przygarnął na wychowanie Boryna i dał posadę pastucha (pasł jego krowy, kochał konie, sypiał w stodole). Kilkunastoletni chłopiec cierpiał z powodu nieznajomości rodziców, co ujawniło się w Dzień Zaduszny, gdy wraz z Kubą poszedł do kościoła, by zapłacić za „wypominki" za duszę zmarłych. Gdy ksiądz poprosił o imiona matki i ojca, Witek wybuchnął niepowstrzymanym płaczem, ponieważ nie był w stanie ich wymienić (bo ich nie znał). Choć Boryna traktował go często bardzo ostro (obwinił o stratę krowy), jednak Kuba (uczący go pacierza), Józka (jego przyjaciółka) czy Jagna (traktująca go życzliwie i trochę niczym matka) sprawiali, że chłopiec był pogodny i pozytywnie nastawiony do życia.


PIELGRZYMA - do pielgrzyma możemy porównać Rocha, wędrującego od wsi do wsi i opowiadającego historie o Bogu, Jezusie i ich miłosierdziu. Choć Reymont nie zdradził nam wielu szczegółów, możemy się domyślać, że był poszukiwany przez carskie władze (zabór rosyjski), a na końcu powieści zmuszony do opuszczenia wsi, ponieważ wypytuje o niego żandarmeria. Roch jest symbolem dydaktyka (uczył wiejskie dzieci czytania i pisania), pielgrzyma (chodził na pielgrzymki, między innymi do Częstochowy), mędrca, życzliwego doradcy i wiernego przyjaciela (pomógł zorganizować wsparcie dla opuszczonych kobiet, gdy mężczyźnie z Lipiec byli w areszcie).


APOTEOZY PRACY - praca jest w powieści podstawowym elementem życia wsi, wyznacza rytm jej egzystencji. Można powiedzieć, że kto pracował - był szanowany i lubiany. Praca była również szansą na wydostanie się z biedy i nędzy panującej w Lipcach. Największym poważaniem cieszyli się najbogatsi gospodarze, a co za tym idzie - najbardziej pracowici.


KONFLIKTU POKOLEŃ - przejawem obecności konfliktu pokoleń są wrogie stosunki między Maciejem a Antkiem Boryną. Ziemia i kobieta - te dwie sprawy spowodowały, że tak podobni do siebie mężczyźni stali się sobie zupełnie obcy. Choć płynęła w nich jedna krew, chcieli nawet się zabić (Maciej podpalił bróg, w którym nakrył syna i żonę, a Antek zamierzał strzelić do ojca w czasie zamieszania w bitwie o las). Na szczęście w końcowej scenie drugiego tomu między mężczyznami doszło do symbolicznego pojednania, gdy ranny Maciej z miłością spojrzał na syna.
Konflikt pokoleń obserwujemy również na przykładzie relacji panujących między Dominikową a jej synami, których traktował niczym parobków, bijąc i zabraniając kontaktu z kobietami.


NACISKU GROMADY NA JEDNOSTKĘ - przejawem tego motywu jest sposób traktowania przez wiejską społeczność Jagny, tak naprawdę zagubionej i wrażliwej dziewczyny, w końcu wyrzuconej poza społeczność. Reymont przedstawił siłę, jaką grupa może wywrzeć na jednostkę, opisał działanie psychologii tłumu, co jest widoczne w scenie, gdy mieszkańcy Lipiec pod przywództwem organiściny radzą w karczmie nad sposobem wykluczenia Jagny z gromady. Prawie wszyscy (prócz Mateusza) przystają na wywiezienie dziewczyny na gnoju poza granice wsi. Gromada narzuciła swoje zasady Jagnie, a gdy ona nie chciała żyć wedle norm zamkniętej społeczności - została w brutalny sposób wykluczona. 


SAMOTNOŚCI W GROMADZIE - w powieści jedynie Jagna odczuwała samotność i nienazwaną potrzebę opuszczenia wsi, w której źle się czuła, nękana ciągłymi plotkami i niemożnością robienia tego, co pragnęła. Nie dążyła, jak pozostali, do zgromadzenia majątku; w swych wyborach nie kierowała się wyrachowaniem czy interesownością, przez co stała się ofiarą społeczności, wyklętym przykładem odmienności, kiedy pragnęła jedynie wolności i samotności.


CZŁOWIEKA A NATURY - w Chłopach człowiek i natura stanowią nierozerwalne połączenie, silniejsze niż śmierć, czego symbolem jest ostatnia scena z życia Macieja Boryny, gdy umiera na polu, zwracając swe ciało matce-ziemi. Również za życia mieszkańcy Lipiec czują się związani z naturą, ponieważ stanowi ona porządek ich losów, wyznacza czas pracy i czas odpoczynku (wschody i zachody słońca), porę świąt i obrzędów, odpustów i zabaw.


NIEUCHRONNOŚCI ŚMIERCI - śmierć jest nieuchronną koleją losu ludzkiego. Przykładem bohatera pogodzonego z kolejami życia, a nawet czekającego na śmierć, jest Agata. Ta starowinka odziana w łachmany, obwieszona różańcami i podpierająca się kijem, wierząca w Boga, od kilku lat przygotowywała sobie „wyprawę na śmierć": pościel, poduszki, pierzynę. Pragnęła jedynie umrzeć w łóżku, w ciepłej pościeli. Od dawna miała również odłożone pieniądze na pogrzeb. W końcu jej marzenie się spełniło - zmarła u krewnych, namaszczona przez księdza olejami, zostawiając rodzinie wyżebrane pieniądze. Śmierć stanowiła dla niej zakończenie pewnego etapu, a zarazem możliwość zrealizowania największego pragnienia.


CZASU - czas w Lipcach płynie niezależnie od świata zewnętrznego, ponieważ wieś jest jak gdyby samoistnym tworem, odrębnym światem. Nie chodzą w niej zegary, ludzie żyją w rytmie zmian przyrody, kierując się położeniem słońca na niebie. Powtarzalność pór roku, obrzędów i świąt religijnych sprawia, że czas, stały i nieuchronny, jest żywym elementem świata zewnętrznego.


PRZEMIANY - w powieści przemianie ulega najbardziej Hanka, która z kobiety płaczliwej, słabej, podporządkowanej mężowi i pozbawionej swego zdania staje się pod wpływem wydarzeń (wywołanych przez niewiernego męża) silną, pewną siebie, zdecydowaną kobietą. Nie pozwala już się bić i zastraszać, potrafi się przeciwstawić, odkrywa, iż sama może zadbać o los swój i swoich dzieci (cały czas kochając Antka). Kazimierz Czachowski napisał: „Równolegle z żywiołową w swej namiętności Jagną występuje niemniej żywiołowa w swej pracy Hanka, przemiany zaś duchowe obu tych naczelnych postaci kobiecych są przeprowadzone z mistrzostwem, znacznie wykraczającym poza najlepszą wnikliwość intuicji psychologicznej, jako wynik świadomego artyzmu".


"Chłopi" na dużym ekranie


7 grudnia 1973 roku miał premierę trzynastoodcinkowy serial telewizyjny wyreżyserowany przez Jana Rybkowskiego, będący adaptacją powieści Reymonta pod tym samym tytułem.
Główne role powierzono Władysławowi Hańczy (za wcielenie się w Macieja Borynę w 1973 roku otrzymał Nagrodę Przewodniczącego ds. Radia i Telewizji), Emilii Krakowskiej (Jagna), Krystynie Królewnie (Hanka) oraz Ignacemu Gogolewskiemu (Antek).


Najważniejsze cytaty z "Chłopów"


Symboliczna scena śmierci Macieja Boryny:


„- Dnieje... pora... - zamamrotał wreszcie, stając na podłodze. Wyjrzał oknem i jakby się budził z ciężkiego snu, zdało mu się, że to już duży dzień, że zaspał, a jakieś pilne roboty czekają na niego... - Pora wstawać, pora... - powtarzał, żegnając się wielekroć razy i zaczynając pacierz rozglądał się zarazem za odzieniem, po buty sięgał, kaj zwykły były stoić, ale nie nalazłszy niczego pod ręką, zapomniał o wszystkim i błądził bezradnie rękoma dokoła siebie, pacierz mu się rwał, iż jeno poniektóre słowa mamlał bezdźwięcznie. Skołtuniły mu się naraz w mózgu wspominki jakichś robót, to sprawy dawne, to jakby odgłosy tego, co się dokoła niego działo przez cały czas choroby, przesiąkało to w niego w strzępach nikłych, w bladych przypomnieniach, w ruchach zatartych jak skiby na rżyskach i budziło się teraz nagle, kłębiło w mózgu i na świat parło, że porywał się co chwila za jakimś majakiem, lecz nim się go uczepił, już mu się rozłaził w pamięci jako te zgniłe przędze, i dusza mu się chwiała, kiej płomień nie mający się czym podsycić. Tyle jeno teraz wiedział, co się może śnić o pierwszej zwieśnie drzewom poschniętym, że pora im przecknąć z drętwicy zimowej, pora nabrane chlusty wypuścić ze siebie, pora zaszumieć z wichrami weselną pieśń życia, a nie wiedzą, że płone są ich śnienia i próżne poczynania... Za czym cokolwiek robił, czynił, jako ten koń po latach chodzenia w kieracie czyni na wolności, że cięgiem się jeno w kółko obraca z przywyku".

Samotność Macieja Boryny:

„A tu ani odbić się na kim, ani wyżalić, nic... sam jak ten kołek; sam o wszystkim myśl, sam deliberuj łbem, sam kiele wszystkiego obiegaj kiej ten pies... a do nikogój słowa przemówić i rady znikąd ni pomocy - a ino strata i upadek... a wszystkie to kiej te wilki za owcą... a ino skubią, a patrzą, kiedy ozerwą w kawały...".


Hanka o biedzie:


„Bieda łacniej przekuwa człowieka niźli kowal żelazo".


Żal Jagustynki do swej rodziny:


„Tyle się już ludzkiej biedy najadłam, że me w końcu do cna rozebrało. Człowiek nie kamień, broni się przed sobą choćby tą złością na cały świat, ale się nie obroni, przyjdzie taka pora, co już nie zdzierży więcej i w ten piasek dusza mu się rozsypie żałosny".


Antek o decyzji wypędzenia Jagny i o sile gromady:


„- W gromadzie żyję, to i z gromadą trzymam! Chceta ją wypędzić, wypędźta; a chceta se ją posadzić na ołtarzu, posadźta! Zarówno mi jedno!".


Maciej Boryna- szczegółowa charakterystyka


Jedną z głównych postaci powieści Chłopi Władysława Stanisława Reymonta jest Maciej Boryna, który swym charakterem nadaje dziełu niepowtarzalnego znaczenia. Dzięki temperamentowi, wyznawanym zasadom, miłości do ziemi - powstała jedna z najpiękniejszych symbolicznych scen śmierci (gdy umiera na polu, w świetle księżyca).
Borynę poznajemy jako dojrzałego, przystojnego i krzepkiego mężczyznę, najbogatszego gospodarza we wsi, właściciela trzydziestu dwóch morgów: „Już sam dom najlepszy we wsi, duży, widny, wysoki, staneje kieby w jakim dworze, wybielone, z podłogami, czyste! A co sprzętów, co statków różnych, obrazów samych ze dwadzieścia i wszystkie ze szkłami! A tu jeszcze obory, stajnie, stodoła, szopa! A mało to lewentarza? Pięcioro samych krowich ogonów, nie licząc byka, któren profit daje niezgorszy? Trzy konie! A gdzie jeszcze grunt? Gdzie gęsi, świnie?...".
W chwili rozpoczęcia akcji ten dwukrotny wdowiec ma około sześćdziesięciu lat: „Hale, krzepki to juści, że jest, ale już ma ze sześćdziesiąt roków", „Kpicie czy co?... A dyć na Zielną skończyłem pięćdziesiąt i osiem roków" i czworo dzieci: Antka (męża Hanki i ojca dwójki dzieci), przebywającego w wojsku Grzelę, Magdę (żonę kowala) oraz nastoletnią Józkę.
Faktem z przeszłości Macieja, poznawanym w miarę rozwoju akcji, jest między innymi epizod bycia sołtysem w Lipcach, czego w rozmowie z Dominikową najzamożniejszy gospodarz nie wspomina dobrze: „- Utrafiliście, że ambitu nijakiego nie mam. Co mi po tym? Sołtysem byłem bez trzy roki, tom dopłacił gotowym groszem. A com namarnował siebie i konisków! com się nakłyźnił i nabiegał, że i teń pies polowy nie więcej. A upadek w gospodarstwie był i marnacja, że jaże mi moja nie dała dobrego słowa...".
Mimo iż nie zajmował się już w sposób urzędowy dowodzeniem wsią, nadal pozostawał jej nieoficjalnym przywódcą. Nic nie mogło się wydarzyć bez jego zgody, przyzwolenia. Mieszkańcy osady najbardziej liczyli się z jego zdaniem. Obejmuje pozycję lidera w momencie protestu chłopów przeciw wycięciu lasu. Oto fragment, opisujący ten moment: „Maciej blady był kiej ściana i surowy, że aż mróz szedł od niego, ale oczy jarzyły mu się kiej wilkowi, szedł wyprostowany, chmurny a pewny siebie, znajomków pozdrawiał skinieniem i oczami po ludziach wodził, rozstąpiali się przed nim czyniąc wolne przejście, a on wstąpił na belki leżące pod karczmą, lecz nim przemówił, zaczęli w tłumie krzyczeć: - Prowadźcie, Macieju! Prowadźcie! - Na las! Na las! - darły się drugie".
Był szalenie samodzielny i władczy, nie pozwalał nikomu, choćby w części, zająć ważnej pozycji w wiejskiej hierarchii. Miał gwałtowne usposobienie. Negatywne cechy charakteru ujawniał często w relacjach z innymi ludźmi, a zwłaszcza z posiadającym już własną rodzinę synem, wobec którego bywał apodyktyczny i którego traktował ostro.
Jest postacią wielowymiarową. Z jednej strony despotyczny, oschły, poważny i bezwzględny, źle reagował na ciągły płacz synowej czy pretensje syna, nieczuły na ludzką krzywdę, którą uważa za przeznaczenie („- Trzymam ze sobą i ze sprawiedliwością, miarkujcie ino. Mam co innego na głowie. To i płakał nie będę, że tam który Wojtek abo Bartek nie ma co do gęby włożyć, księdzowa to sprawa, nie moja! Jeden, żeby i chciał, nie uradzi wszystkiemu"), a z drugiej strony, odkrywszy zdradę Jagny - zmienia swe nastawienie do ludzi i rodziny.
Los również nie okazuje się dla niego łaskawy w kontaktach z sąsiadami. Gdy nie został zaproszony na spotkanie-naradę, w celu ustalenia taktyki walki z dziedzicem, poczuł się urażony i pominięty: „Jakże, czekał, wypatrywał jak ten głupi, a oni bez niego radzili! Nie daruje im tego, popamiętają. Mają go widać za nic, to im pokaże, co znaczy na wsi. (...) Ale nie rzekł ni słowa z tych deliberacji, jakże, nie baba przeciech, by się przed drugimi użalał i przyjacielstwa szukał! Gryzło go to srodze, bolało nawet wielce, ale zasie komu do tego!".
Choć poznajemy go jako twardego, szanującego pracę największego lipeckiego gospodarza i samotnego ojca, przy tym twardego mężczyznę, Maciej pragnął bliskości innej osoby i tęsknił za zmarłą małżonką. Nikt z otoczenia nie podejrzewał go o takie uczucia, tymczasem odczuwał głęboką pustkę: „A tu ani odbić się na kim, ani wyżalić, nic... sam jak ten kołek; sam o wszystkim myśl, sam deliberuj łbem, sam kiele wszystkiego obiegaj kiej ten pies... a do nikogój słowa przemówić i rady znikąd ni pomocy - a ino strata i upadek... a wszystkie to kiej te wilki za owcą... a ino skubią, a patrzą, kiedy ozerwą w kawały...".
Skomplikowane relacje z synem, złym na ojca o uniemożliwienie samodzielnego gospodarowania, jak również z kowalem - zięciem żądającym przepisania większej częścią majątku na żonę - z pewnością nie przyczyniły się do poprawy nastroju bohatera, o czym świadczyć może następujący fragment: „- Spokojnego oczymgnienia nie ma, ino kłyźnij się ze wszystkimi! - myślał i wziął się do obleczenia, ale zły był i zgryziony. Jakże, ciągła wojna z synem, słowa nie można rzec, bo zaraz do oczów z pazurami skacze albo rzeknie coś, co jaże we wątpiach poczujesz. Na nikogo się spuścić, ino haruj i haruj! Złość w nim zbierała, aż poklinał z cicha i rzucał szmatami po izbie a butami. - Słuchać się powinny, a nie słuchają! Czemu to?- myślał. - Widzi mi się, co bez kijaszka z nimi obyć się nie obędzie, bez twardego! Dawno się im to należało, zaraz po śmierci nieboszczki, kiej kłyźnić się zaczęły o gronta, ale się jeszcze wagował, żeby zgorszenia we wsi nie czy nić. Gospodarz był przeciech nie leda jaki, na trzydziestu morgach, i z rodu nie bele chto - Boryna, wiadomo. Ale dobrością z nimi się nie skończy, nie!... - Tu przyszedł mu na myśl zięć, kowal, któren wszystkich po cichu burzył, a i sam wciąż nastawał, żeby mu sześć morgów odpisać i morgę lasu, a już na resztę chciał poczekać... - To niby kiej zamrę! Poczekaj, jucho, poczekaj-myślał ze złością. - Póki się ino rucham, nie powąchasz ty ani zagona! Widzisz go, mądrala!".
Wykazał się nie lada odwagą i stanowczością, kiedy, wbrew niechęci rodziny, zdecydował się ożenić z młodszą niemal trzy razy Jagną Paczesiówną, w której zakochał się prawie natychmiast. Nie bacząc na reakcje otoczenia i krewnych, doprowadził - dzięki przepisaniu gospodarstwa na narzeczoną - do ślubu. Od pięknej małżonki oczekiwał oddania i miłości, tymczasem źródłem wstydu i upokorzeń stało się małżeństwo z cudzołożną dziewczyną. To właśnie ona spowodowała, że Boryna wygnał z domu syna z synową i wnukami. Romans Antka i Jagny nieomal stał się przyczyną prawie podwójnego morderstwa. Chciał spalić przyłapanych na zdradzie kochanków i zakłuć ich widłami.
Zresztą nieraz przez Jagnę targały nim skrajne uczucia. Oto ogrom gniewu i złości głównego bohatera, gdy doniesiono mu o gorącym tańcu żony i syna: „Wyszedł na to z alkierza Boryna, przywiedły go kobiety zgorszone, popatrzył i wnet się we wszystkim pomiarkował, złość go poderwała sroga, zakąsił ino zęby, zapiął pętle kapoty, czapę nacisnął i jął się przebierać do nich. Ustępowali mu z drogi, bo blady był kiej ściana i oczami dziko świecił. - Do domu! - powiedział głośno, gdy nadlecieli, i chciał ją chycić za rękę, ale w ten mig Antek zakręcił w miejscu i poniósł dalej, że próżno chciała się wyrwać. Podskoczył wtedy Boryna, rozwalił koło, wyrwał ją z Antkowych ramion, nie popuścił i nie spojrzawszy nawet na syna wiódł z karczmy".
Gdy w końcu poznaje dowody licznych zdrad, przechodzi przemianę; z zazdrośnika zmienia się w człowieka obojętnego, powoli uświadamiając sobie śmieszność swego małżeństwa: „Ale przy tych ostrożnościach i pilnowaniach stary mizerniał i tak chudł, że pas do pół bieder opadał, poczerniał, przygarbił się, nogami za sobą ciągał i na wiór się zesychał z tych utajonych myślunków i turbacji, że mu ino oczy gorzały kiej w chorobie. Że zaś nikogo bliżej nie dopuszczał i zwierzać się a wyżalać nie miał przed kim, to go i barzej piekły te ognie i przepalały. Nikt też się nie dorozumiewał, co mu ta we wątpiach siedzi a podgryza. (...)".
Nagła zmiana zachowania, pogodzenie się ze zdradą żony i syna sprawiło, że apodyktyczny i bezwzględny do tej pory bohater zaczął budzić w czytelniku współczucie i litość. Przeszedł długą drogę do momentu, gdy zrozumiał, że tak naprawdę liczy się rodzina: „Jakoż i tak było, bo ano od dnia pogodzenia się z żoną, na co tak rychło się zgodził, aż się temu dziwowano, przemienił się do niepoznania. Zawżdy był kwardy i niełacno ustępliwy, ale teraz to już się zgoła na kamień przemienił. Jagnę do domu przyjął, niczego jej nie wymawiał, ale miał ją teraz zgoła za dziewkę, i tak ją też uważał i honorował. Nie pomogły jej przymilania się ni uroda, ni nawet złość, ni te rzekome dąsy i gniewy, którymi to kobiety chłopów wojują.
Całkiem na to nie zważał, jakby mu obcą była, a nie żoną ślubną, że nawet już nie baczył, co ona wyrabia, choć dobrze pewnikiem wiedział o jej schodzeniach się z Antkiem. Nie pilnował jej nawet i jakby całkiem nie stał o nią".
W kulminacyjnym momencie akcji drugiego tomu, gdy Maciej zostaje zaatakowany i zraniony przez borowego, w jego obronie staje Antek - ujawniają się w ten sposób nieuświadamiane dla obu mężczyzn ogromna miłość i przywiązanie: „Naraz Boryna otworzył oczy i długo patrzał w Antka, jakby sobie nie wierząc, aż głęboka, cicha radość rozświeciła mu twarz, poruszył ustami parę razy i z największym wysiłkiem szepnął: - Tyżeś to, synu?... Tyżeś?... I omdlał znowu". Skierowane do syna słowa były ostatnimi przed zapadnięciem w stan agonii. Potem, gdy ciężko chorował, a mówienie przychodziło mu z trudem, pamiętał o konieczności uwolnienia aresztowanego za zabójstwo Antka: „Mówił wyraźnie, odpoczywając po każdym słowie, a ona, tłumiąc strach jakiś, cała była w jego oczach, świecących dziwnie. - Antka broń... pół gospodarki sprzedaj, a nie daj go... j nie daj... twoje...".
Postać ta, ukształtowana na patriarchalny wzór ojca rodziny, stała się symbolem trwałego związku z ziemią, urastając do symbolu chłopa „Piasta na świętych niwach", czego dowodzi scena opisująca żegnanie się ze światem przed śmiercią, gdy nieprzytomny Boryna wychodzi w pole, nabiera w koszulę ziemię i zaczyna siać: „Za czym cokolwiek robił, czynił, jako ten koń po latach chodzenia w kieracie czyni na wolności, że cięgiem się jeno w kółko obraca z przywyku". Odchodzi w początkach lata, w porze owocowania, przez co sprawia, że plon zbierają już jego dzieci. Nowacka pisze, iż w ten sposób Reymont chciał podkreślić, iż zmarli robią miejsce żywym. 
Uważam, że bohater, o którym Kazimierz Czachowski powiedział że jego symbolika: „doprowadzona do szczytu w obrazie śmierci, gdy wyrasta w mit o siewcy, nieco przytłacza ludzkie rysy postaci", zasługuje na pamięć i omawianie jego sylwetki na zajęciach języka polskiego, ponieważ reprezentuje niepopularny w polskiej literaturze wzór osoby czułej, jednocześnie twardej i stanowczej.


Antek- szczegółowa charakterystyka


Kolejnym bohaterem powieści Reymonta jest Antek Boryna - syn Macieja, mąż Hanki i jednocześnie kochanek swej macochy - Jagny. To rosły, potężny mężczyzna, we wsi przewyższający siłą nawet cieślę Mateusza, co udowadnia w bójce.
Jeżeli chodzi o wygląd, możemy go sobie wyobrazić jedynie z opisów zakochanej Jagny, patrzącej na niego niemalże jak na herosa. Również Hanka wyraża się o mężu z zachwytem, ulegając mu nawet mimo licznych zdrad, z czego możemy wnioskować, iż Antek był przystojnym mężczyzną.
Po Macieju odziedziczył stanowczy i butny charakter, przez co stale popadał z nim w konflikty, nieskory do bezwzględnego posłuszeństwa. Niemal przez całą powieść nienawidził ojca z całej siły, wyrzucając mu traktowanie należne parobkowi i ciągłe pretensje: „- I przychować co na sprzedaż. A tak, co? Każdą plewę, każdą obierzynę ociec rachują i mają za wielgie rzeczy". Kulminacją gniewu jest moment, gdy Maciej żeni się z Jagną, obiektem westchnień cudzołożnego Antka. Od tego momentu zdaje się nie pamiętać, że kontynuując romans z macochą, ośmiesza ojca w oczach mieszkańców Lipiec oraz grzeszy przeciw czwartemu przykazaniu. Niepohamowana miłość do Jagny, a raczej żądza sprawiają, iż zapomina o obowiązkach męża i ojca, spychając na wątłe barki ciężarnej żony konieczność troski o dzieci i odpieranie zarzutów w sprawie zdrad męża.
Inne jego cechy ujawniają się w relacjach z żoną, do której czuł nienawiść, niechęć i żal, zarzucał „dziadówce", że mało ziemi wniosła do posagu, a przede wszystkim mścił się na niej za zdradę kochanki. Oto fragment obrazujący sposób, w jaki Antek traktował kochającą go Hankę: „- Idź sama, nie pójdę z tobą! Mówię ci, odejdź! - krzyknął groźnie, a potem nagle, nie wiada laczego, nachylił się do niej i w samą twarz powiedział: - Żeby mnie w kajdany skuli, w lochu zamknęli, wolniejszym bym był niźli przy tobie, słyszysz, wolniejszym! Hanka zapłakała żałośnie i poszła".
Nie był jednak zatwardziały w swym gniewie, przejawiał wolę zmiany postawy. Nieszczęśliwa i osamotniona Hanka dłużej czekała na okazanie miłości niż Maciej, któremu Antek uratował życie, zabiwszy atakującego go borowego podczas walki w lesie. Prawdziwa i głęboka przemiana zaszła w bohaterze dopiero po powrocie z więzienia, gdy zerwał z Jagną i zdecydował się zostać prawdziwą głową rodziny. 
Nie jest jednak jednoznaczne, czy zmiana, która w nim zaszła, była korzystna. W końcowej scenie powieści ujawnił swój nieludzki charakter, pozostając milczącym świadkiem samosądu zorganizowanego na niedawnej kochance, dla której jeszcze kilka tygodni temu gotów był zostawić żonę i dzieci i przez którą stał się wyrodnym synem. Scena ta może symbolizować całkowite zerwanie z przeszłością lub być początkiem dominacji cech charakterystycznych dla jego ojca - chłodu, zaciętości, bezwzględności.
Antek Boryna, o którym Kazimierz Czachowski napisał, iż „(...)jest uzupełnieniem starego Boryny" jest, tak samo jak inne pierwszoplanowe postacie powieści, bohaterem niejednoznacznym i zasługującym na szczegółową analizę motywów, które popchnęły go na przykład do bierności w czasie ataku na ukochaną Jagnę, czy braku wyrzutów sumienia z powodu romansu z macochą.


Jagna- szczegółowa charakterystyka


Jagna, córka Dominikowej, jest jedną z głównych kobiecych bohaterek powieści Reymonta Chłopi. Ta urodziwa dziewiętnastoletnia wiejska dziewczyna stanowi źródło wielu szczegółowych opisów na kartach dzieła, o czy świadczą trzy przykładowe fragmenty słów narratora powieści. Pierwszy: „Ślicznie jej było, jakoby zorze namotała na swoich lnianych włosach; a one modre oczy tak rozgorzały z radości, aż fiołkowy cień padał od nich na twarz pokraśniałą; uśmiechała się do siebie, aż ludzie poglądali na nią, taka była urodna i taka młodość i zdrowie biło od niej".
Drugi: „Przenosiła wszystkie urodą, strojem, postawą i tymi modrymi, jarzącymi ślepiami, jako róża przenosi one nasturcje a malwy, a georginie, a maki, że zgoła podlejsze się przy niej widzą, tak ci ona przenosiła wszystkie i nad wszystkie panowała. Przystroiła się też dzisiaj kiej na jakie wesele; wełniak wdziała gorącożółty w zielone a białe pasy, stanik zaś z modrego aksamitu, dziergany złotą nitką i głęboko, do pół piersi wycięty, a na koszuli cieniuśkiej, która bieluchną fryzką burzyła się suto koło szyi i przy dłoniach, zawiesiła rzędy korali, bursztynów i onych pereł, na włosach miała chusteczkę jedwabną, modrawą, w różowy rzucik farbowaną, a końce od niej puściła na plecy".
Trzeci: „Ale Jagusia i tak nie przecknęła; leżała ano na bok, twarzą na izbę, pierzynę snadź z gorąca zepchnąwszy do pół piersi, że ramiona i szyja leżały nagie, zrumienione i ździebko ruchające się w cichym dychaniu; przez rozchylone, wiśniowe wargi lśniły się jej zęby kiej te paciorki najbielsze, a rozplecione włosy burzyły się po białej poduszce spływając aż na ziemię kiej ten len najczystszy, w słońcu wysuszony". To właśnie wyróżniająca ją uroda jest powodem nieustannych plotek i zazdrości innych kobiet, by w końcu, pośrednio, doprowadzić do licznych nieszczęść i unieszczęśliwić wielu mieszkańców Lipiec.
Tragedia bohaterki polega na tym, że jej delikatna, artystyczna, a zarazem niezdecydowana dusza nie pasuje do otoczenia. Nietolerowania przez gromadę, wrażliwa i nieszczęśliwa poszukuje czegoś nieokreślonego, dąży do niesprecyzowanego celu, jest nieszczęśliwa w Lipcach, w przestrzeni, w którym przyszło jej żyć: „Jeno czuła, iż ją cosik rozpiera, podrywa i ponosi, że oto poszłaby na kraj świata, gdzie oczy poniesą, gdzie jeno powiedzie ta tęskność niezmożona. I płakała tak bezwolnie i prawie bezboleśnie, jako to drzewo, obciążone kwiatem w wiośniane poranki, kiej słońce przygrzeje, a wiatry zakolebią, rosi obficie, wpiera się w ziemię, nabrzmiewa sokami rodnymi, a kwietne gałęzie ku niebu podaje...".
Jej odmienność przejawia się zarówno w zachowaniu (do łez wzrusza się muzyką, opowieściami Rocha czy mszami kościelnymi), jak i zmienności emocjonalnej, skłonności do ciągłych huśtawek nastrojów, rozdrażnienia. Nie potrafi zastanowić się nad swym postępowaniem, w stosunkach z innymi ludźmi ulega często chwili, obce są jej głębsze refleksje. 
Spontanicznie kieruje się odruchami, biernie przystając na zaaranżowane małżeństwo, a potem na kolejne romanse. Choć jest blisko trzy razy młodsza od Macieja Boryny, ulega namowom zafascynowanej jego bogactwem matki i wychodzi za mąż za niekochanego mężczyznę. W momencie najważniejszej życiowej decyzji wykazuje się biernością i obojętnością w sprawie swego losu: „A bo to jej źle było przy matce? Robiła, co chciała, i nikt jej marnego słowa nie powiedział. Co ją tam obchodziły gronta, a zapisy, a majątki - tyle co nic, abo i mąż? Mało to chłopaków latało za nią? - niechby tylko chciała, to choćby wszystkie na jedną noc się zlecą... i my1 jej leniwie się snuła jak nić lniana z kądzieli i jak ta nić okręcała się ciągle jednako na tym, że jak matka każą, to pójdzie za Borynę... Juści, że go nawet woli od innych, bo kupił jej wstążkę i chustkę... juści... ale i Antek by kupił to samo... a i inne może... żeby tylko miały Borynowe pieniądze... każden dobry... i wszystkie razem... a bo ona ma głowę, żeby wybierać! Matki w tym głowa, żeby zrobić, jak potrza...".
Nie poddaje się spokojnemu życiu małżeńskiemu czy społecznym i chrześcijańskim nakazom, zdradzając nieświadomego niczego Borynę z jego własnym synem, który potrafi wzbudzić w niej najmocniejsze uczucia, sprawić, że odczuwa ogromną wewnętrzną siłę. Zmysłową fascynację Antkiem porzuca na rzecz poetyckiego oczarowania Jasiem, ulegając w międzyczasie cielesnym uciechom wójta, umilanym smakiem taniego alkoholu.
Jagna wyróżnia się z wiejskiej społeczności swym frywolnym zachowaniem. Tylko ją Reymont wyposażył w cechę nietypową dla lipeckiej gromady - w potrzebę samotności. Nie dążyła, jak pozostali, do zgromadzenia majątku, w swych wyborach nie kierowała się wyrachowaniem czy interesownością. Potrafiła nawet rzucić Hance w twarz zapis ziemi, który sporządził dla niej Maciej, zdobywając sobie tym samym jakąś odmianę przychylności kobiety, z mężem której miała romans.
Choć swymi wyborami unieszczęśliwiła wielu ludzi, nie potrafiła wziąć na siebie za to odpowiedzialności. Przykładem może być scena, w której daje upust nienawiści do męża, któremu przysięgała przed ołtarzem : „- Hale, będzie ją głaskał i wpół jeszcze brał, dziadyga jakiś, niedojda! - myślała ze złością, bo pierwszy raz spostrzegła jego starość, pierwszy raz obudził się w niej wstręt do niego i głęboka niechęć, nienawiść prawie. Z przyczajoną a radosną wzgardą przyglądała mu się teraz, bo istotnie, w ostatnich czasach postarzał się mocno, powłóczył nogami, garbił się i ręce mu się trzęsły. - Dziad ten, niezguła! Otrząsnęła się z obrzydzenia i tym usilniej myślała o Antku, i już się nie broniła przed wspominkami, i nie uciekała od tych kuszących, słodkich szeptów!". Niezdolność do krytycznej samooceny wyróżnia Jagnę spośród innych bohaterów powieści.
Razić może negacja norm moralnych i pojęcia grzechu. Po uczestnictwie w licznych kościelnych ceremoniach wychodziła na umówione spotkanie z Antkiem. Jej nieokiełznaną duszę „uspokoiła" dopiero lipecka gromada, która dokonała okrutnego samosądu. W ciągu kilku chwil żywa i pogodna dziewczyna, wrażliwa i towarzyska, zmieniła się w bezwolną osobę wzywającą ukochanego Jasia.
Jagna stała się ofiarą społeczności, wyklętym przykładem odmienności, przez co jest niewyczerpanym źródłem interpretacji i analiz teoretyków literatury. Uważam, że jest jedną z ciekawszych kobiecych kreacji, przyćmiewającą sztampową Izabelę Łęcką Prusa czy nijaką Joasię Podborską Żeromskiego. Kazimierz Czachowski twierdził, że postać ta, nazwana demonicznym typem miłośnicy, jest arcydziełem Reymonta. Pisał: „Gorzej dopisywała mu wyobraźnia w scenach uczuciowych, które wypadają blado, czasem sentymentalnie lub nawet nieudolnie, ale i pod tym względem wyjątek stanowi obraz przemian uczuciowych Jagusi na tle jej ekstazy miłosnej dla Jasia".


Hanka- szczegółowa charakterystyka


Żona Antka i matka trójki jego dzieci może być wzorem dla współczesnych feministek. Jest jedną z najciekawszych kobiecych kreacji w literaturze polskiej. Dlaczego? Ponieważ Reymont nie stworzył jej na wzór jakiegoś szablonu czy schematu - Hanka niezaprzeczalnie jest indywidualnością. Spośród wszystkich bohaterów powieści ulega najciekawszej metamorfozie, z bezbarwnej żony Antka i synowej Macieja zmieniając się w świadomą swej siły i poczucia obowiązku dojrzałą kobietę.
Hankę poznajemy w momencie, gdy Borynie zdycha krowa. Reymont przedstawia ją wówczas jako bojącą się teścia, a jednocześnie lekceważoną przez niego kobietę: „(...) jak ociec nadjadą będzie to pomstowanie, będzie. - A przeciech my niczego niewinowate! -narzekała płaczliwie". To właśnie z powodu ciągłego płaczu Maciej nie darzył jej sympatią. Najgorsze jest to, że również ze strony męża nie mogła liczyć na lepsze traktowanie (wszyscy we wsi wiedzieli, że Antek nie kochał żony - „dziadówki", bo nie dość, że niwiele wniosła do posagu, to jeszcze nie dbała o swój wygląd).
Początkiem przeobrażenia Hanki jest moment, kiedy została wraz z Antkiem i dziećmi wygnana z chałupy teścia, wskutek czego musieli opuścić wybielone, czyste i suche ściany dotychczasowej izby i przenieść się do prowizorycznej sieni swego ojca - Bylicy (u którego mieszkała już z rodziną siostra Weronka - znienawidzona przez Hankę): „- Jakże, taka zima, taka skrzytwa, taka bieda, że żyją jeno ziemniakami ze solą, grosza jednego nie ma, a on robić nie chce! Całe dnie przesiaduje w chałupie, papierosy kurzy i duma! albo znów gania po świecie, jak ten głupi, za wiatrem chyba! Mój Boże, mój Boże! - jękała boleśnie. - Już nawet Jankiel nie chce borgować, krowę przyjdzie sprzedać, cóż?.. Uparł się to i sprzeda, a do roboty się nie weźmie... Juści, prawda, że mu to i nijako na wyrobek iść, markotno, ale co począć, co? Żeby to ona chłopem była, mój Boże, nie żałowałaby pazurów, a to choćby kulasy po łokcie urobić, bych ino krowy nie sprzedać, bych ino zwiesny doczekać, zimę przetrzymać... A1e co ja uradzę, biedna, co?... - Rozskrzypiała się jej tak dusza, że rady dać sobie nie mogła (...)- Jak te ostatnie komorniki ostalim, jak te dziadaki, ani tej kapki mleka, ani pociechy żadnej! Tylem się dorobiła na swojem, tyle! Mój Jezu! Mój Jezu! Drugie zabiegają, jak te woły orzą i jeszcze coś do domu przykupują, a ten ostatnią krowę, com od ojców dostała, sprzedaje...Już chyba ostatnia marnacja przyjdzie, ostatnia! - zawodziła nieprzytomnie".
Od tej chwili musiała radzić sobie sama, nie mogąc liczyć na pomoc romansującego z Jagną i pokłóconego z ojcem Antka, który przecież nie zamierzał pracować „u kogoś", skoro był synem najbogatszego lipeckiego gospodarza. Wola przetrwania i „wilczy głód pracy" spowodowały, że przejęła obowiązki głowy domu, biorąc na siebie zmartwienia dotyczące opału, jedzenia czy w końcu niepewnej przyszłości mającej wkrótce powiększyć się rodziny: „- Troje nas cierpi biedę, a niezadługo będzie czworo! Dam to wtedy radę, co? Antka już nie wliczała, nie brała w rachubę w tej chwili, widziała tylko siebie i dzieci; sama się czuła gotową do stanowienia za wszystkich. Jakże, na kogo się spuści? Kto to pomoże, chyba Bóg jeden albo i Boryna! Zaczęła marzyć, że niechby się jeno dorwała z powrotem gospodarstwa, niechby znowu poczuła ziemię pod nogami, to się tak przypnie do niej, tak weprze całą duszą pazurami, że nic ją nie oderwie i nie zmoże. Nadzieja w niej rosła wraz ż takim nabierem sił, aż ją rozpierało we środku od mocy, nieustępliwości a odwagi, ognie chodziły po niej, oczy się roziskrzały... już się nawet czuła tam, u Borynów, rządziła wszystkim, gospodynią była... Długo, może do samego północka tak się rozmarzała postanawiając równocześnie, że zaraz z rana, jak przykazywał, zabierze jeno dzieci i pójdzie do starego, choćby Antek nie wiem jak zakazywał, choćby ją nawet skatował, nie posłucha i pójdzie, a tej dobrej okazji nie popuści... Moc w sobie poczuła niezmożoną do walki choćby z całym światem, nie wahała się już ni bała niczego!".
Mimo bolesnej wiedzy o zdradach męża i braku jego inicjatywy na rzecz poprawy losu rodziny wciąż go kocha i podziwia („A Hanka przysunęła się bliżej jeszcze, przywarła gorącą twarzą do jego ramienia, przywarła sercem całym - Nie, już w niej nie było podejrzeń żadnych ni żalów, ni goryczy, a ino tym miłowaniem serdecznym, tą lubością duszną, pełną dufności i oddania się, cisnęła się do jego serca"), z jedną tylko różnicą - od momentu przemiany nie pozwala już, by spadały na nią kolejne bolesne razy wymierzane przez jego ciężką dłoń: „- Idź se do karczmy, Żyd ci jeszcze poborguje - wyrwało się jej niechcący. Skoczył na równe nogi, kieby go kto kijem zdzielił, ale nie zważając na to wyszła. Nie bojała się już teraz krzyków jego ni złości, jakby obcym, a tak dalekim się jej widział, aż się sama temu dziwowała, a choć czasami drgało w niej cosik, jakby ostatni płomyk dawnego miłowania, niby to zarzewie, przywalone smutkami i rozdeptane, gasiła je w sobie z rozmysłem, siłą przypominków tych nie przebolanych nigdy krzywd".
Potrafi się przeciwstawić przemocy, a nawet zastraszyć zdziwionego Antka, który przerażony ucieka i planuje wyjazd z Lipiec. Gdy proponuje jej wspólną podróż, ona podkreśla, iż jest na stałe związana z ukochaną ziemią, której nie opuści nigdy: „- Tu mnie Pan Jezus dał na świat, to już tutaj do śmierci ostanę. Aby ino do zwiesny przetrzymać, to już łacniej będzie, lekkiej".
Cała przemiana, która zachodzi w kobiecie, powoduje zmianę opinii, jaką miała o niej teść. Maciej dostrzega w synowej zaradną gospodynię i przykładną matkę, przez co zdejmuje trochę zmartwień z jej ramion (oferuje jej pomoc, którą kobieta - mimo świadomości, że Antek będzie przeciwny - przyjmuje).
Dojrzała i pewna swej siły, z godnością słucha o dowodach zdrady męża, którego przyłapano w brogu z Jagną. Mówi siostrze, że czuje się jak wdowa i nie zamierza się poddać losowi. Od tego momentu jeszcze bardziej wykazuje się praktycznym myśleniem i zaradnością, spędzając coraz więcej czasu na długich rozmowach z Maciejem, którym jako jedyna opiekuje się po bitwie o las i staje się jedyną gospodynią Borynowej chaty.
Z bezradnej, zagubionej synowej najbogatszego rolnika staje się zapobiegliwą i zaradną kobietą (mimo nieobecności lipeckich mężczyzn samodzielnie potrafiła zorganizować prace w polu, a przy tym dbała o Borynę, wychowywała nowo narodzone dziecko i pilnowała majątku, który Dominikowa i kowal chcieli pod nieobecność Antka rozkraść). Zmianę widać także w jej relacjach z mężem, dla którego staje się partnerem, a nie obiektem poniżania. Znamienne jest również to, że jako jedyna broni Jagny przed lipecką gromadą, mimo iż rozbijała jej małżeństwo. Moim zdaniem z empatią potrafiła wejrzeć w uczucia targające samotnym sercem Jagny.
Choć Reymont obdarzył Hankę wieloma cechami charakterystycznymi dla stereotypowego wzorca wiejskich kobiet (skąpa, skora do kłótni, lubiąca plotki), jednak budzi ona sympatię czytelników, a zwłaszcza żeńskiej ich części, w bohaterce szukającej inspiracji, wzoru siły i godności. Najważniejsze zdanie, jakie padło z ust Hanki, było odpowiedzią na odmianę jej losu: „Bieda łacniej przekuwa człowieka niźli kowal żelazo".


Charakterystyka pozostałych bohaterów "Chłopów"


Rocho


Oto fragment, w którym Reymont wprowadził tego bohatera: „- Skąd on jest? - Skąd? Ze świata szerokiego, abo to kto wie? - Nachyliła się nieco, wzięła główkę na dłoń, obcinała liście i mówiła szybko, coraz głośniej, żeby i drugie słyszały: - Co trzecią zimę przychodzi do Lipiec i u Boryny zakłada kwaterę... Rochem kazał się przezywać, choć mu ta pewnie i nie Roch... Dziad jest i nie dziad, kto go tam wie... ale pobożny człowiek i dobry... ino mu tej obrączki nad głowę, a byłby rychtyk kiej te świątki na obrazach. Różańce mają na szyi obcierane o grób Jezusowy... obrazki dzieciom daje święte, a jak niektórym, to i takie z królami, co to z naszego narodu przódzi wychodziły... i książki pobożne ma takie, w których stoi wszystko, i historie różne o świecie... czytał je przecież mojemu Walkowi, to i ja, i mój słuchalim, inom przepomniała, bo i wymiarkować ciążko... A nabożny taki, że z pół dnia przeklęczy, drugi raz pod krzyżem albo i gdzie w polu, a do kościoła ino na mszę chodzi. Dobrodziej zapraszał go do siebie, na plebanię, to mu rzekł: - Z narodem mi ostać, nie na pokojach moje miejsce... - Miarkują też wszyscy, że nie musi być z chłopskiego stanu, choć mówi jak wszystkie i nauczny jest; jakże, z Żydem gadał po niemiecku, a we dworze w Drzazgowej - to z panienką, co była la zdrowia w ciepłych krajach, też rozmówił się po zagranicznemu... a od nikogo nic nie weźmie, tyle co kapkę mleka i kromkę chleba, a i za to jeszcze dzieci uczy... powiedają... - ale Kłębowa urwała z nagła, bo dziewczyny buchnęły śmiechem i aż się pokładały".
Roch (lub Rocho) przybył do Lipiec, by uczyć mieszkańców wsi i opowiadać im historie będące metaforą boskiego miłosierdzia. Wzbudza zainteresowanie (i szacunek!) swym zachowaniem i zasadami. Charakterystyczna jest jego pobożność, częste pielgrzymki do Częstochowy czy niejedzenie mięsa. Bywa oczekiwanym gościem podczas wszystkich spotkań wiejskiej gromady, którą raczy ciekawymi opowieściami, historycznymi legendami. Dzięki skromności i uczynności nie wywyższa się i jest w pełni akceptowany, do czego przyczynia się również jego znajomość tajników rolnictwa czy bezpłatna nauka pisania i czytania dzieci lipczan. Po aresztowaniu mężczyzn to Roch zajął się organizowaniem pomocy, zarówno dla nich (dzięki jego zaangażowaniu Antek został tymczasowo zwolniony z aresztu), jak i pozostawionych w porze wiosennego siania kobiet (doprowadził do tego, iż na dwa dni do Lipiec przyjechali z pomocą w pracach polowych mieszkańcy okolicznych wsi). 
Niestety, opuszcza przyjaciół, ponieważ wzbudza zbyt duże zainteresowanie żandarmerii.


Agata


Agata była krewną Kłębów, u których pracowała. pilnując dzieci i pomagając w gospodarstwie w zamian za dach nad głową. Gdy jednak nadchodziła jesień i praca w polu się kończyła, wyganiali ją, a ona chodziła „w świat" na żebry: „A co, chodzę od kościoła do kościoła, od wsi do wsi ,od jarmarku na jarmarek i tą modlitwą upraszam se u dobrych ludzi gdzie kąt, gdzie warzy łyżkę, gdzie grosik jaki! Dobre są ludzie, ubogiemu nie dadzą umrzeć z głodu, nie...". Bardzo kochała lipecką wieś: „Mogła to mówić! kiej łzy jako ten deszcz rzęsisty zalały jej serce i spływały po wynędzniałej twarzy, że jeno mamrotała cosik, a tak się trzęsła w sobie, że ani weź naleźć różańca, ni tych słów pacierza, które się rozsuły po duszy palącą rosą, to porwała się z mocą i poszła, pilnie patrząc po polach i powiadając w głos jakie słowo modlitwy, przypomniane z nagła...".
Mimo nieprzychylnego losu, starowinka odziana w łachmany, obwieszona różańcami i podpierająca się kijem bardzo wierzyła w Boga. Od kilku lat przygotowywała sobie „wyprawę na śmierć": pościel, poduszki, pierzynę. Pragnęła jedynie umrzeć w łóżku, w ciepłej pościeli. Od dawna miała również odłożone pieniądze na pogrzeb. W końcu jej marzenie się spełniło - zmarła u krewnych, namaszczona przez księdza olejami, zostawiwszy rodzinie wyżebrane pieniądze.
W Lipcach znany był również jako wiejski medyk - leczył mieszkańców wsi.


Dominikowa


Marcjanna Antonówna Pacześ zwana była we wsi Dominikową. Miała trójkę dorosłych dzieci: dwóch synów - Jędrzycha i Szymka i Jagnę. Była wdową, właścicielką piętnastu morgów, domu i inwentarza. Mieszkańcy wsi darzyli ją szacunkiem i brali pod uwagę jej zdanie. Odwiedzała odpusty, przesiadywała w kościele, stale się modląc. Czasem odbierała porody (nawet w okolicznych wioskach), leczyła ziołami, a ludzie powiadali, że rzucała nawet uroki.
Po bójce z Szymkiem, w której poparzyła sobie oczy, nosiła specjalną opaskę. Gdy szła po pobitą Jagnę (końcowe sceny), zdjęła opatrunek, by lepiej widzieć - i przeklinała ludzi, na których patrzyła tak groźnym wzrokiem, że uciekali jej z drogi.
Jeżeli chodzi o dzieci - bardzo kochała córkę, synów traktując bardziej jak parobków niż dzieci: „Powstali od kolacji. Jagna ze starą siadły do kądzieli przed kominem, a synowie jak zwykle zajęli się sprzątaniem, myciem naczyń i obrządkiem. Tak już zawżdy u Dominikowej było, że synów swoich dzierżyła żelazną ręką i rychtowała ich na dziewki, żeby ino Jagusia rączków se nie pomazała" oraz: „Paczesiowa miała żelazne ręce i duszę nieustępliwą- jakże! tyle lat wszystkim rządziła, tyle lat nikto nle śmiał się jej przeciwić ni w poprzek stawać. A tu kto stawał? kto się przeciw niej ważył? - własne dzieci! - Jezus miłosierny - wołała w zapamiętaniu i złości, przy leda okazji chwytając za kij na synów, chciała ich przemóc i zmusić do posłuchu. Nie dali się, zacięli się jak i matka i poszli na udry. To powstawały prawie co dnia takie wrzaski a gonitwy kole chałupy, jaże ludzie się zbiegali uspokajać".


Szymek


Starszy z braci Jagny, przez pierwszą część powieści słuchał matki, z oddaniem pracując w jej gospodarstwie. Gdy sprzeciwił się woli Dominikowej - żeniąc się z Nastusią - wygnała go z domu, nie dając nic. Stał się wówczas prawdziwym mężczyzną - kupił na raty ziemię od dziedzica i razem z żoną zamieszkał w zbudowanym samodzielnie domu.


Kowal


Kowal był rosłym i dużym mężczyzną, ubranym „po miastowemu", z czerwoną twarzą, rudymi włosami i pokręconymi wąsami. Z zawodu był kowalem, miał nawet własną kuźnię we wsi. Ożenił się z Magdą - córką Macieja Boryny. W powieści to człowiek przebiegły, zakłamany i chciwy, posiadający wpływ na mieszkańców wsi: „A w drugiej gromadzie, co się już była skupiła za wrotniami na drodze, rej wodził kowal, duży chłop, ubrany już całkiem z miejska, bo w czarnej kapocie, pokapanej woskiem na plecach, i w granatowym kaszkiecie, spodnie miał na buty i srebrną dewizkę na kamizelce; twarz miał czerwoną i rude wąsy, i włosy pokręcone; rajcował donośnie a pośmiewał się, że aż rechotał, bo wykpis to był na całą wieś, że niech Bóg broni dostać mu się na jęzór. Boryna ino strzygł oczami ku niemu a nadsłuchiwał, bo się bojał jego gadania, że to nawet rodzonemu kowal nie przepuścił, a cóż dopiero teści, z którym był w wojnie o wiano żonine (...)".


Józka


Najmłodsza córka Boryny była dorastającą dziewczyną, pracującą w obejściu i pomagająca w polu. Przyjaźniła się z Nastusią i Witkiem. Posłuszna ojcu.


Pietrek


Pietrek był parobkiem zatrudnionym u Borynów na miejsce zmarłego Kuby. Grywał na skrzypkach. Gdy ludzie znaleźli pijaną Jagnę śpiącą przy boku wójta w lesie - stanął w jej obronie. Jeżeli chodzi o obowiązki związane z pracą - nie wywiązywał się z nich należycie. Leniwy, nie słuchał poleceń Hanki.


Nastka


Była młodą, biedną dziewczyną, siostrą Mateusza, mieszkającą najpierw z matką, a potem z mężem. Była przyjaciółkę Józki - córki Boryny.


Tereska


Młoda i ładna kobieta mieszkała w obalającej się chałupie i była sąsiadką Mateusza, z którym pod nieobecność męża (przebywał w wojsku) - wdała się w romans. Nie miała dzieci, dzięki czemu do woli jeździła do aresztu z paczkami dla kochanka. Pracowała jako pomoc w domu organistów lub w polu u innych ludzi, dzięki czemu mogła się wyżywić. Po powrocie męża i odrzuceniu przez Mateusza położyła się krzyżem w kościele, przepraszając Boga za swe grzechy. W końcu jednak mąż wybaczył jej zdradę, a na koniec powieści poszli razem na pielgrzymkę do Częstochowy.


Weronka


Siostra Hanki była żoną Stacha i matką sporej gromadki dzieci. Mieszkała w chałupie ojca, z którym dzieliła izby. Mąż nie pomagał jej w niczym, przez co często się kłócili. Po śmierci matki zabrała jej wszystkie rzeczy, co było powodem wieloletniej zawiści Hanki. Siostry pogodziły się dopiero w chwil, gdy żonę Antka również dotknęła bieda. Od tego momentu pomagały sobie jak mogły.


Jagustynka- charakterystyka postaci


Jagustynka jest powieściowym przykładem komornicy i wyrobnicy, a jednocześnie postacią tragiczną i budzącą współczucie. Podobnie jak Agata została wygnana przez krewnych z domu (dzieci wypędziły ją po tym, jak przepisała na nich całe gospodarstwo: „Całe dziesięć morgów pola jak złoto dałam, i co?... - splunęła ze złością. - Na wyrobki chodzę, na komornicę zeszłam!...").
Od tej chwili sumiennie pracowała u Borynów, nie tracąc nadziei na ponowne zjednoczenie z rodziną, od której otrzymała tyle krzywd i cierpienia. Czuła do nich jednocześnie ogromny żal: „Macie wy rozum, że tak mówicie, macie! Po sądach się włóczyłam, to ino te parę złotych, com miała - poszły, a sprawiedliwości nie kupiłam... i na starość na poniewierkę, na wyrobek! Żebyśta, ścierwy, pode płotem wyzdychały za moje ukrzywdzenie! Poszłam do nich w niedzielę, żeby chocia popatrzeć na chałupę, na ten sad, com go ano sama szczepiła, to synowa wywarła na mnie pysk , że na prześpiegi przychodzę! Mój ty Jezu kochany! Ja na prześpiegi, na swój rodzony gront przychodzę! Myślałam że trupem padnę, tak mnie żałość ścisnęła! Poszłam do dobrodzieja, żeby ich chociaż za to skarcił z ambony, to mi rzekł, że za te krzywdy Pan Jezus mnie wynagrodzi!...Juści, juści... jak kto nic nie ma, dobra mu i Jezusowa łaska, dobra... ale zawdy wolałabym ja pogospodarzyć tu na groncie, w ciepłej izbie pod pierzyną się przespać tłusto se podjeść i uciechy zażyć...".
Wskutek postępowania rodziny, Jagustynka stała się kobietą złośliwą, kąśliwą i podjudzającą mieszkańców wsi do kłótni: „(...) weszła Jagustynka, ale dzisiaj była już po dawnemu dufna w siebie, wrzaskliwa, harda i bacząca, aby ino dogryźć komu, a dobrze". Roznosiła plotki, mając nadzieję, że przyczyni się do takiej zmiany losu jakiegoś sąsiada, jaki stał się jej udziałem. Czasem wzbudza jednak współczucie czytelników (co potwierdza, iż powodem jej złośliwości jest głęboko skrywana uraza do bezdusznych dzieci), czego przykładem może być rada udzielona Maciejowi Borynie zastanawiającemu się nad słusznością decyzji o małżeństwie z Jagną.
Jest także osobą współczującą, nie odwraca się na widok krzywdy i głodu, ponieważ sama go doznała wielokrotnie: „Tyle się już ludzkiej biedy najadłam, że me w końcu do cna rozebrało. Człowiek nie kamień, broni się przed sobą choćby tą złością na cały świat, ale się nie obroni, przyjdzie taka pora, co już nie zdzierży więcej i w ten piasek dusza mu się rozsypie żałosny". 
Przeszłość sprawia, że z trudem przyjmuje opowieści Rocha o boskim miłosierdziu i opiece, pesymistycznie patrząc w przyszłość: „Hale, prawda to była, że przódzi z nieba przychodziły opiekuny różne, co biednemu i uciśnionemu zmarnieć nie dawały! Czemuż teraz takich nie uwidzi? Mniej to biedy, mniej mizeracji, mniej tego dusznego skrzybotu?... Człowiek jest jako ten ptak bezbronny, na świat puszczony - a to go jastrząb, a to go zwierz, a to głód, a w końcu i ta kostucha dodusi - a ci prawią o miłosierdziu i głupie żywią, i manią obietnicami, że zbawienie przyjdzie! Przyjdzie, ale Antychryst, i ten sprawiedliwość wymierzy, ten się zmiłuje, jak ten jastrząb nad kurczątkiem".


Kuba Socha- charakterystyka postaci


Kuba Socha był zatrudniony w gospodarstwie Macieja Boryny. Czytelnikowi zapada w pamięć gorzka refleksja nad życiem padająca z ust bohatera, w której wspomina przeszłość, gdy nazywano go „darmozjadem": „(...) cała wieś: i parobki, i gospodarze, i wszystkie, to ino go kulasem przezywali, a niezgułą, a darmozjadem, a nikto dobrego słowa nigdy nie dał, nikto nie pożałował - chyba ino te koniska abo i te pieski... a przecież rodowy był... gospodarski syn... nie znajda żaden... nie obieżyświat, a chrześcijan prawy, katolik...".
W miarę rozwoju akcji poznajemy koleje życia tego mężczyzny, a mianowicie jego powstańcze losy. Swą historię opowiada Witkowi, osieroconemu pracownikowi Boryny, chłopcu, którym się opiekował.
Kuba urodził się w gospodarskiej rodzinie, jako syn Magdaleny i Pietera, którzy: „gront swój mieli, ale służyli we dworze za furmana... w ogiery ino jeździli ze starszym panem...". Po śmierci ojca jego ziemię przejęli wujostwo, pozostawiając małego Kubę na służbie u dziedzica: „A potem dziedzic do koni mnie wziął, bym w ogiery po ojcu jeździł... to ino na polowania we świat, do drugich panów jeździlim cięgiem... strzylałem i ja niezgorzej... że młodszy dziedzic strzelbę mi dali... a matka ino ze starszą panią siedziała we dworze...".
Gdy nadszedł czas powstania styczniowego, Socha wraz z innymi chłopami odważnie walczył o niepodległość ojczyzny: „Dobrze baczę... i kiej wszystkie szły... wzieni i mnie... Bez cały rok byłem... a co kazali, robiłem... juści, nie jednego burka zakatrupiłem... nie dwóch...". Właśnie w czasie jednej z takich walk uratował młodszego brata dziedzica - Jacka: „(...) a młodszy dziedzic dostał we flaki... wątpia mu wypłynęły... Pan mój przecie... dobry człowiek... na bary wziąłem i wyniesłem...".
Po powrocie do dworu okazało się, że został on prawie zrównany z ziemią przez najeźdźcę: „Dworu nie ma, gumien nie ma:.. płotów nawet nie ostało... do cna wszystko spalone... a stary pan i pani starsza, i matula moja... i ta Józefka, co za pokojówkę była... pobite leżą na śmierć w ogrodzie!... Jezu! Jezu! baczę wszystko... juśći... Mario!". 
Bohatera poznajemy jako człowieka dobrego, wrażliwego na krzywdę innych, zaangażowanego w obyczajowe życie wsi. Swą uczciwość potwierdza, odmawiając właścicielowi karczmy okradania Boryny, o inwentarz którego dbał jak o własny.
Czerpał dodatkowe dochody z innego niż kradzieże, źródła - od czasu do czasu zastawiał sidła na kuropatwy, które przekazywał potem księdzu (ten sporadycznie wynagradzał prezenty monetą).
Po śmierci Kuby wskutek postrzelenia przez leśniczego (w gorączce odrąbał sobie nogę, by powrócić do zdrowia), do wsi przyjechał Jacek - szlachcic, któremu niegdyś uratował życie. Spóźnił się jednak z zadośćuczynieniem i podziękowaniem, dowiedział się jedynie, jak dobrym i życzliwym lipczaninem był Socha: „:- Długo był u was? - A zawżdy, jak ino pamięcią sięgnę, to zawżdy służył u Borynów. - Poczciwy był podobno? - pytał nieśmiało. - I jak jeszcze, cała wieś może przyświadczyć, wszyscy, nawet dobrodziej płakali na pochowku i nic nie wzięli za nabożeństwo. - A mnie pacierza uczył i strzylać uczył, i kiej rodzony ociec opiekę trzymał nade mną! I po dziesiątku czasem dawał i... - wybuchnął płaczem na przypomnienie. - A pobożny był, cichy, pracowity parobek, że nieraz dobrodziej sam go chwalił...".

NASTĘPNY WPIS: STEFAN ŻEROMSKI "PRZEDWIOŚNIE"- PROBLEMATYKA.

Podziel się
oceń
2
1


piątek, 31 października 2014

Licznik odwiedzin:  757 832  

Wyniki ankiety

W wakacje:

Jestem cały czas w domu.: 36%
Wyjeżdżam.: 64%

Łączna liczba głosów: 8847

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Zareklamuj swojego bloga!

O moim bloogu

Jeśli chcesz być na bieżąco, kliknij "LUBIE TO".

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 757832
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1568 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl