Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 107 125 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Do wakacji zostało:

Ankieta

W wakacje:



Witaj! Jeśli SZUKASZ pomocy w: -języku polskim; -języku angielskim; -historii; -języku francuskim itp. TO TEN BLOG JEST DLA CIEBIE! - WIELE materiałów NIEZBĘDNYCH do matury; - LICZNE artykuły o szkole, maturze, sposobach nauki; - propozycje ROZWIĄZAŃ zadań DOMOWYCH; - SZLIFOWANIE języka angielskiego; - wypracowania; - referaty; -opracowania lekcji. PONAD 402000 WEJŚĆ! ZAPRASZAM KAŻDEGO DNIA! ODKRYJMY PIĘKNO NAUKI!

W kręgu bohaterów literackich, czyli powtórka przed próbną maturą cz.2/4.

sobota, 08 stycznia 2011 23:51
Skocz do komentarzy

- Eliza Orzeszkowa Gloria victis

Charakterystyka Mariana Tarłowskiego.

Głównym bohaterem jest niewątpliwie Marian Tarłowski – najmłodszy z uczestników opowiadanych walk. Przedstawienie postaci rozpoczyna się od opisu wątłej budowy chłopca. Jak relacjonują kolejni narratorzy utworu, miał on wyjątkowo subtelne, niemal dziewczęce rysy twarzy, a także kolor i oprawę oczu. Podkreśla się jego silne podobieństwo do siostry. Z fizyczną słabością chłopca kontrastowała siła jego charakteru – dzielność i odwaga na polu walki. To właśnie on ratuje życie Trauguttowi, czym dowodzi niezwykłego męstwa. Znacząca jest również jego heroiczne śmierć – umiera ostatni, do końca myśląc o siostrze. Taka troska o innych cechuje postawę tego bohatera. Gotów jest na bezwarunkowe poświęcenie. Harmonizuje to z jego nieśmiałym usposobieniem – zamiast gwaru i wspólnych rozmów woli samotnią kontemplacje geniuszu natury.

W ogóle Maryś nie pasuje zupełnie do roli powstańca. Największą przeszkodą była dla niego świadomość, że w obronie ojczyzny zmuszony jest zabijać. Tymczasem on od dzieciństwa był intelektualistą i świetnie zapowiadającym się uczonym. I choć miał wszelkie predyspozycje do zrobienia kariery naukowej, jako prepozytywista przybył na Polesie, by uczyć w szkole i kształcić młodych Polaków. Przez cały okres walk w powstaniu towarzyszyło mu przeświadczenie, że jego właściwym miejscem jest na polu nauki, a nie walki. Z tego powodu był rozdarty wewnętrznie. Widać to najlepiej w scenie nocnej rozmowy z Jagminem, gdy z jednej strony wskazuje na niszczące mechanizmy każdej wojny, ale z drugiej strony dostrzega konieczność walk, jaka zaistniała w tym właśnie momencie dziejów Rzeczpospolitej.

Charakterystyka Jagmina

Kolejna znaczącą postacią jest Jagmin – dowódca jazdy. Ukazany jest jako fizyczne przeciwieństwo Marysia – mężczyzna, którego tężyzna fizyczna przywodzi na myśl porównanie z Herkulesem. Siła mięśni idealnie koresponduje z siłą charakteru Jagmina. Jest on przedstawiony jako idealny żołnierz i towarzysz broni. Stawia się wiernie na każde wezwanie Traugutta, dlatego też cieszy się jego szacunkiem i zaufaniem. Jego odwaga i służba ojczyźnie porównywane są do tych, jakimi odznaczała się najprzedniejsza część dawnej armii polskiej, mianowicie husaria. Porównanie takie jest niezwykle nobilitującym dla żołnierza.

Ponieważ z wykształcenia był wrażliwym humanistą przeżywał podobne rozterki, jak jego przyjaciel Maryś. Nie mógł pogodzić się z koniecznością zabijania. Między dwoma przyjaciółmi wspólnota myśli wytworzyła się już wcześniej. Świadczy o tym dobitnie „włączenie” Jagmina do wspólnego życia dwojga rodzeństwa. Zdarzenie to ma również uczuciowe konsekwencje – bohater zakochuje się w siostrze przyjaciela. Znamienna jest tu scena pożegnania z Anielą, gdy wzruszenie nie pozwala im na wypowiedzenie uczucia, które ich łączy. I bez tego rozłąka jest bardzo ciężka. O sile przywiązania do rodzeństwa Tarłowskich świadczy fakt, iż do końca stara się on dotrzymać obietnicy złożonej Anieli i opiekuje się Marysiem. To przecież on przenosi rannego przyjaciela do namiotu, gdzie otrzymuje pomoc medyczną.

Aniela Tarłowska to młodsza siostra Marysia, bardzo mocno przywiązana do brata. Jest podobna do niego jak dwie krople wody. Analogie między dwójką rodzeństwa dostrzegalne są nie tylko w wyglądzie fizycznym, ale także w postawie wobec kwestii narodowowyzwoleńczej. Wie ona, podobnie jak brat, że mimo trudów rozstania walkę trzeba rozpocząć. Jawi się więc jako głęboka patriotka. Rozumie bowiem dobrze, że będzie zapewne zmuszona poświecić dla ojczyzny dwie najbliższe osoby – brata i ukochanego. Ostatecznie podejmuje jednak heroiczną decyzję i przezwycięża własną rozpacz.

Istotny jest również fakt, iż to właśnie Aniela jest jedyną osobą odwiedzającą mogiłę powstańców. Wprawdzie czyni to jeden jedyny raz, ale fakt ten nie jest tak silnie napiętnowane, jak ogólna niepamięć ludzka. Być może nie chce ona wracać do tak strasznych dla niej wydarzeń. W finalnej scenie widzimy bowiem Anielę pozbawioną nadziei, śmierć bliskich zabrała jej wszystko, co w życiu było ważne. Aniela symbolizuje kobietę odważną, cierpiącą i zdolną zarazem do największych poświęceń na rzecz ojczyzny.

Charakterystyka Traugutta

Jeszcze jedną ważną postacią jest Romuald Traugutt, którego Orzeszkowa kreuje na idealnego dowódcę. Jest on pierwszą pojawiającą się w utworze postacią, choć nie jest raczej bohaterem głównym. Jednak niewątpliwie w Glorii victis, jak i w całym cyklu jest on postacią nadrzędną. Dlatego też opis jego nie jest zwykłym opisem. W wyglądzie zewnętrznym podkreśla się tylko te cechy, które pozwalają wnioskować o charakterze osoby. Są to np. oczy – mądre i smutne, które cechują ludzi mądrych, doniosły głos, znamionujący ludzi odważnych czy też głęboka bruzda na czole, świadcząca o ciężarze odpowiedzialności, jaką przyjął na swoje barki. Od początku Traugutt przedstawiany jest jako bohatera narodowy, czy wręcz jako święty męczennik, który oddał życie za ojczyznę. Rysy jego biografii składają się niemal w schemat żywota świętego – opuszcza on żonę i dzieci, dokonuje wielkich czynów, graniczących niemal z cudownością (np. zwycięstwa w bitwach), a śmierć jego (o której w utworze się nie mówi, a jedynie wskazuje się, że nie zginął on w opisywanych walkach) stanowi ukoronowania wysiłków całego życia – ginie w służbie ojczyźnie. Przy tym wszystkim pozostaje on jednak również człowiekiem, gdyż opisu dopełniają takie szczegóły, jak czarnowłosa głowa czy uśmiech dziecka.

Porównując Traugutta do Leonidasa podkreśla Orzeszkowa heroiczność i tragizm jego działań. Obdarzony wybitnym zmysłem taktycznym przewidywał zapewne dalszy rozwój wypadków. Tym samym jego gest urasta tu do rangi symbolicznej. To, że mimo świadomości możliwej klęski podejmuje się on dowodzić ludźmi, którzy mu zaufali jest wyrazem głębokiej mądrości i poczucia odpowiedzialności. Nietrudno było przewidzieć możliwe konsekwencje odmowy – przede wszystkim załamanie się wiary w zwycięstwo i morale żołnierzy.

Zasługi i postawa Traugutta są ukazane maksymalnie hiperbolizująco, tzn. w sposób wyolbrzymiony. Nie wynika to jednak z prób zaciemniania faktów historycznych czy niewiedzy autorki (Orzeszkowa bardzo dobrze znała Traugutta), lecz jest świadomym zabiegiem artystycznym, mającym na celu głównie wpłynięcie na odbiorcę. Ma on zobaczyć dowódcę styczniowego takim, jakim pokazuje go autorka. Jest to fakt znamienny, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, iż pojawiały się również bardzo krytyczne interpretacje tego zrywu narodowowyzwoleńczego.

Wiatr - przedstawiony w spersonifikowanej postaci. Po długiej nieobecności wraca w znajome miejsca i pyta drzewa w lesie o wiadomości. W ten sposób słyszy historię powstańczego oddziału. Opłakuje tych, którzy polegli. Oddaje hołd ich postawie i roznosi po całym świecie płynące z niej przesłanie: gloria victis.

Dąb - jeden z narratorów opowieści. Relacjonuje historię przyjaźni Marysia, Jagmina i Anieli oraz dzieje powstańczego oddziału, w tym jego ostatnią bitwę.

Świerk - jeden z narratorów opowieści. Opowiada o potyczkach powstańców i życiu w obozie.

Brzoza - narrator w jednym z fragmentów opowieści; mówi o uczuciach, nadziejach i wątpliwościach bohaterów.

Liliowe dzwonki - rosną na mogile powstańców, opłakują ich śmierć. Opowiadają wiatrowi o tym, jak Aniela opłakiwała poległych i jak ustawiła na ich grobie krzyż.

Kalikst Radowicki - poseł poczty obywatelskiej; przynosi do obozu powstańców wiadomość o zbliżających się przeważających siłach wroga. Przekazuje Marysiowi list od Anieli.

- Maria Konopnicka Mendel Gdański

Mendel Gdański – charakterystyka bohatera

Główny i zarazem tytułowy bohater noweli Marii Konopnickiej jest postacią tragiczną, ponieważ w wyniku pogromu antysemitów umiera jego miłość do miasta, w którym się wychował.

Ten sześćdziesięciosiedmioletni Żyd od dwudziestu siedmiu lat prowadzi własny zakład introligatorski. Pracuje bardzo sumiennie i uczciwie, obkładając książki, z których potem uczą się polskie dzieci, modlą chrześcijanie. Oderwaniem od pracy i jedyną przyjemnością jest dla niego palenie fajki, dającej ukojenie dla zbolałego, starego kręgosłupa: „Kiedy mu duszność dech zapiera, a w zgiętym grzbiecie ból jakiś krzyże łamie, stary Mendel nakłada w małą fajeczkę tytoń z poczerniałego, związanego sznurkiem pęcherza i kurząc ją, wypoczywa chwilę. Tytoń, którego używa, nie jest zbyt wyborny, ale daje laki piękny, siny dymek i tak Mendlowi smakuje. Siny ten dymek ma i to jeszcze w sobie szczególnego, że widać w nim różne rzeczy oddalone i takie, które już dawno minęły”. Mieszka wraz z dziesięcioletnim wnukiem Jakubem w kamienicy przy jednej ze spokojniejszych warszawskich ulic.

Jego wygląd zdradza troski, jakie go spotkały w przeszłości: „Włosy jego są mocno siwe, a długa broda zupełnie biała. Pierś zaklęsła pod pikowanym kaftanem często zadychuje się wprawdzie, a grzbiet zgarbiony nigdy jakoś nie chce się rozprostować, ale tym nie ma się co trapić, póki nogi i oczy starczą, póki i w ręku siła jest”. Dorastał w biednej, lecz kochającej się żydowskiej rodzinie. Rodzice nauczyli go szacunku dla innego człowieka oraz obdarzyli miłością, którą przekazywał jedynemu wnukowi, swej jedynej radości. W Kubusiu widział odbicie ukochanej żony Resi (z którą byli małżeństwem przez trzydzieści lat) i jedynej córki Liji, która wcześnie wyszła za mąż, urodziła syna i umarła przy porodzie. To właśnie to dziecko było jego oparciem na stare lata, ponieważ sześciu synów wyjechało z Polski „za chlebem”: „rozbiegli jak te liście wichrem gnane, i dzieci synów tych, i smutki różne, i pociechy, i troski”.

Mendel bardzo kochał swego wnuka. Wpajał mu takie same wartości, jakie wyniósł z domu. Gdy Kuba przybiegł przerażony ze szkoły po tym, jak jakiś chuligan nazwał go „Żydem”, dziadek uzmysłowił mu łagodnie, że to w Warszawie, gdzie się urodził, jest jego miejsce: „- Nu, co to jest Żyd? Nu, jaki ty Żyd? Ty się w to miasto urodził, toś ty nie obcy, toś swój, tutejszy, to ty prawo masz kochać to miasto, póki ty uczciwie żyjesz. Ty się wstydzić nie masz, żeś Żyd. Jak ty się wstydzisz, żeś ty Żyd, jak ty się sam za podłego masz, dlatego żeś Żyd, nu, to jak ty możesz jakie dobro zrobić dla to miasto, gdzie ty się urodził, jak ty jego kochać możesz?... Nu?...”. Dumnie zakazał mu ponownej ucieczki przed wyrostkiem, mówiąc: „- Uczciwym Żydem być jest piękna rzecz! Ty to pamiętaj sobie!”. Dbał o wykształcenie chłopca, posyłając do dobrego gimnazjum i pilnując, by przykładał się do nauki.

Wychowywał wnuka w poszanowaniu dla kultury i tradycji żydowskiej, zachowując wszystkie obyczaje związane z obrzędami wiary. W piątki spożywał z wnukiem obiad składający się z ryby, makaronu i wypieczonej kaczki. Gdański stawiał wtedy na stole świecznik, zakładał czarny żupan, jarmułkę (okrągła, aksamitna czapeczka noszona głównie przez Żydów), buty z długimi cholewami, natomiast wnuczek przypinał sobie świeży kołnierzyk i czyste mankiety i obydwaj stawali przed zastawionym stołem. Mendel nakładał tałes (z hebrajskiego była to uroczysta szata w białe i czarne pasy, nakładana przez Żydów podczas modlitwy), brał do ręki modlitewnik i zaczynał śpiewać. Po błogosławieństwie dziadek i wnuk jedli szabasowy posiłek.

Czerpał dumę ze swego pochodzenia, co nie przeszkadzało mu czuć się prawdziwym Polakiem i pełnoprawnym mieszkańcem stolicy, warszawiakiem. Cieszył się szacunkiem sąsiadów, a nawet kleru, czego dowodem może być fakt, iż gdy pewnego razu podczas piątkowej modlitwy przechodził pod jego oknami ksiądz, który przelotnie spojrzał w okno - uchylił kapelusz z ukłonem, zobaczywszy modlącego się Żyda.

Znał dobrze zwyczaje mieszkańców swej kamienicy, których traktował jak członków rodziny (z wzajemnością): „Wie, kiedy zza którego węgła wyjrzy w dzień pogodny słońce; ile dzieci przebiegnie rankiem, drepcąc do ochronki, do szkoły; ile zwiędłych dziewcząt w ciemnych chustkach, z małymi blaszeczkami w ręku przejdzie po trzy, po cztery, do fabryki cygar na robotę; ile kobiet przystanie z koszami na starym, wytartym chodniku, pokazując sobie zakupione jarzyny, skarżąc się na drogość jaj, mięsa i masła; ilu wyrobników przecłapie środkiem bruku, ciężkim chodem nóg obutych w trepy, niosąc pod pachą węzełki, a w ręku cebrzyki, kielnie, liny. siekiery, piły. (...)On, może nawet nie patrząc w okno, samym uchem tylko rozpoznałby, czy Paweł, stróż, zamiata ulicę nową swoją, czy też starą miotłą”.

Miłość, jaką darzył Warszawę i jej mieszkańców, poczucie bezpieczeństwa i spokój jego i Kubusia burzą ataki antysemitów. Rozczarowanie postawą ludzi jest tym większe, że od urodzenia czuł się prawdziwym Polakiem, co podkreślał w rozmowie z zegarmistrzem. Wraz z innymi przeżywał przecież niewolę ojczyzny, której nie było na mapie: „Ale jak te ludzie do smutku się zejdą, tak się uni do płakania zejdą, nu, to już nie jest nic. To już ten jeden temu drugiemu bratem się zrobił, to już ich ten smutek jednym płaszczem nakrył. To ja panu dobrodziejowi powiem, co ja w to miasto więcej rzeczy widział do smutku niż do tańca i że ten płaszcz to bardzo duży jest. Ajaj, jaki un duży!... Un wszystkich nakrył, i ze Żydami też!”. Dzielnie odpierał zarzuty rozmówcy o chciwości żydowskiej nacji, przedstawiając argumenty o swej rzetelnej pracy i stale pustych kieszeniach, a na koniec rozmowy zapewnił, że nawet gdy dostanie od kogoś kamieniem – podniesie go bez lęku.

Nie chciał wierzyć w plotki rozsiewane w stolicy o nadchodzącym pogromie. Był przekonany, że rozwścieczonym napastnikom nie może chodzić o kogoś urodzonego na Starym Mieście w żółtej kamienicy, w której obecnie znajdowała się apteka. Tłumaczył decyzję o braku w oknie krzyża, który uchroniłby go przed atakiem antysemitów, słowami: „Ja się nie chcę wstydzić, co ja Żyd. Ja się nie chcę bać! Jak uny miłosierdzia w sobie nie mają, jak uny cudzej krzywdy chcą, nu, to uny nie są chrzescijany nu to uny i na ten krzyż nie będą pytali ani na ten obraz... Nu, to uny i nie ludzie są. To uny całkiem dzikie bestie są - A jak uny są ludzie, jak uny są chrześcijany, nu. to dla nich taka siwa głowa starego człowieka i takie dziecko niewinne też jak świętość będzie”.

W chwili, gdy jego wnuczek, który w Warszawie uczęszczał do szkoły i miał polskich kolegów, dostał kamieniem w głowę, w bohaterze umarła miłość do miasta, do „małej ojczyzny”.

Charakterystyka pozostałych bohaterów noweli „Mendel Gdański”

Jakub Gdański
Jakub jest dziesięcioletnim uczniem warszawskiego gimnazjum. Od urodzenie wychowuje go dziadek, ponieważ jego matka, najmłodsza córka Mendla – Lija - umiera przy porodzie (o ojcu nic nie wiadomo).

Chłopiec miał piwne oczy, długie, ciemne rzęsy, drobne usta, orli nos, wysokie czoło, ciemne włosy, przezroczystą cerę, uwypuklającą wątłość jego osoby. Często kaszlał i był bardzo osowiały, co można złożyć na karb dużej ilości nauki, która była u dziadka priorytetem: „Jest zmęczony lekcjami, ciężkim szynelem, siedzeniem w szkole, drogą, dźwiganiem tornistra; ma też dużo zadań na jutro. Powłóczy nogami chodząc, a nawet wtedy, kiedy się uśmiecha, piwne jego oczy patrzą z melancholią jakąś”. Starzec dbał także o zdrowie malucha. Martwiąc się, że ktoś tak delikatny mógłby ciężko zachorować, kupił mu ciepły płaszcz (szynelek).

Kubuś jest dla dziadka lustrem, w którym widzi swą zmarłą żonę Resię i ukochaną córkę Liję. Starzec pokładał w nim wszystkie nadzieje, wpajał szacunek dla innych, uczył tolerancji i dumy, wychowywał w myśl zasad asymilacji, posyłając chłopca do polskiej szkoły. Nie zabrakło w edukacji Jakuba informacji o jego żydowskich korzeniach i kultywowaniu tradycyjnych obrzędów. Chłopiec odmawiał razem z dziadkiem modlitwy, a co piątek spożywał z nim specjalny, szabasowy posiłek.

Gdy delikatny i wrażliwy bohater został zaatakowany przez chuligana, który zabrał mu czapkę i pogardliwie nazwał „Żydem”, od razu przybiegł do ukochanego dziadka po pomoc. Ten wytłumaczył mu, że to w Warszawie, gdzie urodził się chłopiec, jest jego miejsce: „- Nu, co to jest Żyd? Nu, jaki ty Żyd? Ty się w to miasto urodził, toś ty nie obcy, toś swój, tutejszy, to ty prawo masz kochać to miasto, póki ty uczciwie żyjesz. Ty się wstydzić nie masz, żeś Żyd. Jak ty się wstydzisz, żeś ty Żyd, jak ty się sam za podłego masz, dlatego żeś Żyd, nu, to jak ty możesz jakie dobro zrobić dla to miasto, gdzie ty się urodził, jak ty jego kochać możesz?... Nu?...”. Mimo nauk dziadka, chłopiec nie ma jeszcze na tyle ukształtowanej świadomości narodowej i nie jest tak odważny, by przeciwstawić się oprawcom, których najzwyczajniej się boi. 

Student
Jest sąsiadem Mendla z tej samej kamienicy, w której zajmuje pokoik na strychu. Nie mając pieniędzy, często pożycza od Gdańskiego łojówkę, którą ,,zaraz odda, tylko jeszcze z godzinkę popisze”. Nie wiemy, co studiuje ani gdzie.

Jego wygląd z początkowych stronnic noweli nie współgra z ujawnionym później bohaterstwem. Chudy, z nogami jak „cyrklowe nożyce”, o ospowatej twarzy, małych, burych oczach i długiej, cienkiej szyi nie przypomina późniejszego „Apolla”.

Student ostrzega bohatera przed atakami antysemitów, a gdy ten nie słucha i nie wyjeżdża z miasta, staje w obronie dziadka i wnuka. Opowiada się tym samym po stronie prześladowanych, choć przecież wygodniej i korzystniej byłoby, gdyby stanął po stronie rodaków. Nie ulega psychologii tłumu, nie staje wśród rozwścieczonych Polaków i nie przyczynia się do rany Kubusia. Przeciwnie, potrafi bronić swoich poglądów nawet w tak kryzysowej sytuacji, jak tłumna napaść.

W tej całej sytuacji utożsamia się z Mendlem i innymi Żydami, broniąc starego sąsiada: „Kiedy pierwsi z tłumu pod okno dopadli, znaleźli tam wszakże niespodziewaną przeszkodę w postaci chudego studenta z facjatki”. Wzburzenie spowodowało zmianę jego fizjonomii i zachowania: „Z wzburzoną czupryną, w rozpiętym mundurze stał on pod oknem Żyda. Rozkrzyżował ręce zacisnąwszy pięści i rozstawiwszy nogi jak otwarty cyrkiel. Był tak wysoki, że zasłaniał sobą okno niemal w połowie. Gniew, wstyd, wzgarda, litość wstrząsały jego odkrytą piersią i płomieniami szły po jego czarnej, ospowatej twarzy. - Wara mi od tego Żyda! - warknął jak brytan na pierwszych, którzy nadbiegli”.

Trzęsąc się wołał, żeby rzucać w niego. W końcu wzruszenie i emocje wzięły górę i z oczu studenta popłynęły łzy: „Z małych jego burych oczu iskry sypać się zdawały”. Narrator czyni uwagę: „Był w tej chwili pięknym jak Apollo...”, czym daje do zrozumienia, że piękność duchowa ujawnia się na zewnątrz. Swą odwagę i determinacją uratował być może i życie Gdańskich.

Zegarmistrz
Jest jednym z klientów i znajomych Mendla. To właśnie on w chłodny sposób uświadamia Mendla, gdzie jest jego „miejsce”. Gdy przychodzi poinformować długoletniego znajomego o planowanym pogromie, wygłasza szereg stereotypowych poglądów na temat Żydów. Ze jego ust padają zdania:
· „każdy Żyd ma swoje wykręty”,
· „Żyd zawsze Żydem!”,
· „Gada się to tak i owak, ale każdy Żyd, byle pieniądze miał...”
· „Was, Żydów, lęgnie; się jak tej szarańczy, a zawsze to żywioł cudzy...”.

Konopnicka w osobie narratora odniosła się do tej postaci w sposób negatywny. Zegarmistrz jest nosicielem takich cech, jak głupota, ignorancja, tępota. W rozmowie z Gdańskim czuje się kimś lepszym i stara się to uświadomić staremu Żydowi patetycznym tonem i szyderczym uśmiechem. Często milczy, przewraca oczami, a narrator używa takich zwrotów w jego opisie: „tłusty zegarmistrz”, „rzekł patetycznie zegarmistrz”, „- Pan dobrodziej na zabawy chodzi? Pan dobrodziej na tańce bywa? Gruby zegarmistrz skinął głową i zakołysał się na stole, brzęcząc dewizka. Pochlebiało mu to, że introligator uważa go za człowieka światowego i mogącego jeszcze zabawiać się tańcami. Żyd gorejącymi oczami patrzył w jego twarz płaską, ozdobioną szerokim. mięsistym nosem”, „rzekł zegarmistrz tonem wyższości”, „zawołał triumfalnie zegarmistrz podnosząc tłusty podbródek i muskając się po nim”, „rozśmiał się impertynencko zegarmistrz”, „Zegarmistrz, zbity nieco z tropu poprzednimi wywodami Żyda, natychmiast uczynił swoją przewagę”, „Zegarmistrz patrzył obojętnie, bawiąc się dewizką i kiwając nogą w trzewiku. Uważał jednak, że ta postawa Żyda jest wobec niego niewłaściwą i śmieszną”.

- Bolesław Prus Kamizelka

Narrator

Narrator, aktualny posiadacz kamizelki – jest jednym z lokatorów warszawskiej, czynszowej kamienicy. Charakteryzuje go swoisty „pociąg do zbierania osobliwości”. Do galerii eksponatów należy dramat napisany w czasach gimnazjum, suszone kwiaty i „chora kamizelczyzna”. Zgromadzone przedmioty wskazują wyraźnie na sentymentalne usposobienie narratora, który z faktograficzną dokładnością rejestruje historię życia małżeństwa obserwowanego przez okno. Wydaje się, że osoba opowiadająca żyje samotnie. Kamizelka jako swoista cząstka miłości innych ludzi (urzędnika i jego żony) staje się namiastką własnych wspomnień, których najprawdopodobniej zabrakło w jego życiu. Z tego też powodu jest on szczególnie wrażliwy na uczuciowość innych. Narrator – bohater jest obserwatorem zdarzeń i „dopełniaczem braków” (określenie Bobrowskiej), czyli kreatorem nowej rzeczywistości . (Więcej na jego temat → patrz narracja)

Urzędnik i jego żona

Urzędnik i jego żona – „Byli to ludzie młodzi, ani ładni ani brzydcy, w ogóle spokojni”. Wiedli swe skromne życie w atmosferze miłości. Radość ich życia stanowiły wspólne rozmowy i spacery po Warszawie. Byli biedni, ale dzięki wzajemnemu wsparciu „utrzymywali duchową równowagę”. Dla dopełnienia charakterystyki tych dwojga istotny wydaje się być fakt, iż nie zostali oni zidentyfikowani jako konkretne jednostki – z imieniem i nazwiskiem. Narrator używa wyłącznie określeń „pan” i „pani”. Otwiera to perspektywę interpretacyjną, pozwalającą sądzić, iż mają oni stanowić „typy” ludzkie, a nie konkretne osoby.

Bohaterem opowieści snutej przez narratora jest młody urzędnik niskiego szczebla. Jest przedstawicielem ubogiej warstwy społeczeństwa mieszczańskiego, które musi długą i ciężką pracą zarabiać na utrzymanie. Narrator przypomina sobie, że wielokrotnie widział go siedzącego nad papierami do później nocy. Zachowanie to wskazuje na takie cechy jego charakteru, jak: pracowitość, sumienność, dbałość o pracę i rodzinę. Dodatkowo narrator podkreśla również łagodne i raczej optymistyczne, mimo licznych przeciwności życiowych, usposobienie. Urzędnik w kontaktach z innymi pracownikami (zwłaszcza wyższymi od niego) odznacza się dużą nieśmiałością.

„Pan” jest wzorowym mężem. Bardzo kochał swoją małżonkę i spędzał z nią każdą wolną chwilę. Dba ponadto o to, aby choć raz w tygodniu rozpieścić ją niedzielnym spacerem i obiadem na mieście. W stosunku do żony cały czas wykazuje się dużą troskliwością i czułością. Najpełniej uwidacznia się to w czasie choroby. Jego „wcale tęga budowa” drastycznie się zmieniła, a niemym świadkiem postępującej choroby była kamizelka. Chcąc oszczędzić żonie zmartwień każdego dnia ściągał sprzączkę, by przekonać ją o powracającym zdrowiu. Pewnego dnia zauważył jednak, że kamizelka faktycznie zrobiła się za ciasna, poinformował o tym żonę i przyznał się do kłamstwa, którego dopuścił się w imię miłości. O sile uczucia świadczy pełnia zaufania, jaką obdarza on żonę. To wierzy niemal bezgranicznie w jej zapewnienia, że uda mu się wyzdrowieć.

Żona urzędnika na przestrzeni całego utworu funkcjonuje bezimiennie, jako „pani”. Wraz z mężem pracuje na utrzymanie domu – szyje oraz udziela lekcji. Ukazana jest tu jako niezwykle silna kobieta, heroicznie walcząca o życie męża. Przejawia się to w działaniach praktycznych, takich jak przejęcie na siebie obowiązku utrzymania domu, jak też w podtrzymywaniu nadziei męża na wyzdrowienie. To ona w czasie przesilenia psychicznego i wystąpienia dramatycznych myśli o śmierci u chorego dzielnie znosi ten atak nerwicy i swoim spokojem emanuje na męża tak, że i on wkrótce się uspokaja.

Pani jest przywiązana do męża równie mocno, jak on do niej. Podczas próby ich miłości, jaką stanowiła choroba, co dzień, podobnie jak mąż, skracała paski przy jego kamizelce, by myślał, że zdrowieje. Nic zatem dziwnego, że wspomniany fragment garderoby jest dla niej bardzo cenny – decyduje się go sprzedać dopiero wówczas, gdy nie ma już niczego innego.

- Henryk Sienkiewicz Potop

Bohaterowie fikcyjni (lub historyczni, acz niewymieniani we współczesnych podręcznikach) w ujęciu alfabetycznym: Akbah-Ułan, Aleksandra Billewiczówna, Andrzej Kmicic / Babinicz, Anusia Borzobohata-Krasieńska, Bogusław Leszczyński, Charłamp, Chudzyński, Dowgird, Gabriel Wajmiłłowicz, Glowbicz, Gosiewski, Harasimowicz, Helena Skrzetuska, Herakliusz Billewicz, Hlebowicz, Jan Onufry Zagłoba, Jan Skrzetuski, Jan Wielkopolski, Jerzy Michał Wołodyjowski, Kiemlicze, Kompani Kmicica (Jaromir Kokosiński, Ranicki, Rekuć-Leliwa, Uhlik, Kulwiec- Hippocentaurus, Zend), Konstanty Lubomirski, Korf, Krzysztoporski, Kuklinowski, Ługowski, Łuszczewski, Pospolite ruszenie (Stanisław Dębiński, Władysław Wostowski, Golc, Stanisław Skrzetuski, Kacper Żychliński, Stanisław Jaraczewski, Piotr Skoraczewski, Kwilecki, Andrzej, Piotr Opaliński, Jakub Rozdrażewski, Sędziwój Czarnkowski, Stanisław Pogorzelski, Maksymilian Miastkowski, Paweł Gębicki), Roch Kowalski, Rzędzian, Sakowicz, Soroka, Stabrawski, Stanisław Skrzetuski, Śladkowski, Tomasz Billewicz, uczestnicy obrony klasztoru (Różyc-Zamoyski, Okielnicki, Piotr Czarniecki, Sadowski), Żeromski.

Bohaterowie historyczni w ujęciu alfabetycznym: Andrzej Grudziński, Arwid Wittenberg, Augustyn Kordecki, Bogusław Radziwiłł, Burchard Miller, Gryzelda Wiśniowiecka, Hieronim Radziejowski, Jan Kazimierz, Janusz Radziwiłł, Jan Zamoyski, Jerzy Lubomirski, Karol X Gustaw, Krzysztof Opaliński, Maria Ludwika, Michał Kazimierz Radziwiłł, Michał Korybut Wiśniowiecki, Paweł Sapieha, Stefan Czarniecki, szlachta laudańska (Pakosz Gasztowt z Pacunelów, Kasjan Butrym, Józwa Butrym),Weyhard Wrzeszczowicz.

Bohaterowie pierwszoplanowi w ujęciu alfabetycznym: Aleksandra Billewiczówna, Andrzej Kmicic/Babinicz, Bogusław Radziwiłł, Jan Kazimierz, Jan Onufry Zagłoba, Jan Skrzetuski, Janusz Radziwiłł, Jerzy Michał Wołodyjowski, Kiemlicze, Paweł Sapieha, Stefan Czarniecki.

Bohaterowie drugoplanowi w ujęciu alfabetycznym: Akbah-Ułan, Anusia Borzobohata-Krasieńska, Augustyn Kordecki, Arwid Wittenberg, Bogusław Leszczyński, Burchard Miller, Charłamp, Helena Skrzetuska, Jan Zamoyski, Jerzy Lubomirski, Kuklinowski, Roch Kowalski, Rzędzian, Soroka, Stanisław Skrzetuski, Szlachta laudańska (Pakosz Gasztowt z Pacunelów, Kasjan Butrym, Józwa Butrym), Tomasz Billewicz.

Bohaterowie epizodyczni w ujęciu alfabetycznym: Chudzyński, Dowgird, Gabriel Wajmiłłowicz, Glowbicz, Gosiewski, Gryzelda Wiśniowiecka, Harasimowicz, Herakliusz Billewicz, Hieronim Radziejowski, Hlebowicz, Jan Wielkopolski, Kompani Kmicica (Jaromir Kokosiński, Ranicki, Rekuć-Leliwa, Uhlik, Kulwiec-Hippocentaurus, Zend), Konstanty Lubomirski, Korf, Krzysztoporski, Ługowski, Łuszczewski, Michał Wiśniowiecki, Pospolite ruszenie (Stanisław Dębiński, Władysław Wostowski, Golc, Stanisław Skrzetuski, Kacper Żychliński, Stanisław Jaraczewski, Piotr Skoraczewski, Kwilecki, Andrzej Grudziński, Krzysztof Opaliński, Piotr Opaliński, Jakub Rozdrażewski, Sędziwój Czarnkowski, Stanisław Pogorzelski, Maksymilian Miastkowski, Paweł Gębicki), Sakowicz, Stabrawski, Uczestnicy obrony klasztoru (Różyc-Zamoyski, Okielnicki, Piotr Czarniecki, Sadowski), Wrzeszczowicz, Znikis, Żeromski, Maria Ludwika, Michał Kazimierz Radziwiłł.

Andrzej Kmicic - główny bohater powieści, młody, bardzo przystojny, wesoły, odważny szlachcic-zawadiaka. Jest przede wszystkim żołnierzem, ale skory jest także do romantycznych porywów (kulig). W trakcie trwania akcji bohater przeżywa głęboką przemianę wewnętrzną. Ze szlacheckiego warchoła, zabijaki, który jako ostatecznego argumentu dla przeforsowania swoich racji używał siły, staje się szlachetnym, honorowym patriotą, gotowym poświęcić życie dla ojczyzny. Wcześniej był awanturnikiem, z powodu intryg Janusza Radziwiłła został zdrajcą, posądzano go nawet o to, że zamierza targnąć się na życie Jana Kazimierza. Teraz naraża się w obronie króla. W jego życiu znaczną rolę odgrywa religia. Dla Sienkiewicza katolicyzm jest atrybutem polskości. Dlatego bohater rozpoczyna swą ekspiacyjną drogę (drogę nawrócenia) spowiedzią u księdza Kordeckiego i aktywnym udziałem w obronie Jasnej Góry.

Kmicic został w powieści naznaczony najstraszliwszym z piętn - piętnem zdrajcy, dlatego zmazanie go będzie trwało do końca powieści. Pod nazwiskiem Babinicz Kmicic walczy ze Szwedami, udaremnia zdrady i zasadzki, bije się wszędzie tam, gdzie sytuacja zdaje się być beznadziejna. Jednocześnie przez cały czas bohater pozostaje wierny Oleńce, co prawda na pierwszym miejscu stawia dobro ojczyzny, ale zawsze ma przed oczami ukochaną. Wypełnia zresztą jej warunek: stara się swoim działaniem sprawić, żeby ludzie, których skrzywdził, wybaczyli mu.

Kmicic to bohater, który niemal od początku powieści dysponuje samymi zaletami. Jest odważny, stać go na gesty pełne brawury i fantazji, pewny siebie, honorowy, kocha szczerze, jest wierny. Jego wady w tym okresie to buta, duma, nieliczenie się z innymi, warcholstwo, pieniactwo, prywata. Jednak w obliczu zagrożenia kraju, kiedy trzeba podjąć ostateczną decyzję czy jest się za, czy przeciw Szwedom, bohater wybiera właściwą drogę. I choć Radziwiłł go oszukuje, panu Andrzejowi udaje się stanąć po właściwej stronie, walczyć i pozbyć się oskarżeń o zdradę. Ujawnia się przy okazji jego uczciwość i wierność raz złożonej przysiędze - nie zdradza Radziwiłła, mimo, że magnat daje dowody poparcia dla Karola Gustawa. Jest bezwzględny wobec zdrajców ojczyzny (Kuklinowski), wierny wobec przyjaciół. Potrafi uznać czyjąś wyższość, np. Wołodyjowskiego, docenia zalety “małego rycerza”, staje z nim do walki, ale umie uznać się za pokonanego, w końcu ci dwaj bohaterowie zostają serdecznymi przyjaciółmi.

Główną postacią męską powieści historycznej Henryka Sienkiewicza jest Andrzej Kmicic. Nazywany jest często bohaterem dynamicznym. Dzieje się tak za sprawą zmian, które w nim zachodzą podczas wydarzeń Potopu.

Choć niewiele osób wie, bohater ten jest postacią historyczną - niestety bardzo mało znaną. Sienkiewicz znalazł o nim w źródłach tylko dwie krótkie wzmianki. Pierwsza pochodziła z Pamiętników Jana Chryzostoma Paska. Podają one, że w 1658 roku pułkownik Kmicic - „żołnierz dobry” - służył w wojsku litewskim pod Pawłem Sapiehą i dostał się do niewoli rosyjskiej po tym, jak dowódca wyprawił go na podjazd przeciw Chowańskiemu w okolice Szkłowa. Na szczęście z rąk Moskali wydobył go Czarniecki. Z kolei imię Kmicica poznajemy w krótkim ustępie Przywilejów i konstytucji za panowania Jego Królewskiej Mości Michała I roku Pańskiego 1670, ponieważ w tym roku trybunał litewski uchylił zaoczny wyrok sądowy z chorążego orszańskiego, Samuela Kmicica.

Sienkiewicz wzbogacił życiorys bohatera historycznego o wątek miłości do szlachcianki Oleńki Billewiczówny, służbę u księcia Janusza Radziwiłła czy rozsadzenie kolubryny podczas obrony Jasnej Góry. Z czynów innych postaci historycznych przypisał zaś Kmicicowi pomysł nieudanego porwania Bogusława (podstarości zebrzydowski Zarzecki porwał szwedzkiego dowódcę zamku w Lanckoronie pod pozorem wypróbowania podarowanego mu konia), czy niektóre bohaterskie czyny Piotra Czarnieckiego w czasie obrony Jasnej Góry opowiedziane w Nowej gigantomachii. Z biografii Paska z kolei Sienkiewicz zaczerpnął oskarżenie o zdradę, pozyskanie względów króla Jana Kazimierza, ostre starcie z senatorami.

W momencie poznania Kmicica, jest on młodym chorążym orszańskim. Jego wygląd opisuje cytat, z którego „widzimy” Andrzeja oczami panny Oleńki: „Oczy panny Aleksandry spoczęły błyskawicą na twarzy Kmicica, a potem znów wbiły się w ziemię; przez ten czas jednak zdołała panienka dojrzeć płową jak żyto, mocno podgoloną czuprynę, smagłą cerę, siwe oczy bystro przed się patrzące, ciemny wąs i twarz młodą, orlikowatą, a wesołą i junacką”.

Smukły, wysoki, bogato ubrany młodzieniec powodował szybsze bicie serca u wszystkich kobiet. Uroda i maska zuchwałego i dumnego kawalera traciła jednak na wartości w miarę rozwoju akcji. Bohater nie potrafił pozostać obojętny na wszystkie przygody, w których uczestniczył, a każda odniesiona w bitwie rana, każda rozpuszczona plotka na jego temat pozostawiała ślad na jego twarzy i posturze. Po pojedynku z Wołodyjowskim została mu na głowie głęboka blizna, po nieudanym porwaniu księcia Bogusława Radziwiłła i postrzale z jego rąk - ślad na policzku. W końcowej scenie powieści Kmicic w niczym już nie przypomina tego przystojnego, krzepkiego zawadiaki z pierwszych rozdziałów: „Tak, to był on, pan Andrzej Kmicic, chorąży orszański. I leżał na wznak na wozie; głowę miał obwiniętą w chusty, ale przy czerwonym blasku miesiąca widać było doskonale jego twarz białą i spokojną, jakby z marmuru wykutą lub zlodowaciałą pod tchnieniem śmierci. Oczy miał głęboko zapadłe i zamknięte, życie nie zdradzało się w nim najmniejszym ruchem”. Wraz ze zmianą wyglądu w bohaterze zaszły również zmiany charakteru i stosunku do życia.

Na początku powieści Kmicic jest wesołym, gwałtownym, porywczym awanturnikiem o bujnym temperamencie, skłonnym do „bitki i wypitki”, nieliczącym się z prawem: „(…) był sam swawolnikiem, w którym dusza kipiała ustawicznie”. Jak się jednak okazało, był szczery, zdolny do szlachetnych odruchów serca i do wielkiej miłości. Wśród społeczności XVII wiecznej zyskał opinię „hulaki”. Czy możliwe jednak było, by człowiek wychowany w potyczkach pogranicznych zachowywał się jak wzorowy młodzieniec? Ten potomek zubożałego rodu szlacheckiego przez całe swawolne życie ryzykował, a za winy nigdy nie ponosił kary. Dorastał w przekonaniu, że najważniejszymi wartościami są odwaga i siła: „Każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej; kto jeno ma szablę w garści i lada jaką partię potrafi założyć. Co mi uczynią? Kogo ja się boję?”. Potrafił zapomnieć się w zabawie ze sprowadzającymi go na „złą drogę” towarzyszami broni, czego dał dowód podczas nocy pełnej rozpusty, alkoholu i strzelaniny do portretów przodków Billewiczów w Lubiczu. Właśnie przez postępowanie w wymienionym majątku (który otrzymał od Herakliusza, wraz z ręką Oleńki), Upicie i spalonych w rewanżu za wymordowanie kompanów Wołmonowiczach popadł w konflikt ze szlachtą laudańską, pogrążył swe dobre imię, wsławione w boju.

Bohaterem kierowała najpierw niepohamowana chęć zemsty. To właśnie żądza pomszczenia towarzyszy doprowadziła, że stał się ludobójcą i stracił szansę na małżeństwo z ukochaną panną. Zasady, którymi się kierował, sprowadzały się do kilku podstawowych punktów. Po pierwsze, śmierć należało pomścić bez względu na przyczynę i konsekwencję, po drugie: należało zdobyć to, czego się pragnie. Kawaler nie cofnął się przed porwaniem Oleńki, czym jeszcze bardziej zniechęcił ją do swej osoby.

Kmicic jest walecznym i odważnym obrońcą ojczyzny. Nie zraziwszy się nadchodzącą klęską, nie przestawał walczyć w imię Rzeczypospolitej, ponieważ w bitwie czuł się jak w swym żywiole. Pole walki było jego naturalnym środowiskiem, a jedynym celem zwycięstwo. Gotów był wielokrotnie oddać swe życie za wolność ojczyzny, co widzimy na przykład podczas bohaterskiego wysadzenia kolumbryny podczas obrony klasztoru w Częstochowie: „Kmicic nie tylko był człowiek odważny, lecz i zuchwały. Myśl rozsadzenia olbrzymiej kolumbryny radowała do głębi jego duszę, nie tylko jako bohaterstwo, nie tylko jako niepożyta dla oblężonych przysługa, ale jako okrutna psota wyrządzona Szwedom. Wyobrażał sobie: jak się przerażą, jak Miller będzie zębami zgrzytał, jak będzie poglądał w niemocy na owe mury, i chwilami śmiech pusty go brał. I jak sam poprzednio mówił: nie doznawał żadnej rzewliwości ni strachów, ni niepokojów, ani mu do głowy nie przychodziło na jak straszne sam naraża się niebezpieczeństwo. Szedł tak, jak idzie żak do cudzego ogrodu szkodę w jabłkach czynić. Przypomniały mu się dawne czasy, kiedy to Chowańskiego podchodził i nocami wkradał się do trzydziestotysięcznego obozu w dwieście takich jak sam zabijaków”. Dzięki posiadaniu takich cech, jak umiejętność posługiwania się szablą (pobierał lekcje u Wołodyjowskiego), doskonała jazda na koniu, jak również „szaleńcza odwaga”, niepohamowanie w boju Kmicic wielokrotnie ratował życie towarzyszom walki czy po prostu atakowanym przez wroga.

Andrzej był prawdziwym bohaterem, lecz Sienkiewicz nie chciał, by był bohaterem statycznym, jednolitym, jednowymiarowym. Dlatego też postać zostaje wplątana w intrygę zdrajców Radziwiłłów, którym bezgranicznie ufał. Za popełnione przez nich błędy płacił przez resztę powieści. Droga, którą przeszedł od pamiętnej nocy w Kiejdanach była wyboista i usłana raczej kolcami, niż różami. Poznając swą pomyłkę, odczuwał rozterki wewnętrzne: „Oto pragnę obmyć się z grzechów moich, nowy żywot rozpocząć i ojczyźnie poczciwie służyć, ale nie wiem jak, bom głupi”.

Powodów „wyjścia z twarzą” z oskarżenia o zdradę było kilka. Po pierwsze, Kmicic nigdy się nie poddał, nie zwątpił w Opatrzność Boską, pod opiekę której skierował się po odkryciu spisku. Gdy zdał sobie sprawę, że nie będzie mógł odkupić win pod zhańbionym nazwiskiem – walczył pod przybranym. Od chwili „zamiany” w Babinicza w Andrzeju zaczęły zachodzić poważniejsze zmiany. Poświęcając życie ojczyźnie, rezygnując z osobistego szczęścia, domu, chorąży okazuje się być człowiekiem pobożnym, sprawiedliwym, wiernym. W najcięższych momentach walki ze Szwedami zawsze znajdował wyjście z opresji, nigdy nie stracił wiary w zwycięstwo, w słuszność ciągłych bitew, rozbijania podjazdów, pościgów. Udało mu się miedzy innymi ostrzec wojska konfederackie przed niebezpieczeństwem grożącym im ze strony Radziwiłła, ocalić starostę Łuszczewskiego, ostrzec księdza Kordeckiego, wziąć udział w obronie Jasnej Góry, ochronić króla Jana Kazimierza w Tatrach, walczyć ze Szwedami na czele oddziału Tatarów, ocalić Wołmontowicze (zadośćuczynienie) czy uczestniczyć w wojnie z wojskami Rakoczego.

Wszystko, co czynił, było spowodowane chęcią odzyskania dobrego imienia. Nie chodziło mu jednak tak o opinie żołnierzy, szlachty laudańskiej czy społeczeństwa, jak o stosunek Oleńki. Pokochał tę pannę od pierwszej chwili, gdy tylko ujrzał ją w izbie czeladnej w Wodoktach. Od tego spotkania cały jego światopogląd uległ zmianie. Gdy panna zarzuciła mu, że jest pod złym wpływem kompanów („Bo nie pójdę za człowieka, na którym ciążą łzy ludzkie i krew ludzka, którego palcami wytykają, banitem, rozbójnikiem zowią i za zdrajcę mają”), gotowy był zerwać z nimi wszelkie kontakty, by tylko powrócić do jej łask. Gdy z kolei nazwała go podczas uczty w Kiejdanach „Zdrajcą!”, przekonanie jej o nieświadomości swej winy nie było już takie łatwe. Stanowiło to jednak motor jego działania.

Prócz zdania Billewiczówny, liczył się także z radami udzielanymi przez Wołodyjowskiego. Gdy towarzysz broni postawił mu za wzór postępowania pana Jana Skrzetuskiego, Andrzej zaczął baczniej analizować swe życie i charakter. W końcu przyznał „małemu rycerzowi” rację.

Kluczowe znaczenie dla przemiany bohatera miała scena, w której dostaje przez przypadek list z wiadomością o miejscu pobytu Oleńki. Choć w pierwszej chwili chciał sprzeciwić się rozkazom dowódców, wzywających go do dalszej walki ze Szwedami i jechać do ukochanej, to jednak udaje mu się pokonać stare złe nawyki. Postawiwszy sobie nowe priorytety, Kmicic ruszył do dalszej walki i dzięki temu odniósł wielkie „zwycięstwo nad sobą”.

Kolejną ważną przyczyną przemiany bohatera było skierowanie się w stronę religii i oddanie swego losu w ręce Boga. W intymnych modlitwach-rozmowach mówił: „Ty się, Panie, nie dziwuj, że mi żal, bom był w wilię szczęśliwości mojej. Ale niech już tak będzie, jak Ty rozporządzisz! (…) Niechże mi wszystko będzie policzone za to, żem księcia Bogusława oszczędził, nad czym płakała ojczyzna. Widzisz tera, Panie, że to była ostatnia moja prywata. Już więcej nie będę, Ojcze miłościwy”.

Kmicic posiadał cechę charakteru, która wzbudzała w jego ukochanej szacunek. Zdawało się, że nie zna strachu przed śmiercią, że w każdej chwili jest na spotkanie z przeznaczeniem. Gdy w pojedynku z panem Wołodyjowskim zdaje sobie sprawę, że nie dorównuje umiejętnościami przeciwnikowi, woli śmierć, niż dalsze poniżanie się przed obserwatorami i Michałem. Innym przykładem jest scena w Billewiczach. Choć za kilka chwili miał zostać rozstrzelany, nie powiedział o listach Radziwiłła, które mogłyby mu ocalić życie. Jego postawa była raczej dowodem na to, iż pragnie śmierci. Wszystko jednak tłumaczy kolejna cecha Andrzeja – duma. Bohater nie tłumaczył się z powodów służby u Radziwiłłów, nie wyjaśnił, że został podstępnie zmuszony do przysięgi wierności na najświętszy dla niego symbol, czyli krzyż. Wolał umrzeć jako zdrajca, niż żyć jak tchórz.

Idealnego dowódcę czyniły z tego niepokornego buntownika pewność siebie i poczucie godności. Ogromną rolę odegrał tu również fakt, iż jako przełożony był sprawiedliwy, potrafił docenił odwagę, był gotów zasłonić swoim ciałem rycerza czy kalać się przez Radziwiłłem, by uwolnił wachmistrza Sorokę. Podwładni szanowali Kmicica i byli posłuszni jego decyzjom. Udało mu się nawet wzbudzić respekt w szeregach rozjuszonej ordy tatarskiej. 

Prócz wzorowego pełnienia funkcji dowódcy, Andrzej zasłużył sobie również na miano wiernego, oddanego przyjaciela. Aby pomścić swą kompanię, wymordowaną przez Butrymów i resztę szlachty laudańskiej, zamordował wielu mieszkańców Wołmontowicz, paląc na koniec wieś.

Andrzej Kmicic jest bohaterem pozytywnym. Choć nazywany przez większość powieści zdrajcą, „człowiekiem Radziwiłłów”, mordercą, to jednak stara się naprawić wyrządzone krzywdy. Zamiast tłumaczyć się, działał. W swych decyzjach zawsze kierował się szczerością i wiernością wyznawanym zasadom, wśród których na pierwsze miejsce wysuwały się patriotyzm, honor, gotowość oddania życia za ojczyznę, przyjaciół i podwładnych czy miłość do Oleńki Billewiczówny. Bohater przeszedł w powieść prawdziwą przemianę – zarówno wyglądu, jak i poglądów.

Dzieje Kmicica to przejście przez kolejne etapy przemiany: od awanturnika, poprzez nieświadomą zdradę, do prawego, wiernego królowi i ojczyźnie bojownika o wolność swego narodu, gotowego postawić obowiązek służby dla kraju ponad głos serca. „Zmazanie win” musi być absolutnie pewne, stąd ekspiacja pana Andrzeja trwa do końca powieści, czyli do momentu gdy: „(…) w rejestrze niebieskim, w którym zapisują dobre i złe uczynki ludzkie, przemazano w tej chwili wszystkie winy, bo to był człowiek zupełnie poprawiony”. Istotę przemiany najtrafniej oddają słowa króla Jana Kazimierza, skierowane w liście do Wołodyjowskiego: „- Boś znał wielkiego żołnierza, ale swawolnika i radziwiłłowskiego w zdradzie socjusza... A tu stoi Hektor częstochowski, któremu Jasna Góra po księdzu Kordeckim najwięcej zawdzięcza, tu stoi obrońca ojczyzny i sługa mój wierny, który mnie własną piersią zastawił i życie mi ocalił, gdym w wąwozach, jako między stado wilków, dostał się między Szwedów. Taki to ów nowy Kmicic... Poznajże go i pokochaj, bo wart tego!”.

Oleńka Billewiczówna - wnuczka Herakliusza Billewicza, zobowiązana przez niego do wyjścia za Andrzeja Kmicica lub zostania zakonnicą. To młoda, piękna i odważna dziewczyna. Zakochuje się w Kmicicu od pierwszego wejrzenia, ale ma na tyle godności i dumy, by odprawić jego kompanów, a samemu Andrzejowi powiedzieć, co sądzi o jego hulaszczym trybie życia. W głębi duszy usprawiedliwia ukochanego, oficjalnie jednak stawia warunek: przebaczy Kmicicowi, jeśli jemu wybaczą ci, których skrzywdził. Jest uczciwa, szczera i stała w uczuciach. Konsekwentnie odrzuca zaloty Bogusława Radziwiłła.

Główną żeńską postacią powieści Henryka Sienkiewicza jest Aleksandra Billewiczówna. Nazywana jest często uosobieniem polskiej szlachcianki, posiadaczką najznakomitszych przymiotów i nonkonformistką. Dzieje się tak za sprawą wydarzeń, które mają miejsce podczas akcji Potopu.

Bohaterka jest wnuczką Herakliusza Billewicza - pułkownika lekkiego znaku i podkomorzego upickiego, ale przede wszystkim patriarchy rodu Billewiczów wywodzącego się od Mendoga. Wolą zmarłego dziadka miała zostać żoną Andrzeja Kmicica lub powiększyć grono zakonnic w najbliższym klasztorze. W naturze dziewczyny – skromnej i posłusznej względem rodziny – nie leżał sprzeciw i bunt, toteż zamierzała spełnić ostatnie życzenie kochanego dziadka.

O wyglądzie zewnętrznym panienki wiemy dosyć sporo (w porównaniu do innych bohaterów, ponieważ Sienkiewicz nie lubił się rozwodzić nad tą kwestią). Oleńka była piękną i dumną dziewczyną o płowych włosach, bladej cerze i delikatnych rysach twarzy. Aura, jaka otaczała tę postać, przypominającą anioła, sprawiała, że bohaterka w każdym napotkanym człowieku wzbudzała szacunek i podziw: „Miała piękność białego kwiatu, żałobna suknia dodawał jej powagi”. Wystarczy tu chociażby wspomnieć księcia Bogusława Radziwiłła, który – choć marzył o namiętnej nocy z Oleńką – nie posunął się do wymuszenia uległości otwartą przemocą. Kompani Kmicica wyjęci spod prawa, zabawiający się z przygodnymi dziewkami, byli zachwyceni poważną i wyniosłą narzeczoną swego dowódcy: „Oczy jej miały barwę chabru, czarna brew nad nimi odbijała od białego czoła jak heban, a płowy włos lśnił się jakby korona na głowie królowej. I patrzyła śmiało, oczu nie spuszczając, jako pani w swoim domu gości przyjmująca, z jasną twarzą, odbijającą jeszcze jaśniej od czarnej jubki obramowanej gronostajami. Tak poważnej i wyniosłej panny nie widzieli jeszcze ci wojakowie, przywykli do innego pokroju niewiast, toteż stali szeregiem, jakoby na popisie chorągwi, i szurając nogami, kłaniali się także szeregiem”. Sienkiewicz wyposażył swą bohaterkę w to „coś”, dzięki czemu trzymała nawet największych przeciwników czy złoczyńców na dystans. Cała jej postawa, wygląd twarzy, gesty sprawiały, że budziła w ludziach respekt, a nie pozbawione kultury zachowania. Wszystko to doskonale widać w Taurogach, gdzie Oleńka przebywała wraz z Anusią Borzobohatą-Krasieńską, a była traktowana przez żołnierzy i służbę bardziej godnie, jakby ze strachem, że zasłużą na lodowate spojrzenie jej pięknych oczu.

Jak twierdzili przyjaciele i znawcy twórczości autora Trylogii, Aleksandra Billewiczówna jest ulubioną postacią Henryka Sienkiewicza. Cenił w niej niezmienność charakteru, nieugiętość, bezkompromisowość. Przeciwnicy zarzucają bohaterce, że jest „niemalże kryształowa”. Cóż, prawda leży - jak zawsze - pośrodku. Billewiczówna siłę i pewność siebie czerpała z wpojonego jej przekonania o tym, iż jest osobą niezwykłą, że w każdej sytuacji musi się szanować, dopiero wówczas tym uczuciem będą obdarzać ją inni. Dziadek wychował ją na osobą broniąca swych racji, potrafiącą walczyć o „swoje”. Przykład takiej postawy obserwujemy, gdy wygania towarzyszy Kmicica po tym, jak Znikis opowiedział jej o ich niegodnych zachowaniu w Lubiczu. W życiu panna kierowała się zasadą bezwzględnej prawdy. Brzydząc się kłamstwem, starała się zawsze postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami, iść drogą tego, co jest słuszne. Poprzez swą stanowczość i niezmienne poglądy sprawiała, że ludzi tak bardzo nie raziła jej wyniosłość, krytycyzm czy szczerość. Niezwykłą umiejętność wskazywania na to, co jest dobre, a co złe, zauważył w narzeczonej Andrzej. Nieugiętość pięknej szlachcianki traktował jako niecodzienną zaletę ducha. Przez to był jeszcze bardziej zafascynowany i zauroczony stanowczą dwudziestolatką.

Oleńka, dorastając w tradycyjnej, konserwatywnej, patriotycznej rodzinie walczących za ojczyznę Billewiczów, była gorącą zwolenniczką takich cech charakteru u mężczyzn, jak: męstwo, odwaga, honor, rycerskość, przygotowanie na śmierć. Tylko posiadacz takich przymiotów mógł zasłużyć na jej szacunek. Za największy grzech człowieka uważała zatem zdradę i dlatego odwróciła się od narzeczonego, gdy nie odstąpił od Radziwiłłów.

Umysł przedsiębiorczej, odważnej, stanowczej i racjonalnie myślącej bohaterki Potopu przez niektórych nazywany jest „męskim”. Podobnie jak Zagłoba, posiadała zmysł organizatorski. Potrafiła zaplanować ucieczkę z zamku w Taurogach czy wymyślić drogę wyjścia z największej opresji. Zawsze w trudnych decyzjach starał się postępować w zgodzie z wpojonymi przez rodzinę poglądami. Przykład jej nieugiętości obserwujemy podczas przyjazdu Kmicica do Billewicz. Gdy kawaler chciał zabrać miecznika Tomasza i ją do Kiejdan, napotkał na zdecydowany opór. Oleńka nie zamierzała korzystać z pomocy zdrajcy, mimo iż miecznik był gotowy do drogi. Wolała być zdaną na łaskę Szwedów, niż zdrajców.

Nie przypominała ówczesnych kobiet. Nie miała w sobie nic z flirtującej stale Anusi czy despotycznej Gryzeldy. Aleksandra nawet w najbardziej niebezpiecznych chwilach starała się panować nad nerwami, nie pokazywać strachu czy wzruszenia. W opanowaniu pomagała jej niewątpliwie pobożność. Pokładając zaufanie w Bogu, kładła swe życie w ofierze i była gotowa przyjąć wszystko, co przyniesie jej los (przygotowywała się nawet do przekroczenia klasztornych murów). Dużo czasu spędzała na modlitwie, która dawała jej w ciężkich chwilach otuchę i nadzieję.

Główna żeńska bohaterka powieści historycznej Potop jest literackim uosobieniem kobiety idealnej, wzorem patriotki, wiernej cnocie i ojczyźnie. Choć zakochała się od pierwszego wejrzenia w mężczyźnie przeznaczonym jej drogą umowy krewnych, to jednak gotowa była poświęcić uczucie, by tylko żyć w zgodzie z zasadami wpojonymi przez Billewiczów: „Bo nie pójdę za człowieka, na którym ciążą łzy ludzkie i krew ludzka, którego palcami wytykają, banitem, rozbójnikiem zowią i za zdrajcę mają”. W końcowej scenie powieści potrafiła się jednak przyznać do pomyłki i ze łzami w oczach wyznała: „Jędruś, ran twoich nie godnam całować!”. Bohaterka jest bodajże jedyną posiadaczką „męskiego umysłu” w polskiej literaturze.

Jan Onufry Zagłoba herbu Wczele - łączy w sobie wszystkie pozytywne cechy staropolskiego Sarmaty: jest wesoły, dowcipny, rubaszny, odważny, potrafi przewodzić, choć nie jest najlepszy jako żołnierz. Mimo to właśnie on zostaje regimentarzem (według Słownika języka polskiego: zastępca hetmana, sprawujący dowództwo nad całością lub częścią wojska) w obozie pod Białymstokiem. Sprawnie i szybko udaje mu się zaprowadzić ład i porządek. Cieszy się wśród żołnierzy wielkim poważaniem i sympatią. Słynie z celnych i dowcipnych komentarzy i ripost. Jest wielkim optymistą, nigdy się nie załamuje, uważa, że z każdej sytuacji jest wyjście. Jest gorącym patriotą.

Zagłoba – postać na pierwszy rzut oka fikcyjna - w rzeczywistości poprzez dobór cech wiążących ją z barokową i sarmacką formacją obyczajową i mentalnością, staje się bardziej prawdopodobna i typowa. Zagłoba scala wszystkie części cyklu Sienkiewicza. Pisarz przy budowaniu postaci posłużył się zestawieniem cech wyglądu i charakteru wielu znanych i nieznanych osób. W pewnym stopniu Zagłoba przypomina Jana Chryzostoma Paska i Karola Radziwiłła „Panie Kochanku” , po których dziedziczy skłonność do „koloryzowania” i posługiwania się barokowym stylem. Z kolei literackimi pierwowzorami tej postaci byli między innymi Ulisses (Odyseusz), żołnierz – samochwała z komedii Plauta, Szekspirowski Falstaff z dramatu Henryk IV, Papkin z Zemsty Fredry oraz kulawy, rudy i zezowaty szlachcic Julian Żytkiewicz – bohater powieści Michała Czajkowskiego Stefan Czarniecki, której akcja toczy się podczas najazdu szwedzkiego.

Falstaff z dramatu Szekspira Henryk IV to angielski grubas, rozładowujący wojenną atmosferę dramatu, rozweselający czytelnika pijaństwem, gadulstwem, zabawnymi monologami pełnymi dowcipnych sentencji oraz przechwalaniem się rzekomym bohaterstwem i poufałością z dostojnikami, szafujący bogatym zasobem wyzwisk i gradem soczystych przekleństw. 

Sienkiewicz inspirację czerpał również z życia. W Zagłobie odnajdziemy też coś z kapitana Rudolfa Korwin-Piotrowskiego (poznał go w Ameryce), Władysława Olendzkiego (kolega pisarza, współpracownik „Słowa”) oraz z teścia Sienkiewicza – Kazimierza Stetkiewicza (Litwin, posługujący się dosadnym stylem i humorem staropolskim).

Zagłoba w powieści to starszy szlachcic herbu Wczele, który „czerstwo jeszcze wygląda jak tur”. Był tęgim kawalerem o szerokich ramionach. Jedno oko miał przykryte bielmem, białą brodę, czerwoną twarz, a na czole szeroką bliznę, przez którą było widać kość czaszki (charakterystyczny wygląd zindywidualizował tę postać).

Posiada wszystkie cechy charakterystyczne dla sarmackiej grupy społecznej Sienkiewicz w konstrukcji bohatera uwypuklił zwłaszcza jej wady, wśród których na pierwszy plan wysuwały się: krzykactwo, skłonności do trunków, konfabulacji, przypisywania sobie zasług innych, pieniactwa, tchórzostwa i lenistwa. Pisarz nie skupił się jednak wyłącznie na przymiotach ujemnych, obdarzył bowiem Jana Onufrego doskonałym poczuciem humoru, szczerym patriotyzmem, dobrym sercem, odwagą, zdolnością wychodzenia z największych opresji.

O przeszłości bohatera nie wiadomo dużo, tak, jakby Sienkiewicz chciał jeszcze bardziej podsycić zainteresowanie czytelnika tą postacią. Wypowiedzi Zagłoby odnośnie tej kwestii pełne są sprzecznych i często nieprawdopodobnych relacji. Często chwalił się, że podróżował przez wschodnie kraje, takie jak: Krym, Galata, Turcja i Ziemia Święta. Zagłoba, mający skłonność do megalomanii i konfabulowania, czasami za bardzo „ubarwiał” rzeczywistość, przez co wpadał w kłopoty. Podczas rozmów przedstawiał korzystniejszą wersję zdarzeń, by lepiej się zaprezentować. Często zdarzało mu się przypisać sobie zasługi innych osób – zwłaszcza Michała Wołodyjowskiego - nawet, gdy byli przy tym obecni. Ten gaduła mówił czasem bez powodu: „żeby – jak to określa – się para w gębie nie zagrzała i żeby język nie rozmiękł, co się od dłuższego milczenia snadnie przytrafić może”.

Bohater posiada też mnóstwo cech pozytywnych. Choć prawda była dla niego wartością względną, to w chwilach zagrożenia potrafił zaplanować ucieczkę, przekonać Lubomirskiego o przyłączeniu się do Czarnieckiego. Najważniejszym „fortelem” w powieści było przekonanie Rocha Kowalskiego, że jest jego wujem, i w efekcie uwolnienie uwięzionych pułkowników. Wołodyjowski mówił o swym przyjacielu z uznaniem: „Zadziwiająca to jest rzecz w istocie (…) że nie masz na świecie takowych terminów, z których by ten człowiek nie potrafił się salwować. Gdzie męstwem i siłą nie poradzi, tam się fortelem wykręci. Inni fantazję tracą, gdy im śmierć nad szyją zawiśnie, albo polecają się Bogu czekając, co się stanie; a on zaraz zaczyna głową pracować i zawsze coś wymyśli. Mężny on w potrzebie bywa jako Achilles, ale woli Ulissesa iść śladem”.

Zagłoba dzięki swemu sprytowi był w stanie wybrnąć nawet z najtrudniejszej sytuacji. Choć nie stać go było na codzienne piwo, potrafił zaradzić temu „defektowi” słynnymi „fortelami”, „doczepiając się” do bogatszych szlachciców.

Choć odniósł niemało sukcesów wojennych, przypisywał sobie cudze zasługi, był jednak na tyle sprawiedliwy, mądry, iż zdawał sobie sprawę, że nie dorównuje umiejętnościami Wołodyjowskiemu czy Kmicicowi (dlatego zrzekł się władzy na rzecz Sapiehy, gdy pod Białymstokiem wybrano go regimentarzem wojsk, mimo iż było to jego marzeniem).
Do ulubionych powiedzonek szlachcica w powieści należą takie zwroty, jak: „Niech zginę ja i pchły moje!”, „Zdechł pies”, „Mów mi wuju” (do Rocha Kowalskiego), „Zawszem mówił, że gorzałka jeno tęgiej głowie służy”, „Już żelazny hełm na głowie nosi i słusznie, bo kapusta z sagana najlepsza”, „Jak mawiali starożytni: kiedy w brzuchu pusto, w głowie groch z kapustą”, „Już tak widać jest, że kto się o Radziwiłła otrze, ten sobie wytarty kubrak zaraz ozłoci. Łatwiej tu, widzą, o promocję niż u nas o kwartę gniłek. Wsadzisz rękę w wodę z zamkniętymi oczami i już szczupaka dzierżysz”.
Zagłoba posługuje się komizmem dwojakiego typu. Tworzy zabawne sytuacje (Zagłoba regimentarzem, Zagłoba odprawiający szwedzkie poselstwo w Zamościu) oraz jest doskonałym anegdociarzem i dyskutantem.

Mimo zamiłowania go kłótni czy lenistwa, ta postać wzbudza mnóstwo miłych emocji czytelnika. Dzieje się tak zapewne dlatego, że nigdy nie jest prowodyrem zdarzeń, których czytelnik nie mógłby mu wybaczyć.

Jan Onufry Zagłoba jest postacią, która występuje we wszystkich trzech częściach Sienkiewiczowskiej Trylogii. Pojawia się już na początku powieści Ogniem i Mieczem, gdy w karczmie w Czehrynie i daje się poznać jako hulaka i pijak. W czasie dalszej akcji razem z Michałem Wołodyjowskim, Longinem Podbipiętą i Janem Skrzetuskim tworzy oddział i bierze udział między innymi w obronie Zbaraża (zabija dowódcę kozackiego - Burłaja). Z kolei w Potopie zyskuje sławę jako pomysłodawca i główny dowodzący ucieczką z niewoli księcia Janusza Radziwiłła. W ostatniej części Trylogii - Panu Wołodyjowskim - Zagłoba jest już starym szlachcicem, pomagającym Michałowi Wołodyjowskiemu w opuszczeniu zakonu i w powrocie do rycerskiego życia.

Herakliusz Billewicz - pułkownik, dowódca chorągwi laudańskiej, podkomorzy upicki, patriarcha rodu, właściciel Wodoktów, Lubicza i Mitrunów, przyjaciel Radziwiłłów, człowiek mający “na każde zawołanie tysiąc głosów i tysiąc szabel laudańskich”.

Stanisław Skrzetuski - stryjeczny brat Jana, jeden z bardziej doświadczonych oficerów polskich.

Jan Skrzetuski - bohater spod Zbaraża, odważny, doświadczony, wielki patriota.

Jerzy Michał Wołodyjowski - “mały rycerz”, niezrównany fechmistrz, odważny, ceniący honor, człowiek o dobrym sercu.

Arwid Wittemberg - stary i bardzo doświadczony oficer szwedzki, jeden z głównych dowódców szwedzkich wojsk.

Krzysztof Opaliński - wojewoda poznański, bogaty magnat, nie posiadający żadnego doświadczenia militarnego.

Piotr Opaliński - wojewoda podlaski, stryjeczny brat Krzysztofa.

Stach Ostrożka - błazen na dworze Krzysztofa Opalińskiego, wesołek i kpiarz, ale zarazem człowiek posiadający bystry umysł i niepośledni rozsądek.

Hieronim Radziejowski - były podkanclerzy koronny, dbający tylko o własne interesy, zdrajca ojczyzny.

Janusz Radziwiłł - książę, doświadczony dowódca, niezmiernie bogaty, dumny, wywyższający ponad wszystko własny ród i dbający przede wszystkim o świetność i potęgę tego rodu. Jest zdrajcą. Bezkrytycznie ocenia zamiary Szwedów. Ufa, że Karol Gustaw ofiaruje mu panowanie w Rzeczypospolitej. Jest samowolny, jego dobra to państwo w państwie. Nie czuje się niczyim poddanym. Jest symbolem najgorszych wad sarmackich.

Książę był szlachcicem herbu Trąby, urodzonym 12 grudnia 1612 roku w Popieli, a zmarłym 31 grudnia 1655 roku w Tykocinie. W czasie swego czterdziestotrzyletniego życia Janusz pełnił wiele urzędów (od 1654 hetman wielki litewski, od 1653 wojewoda wileński, starosta generalny żmudzki i hetman polny litewski, starosta kamieniecki, kazimierski, sejwejski), stając się najpotężniejszym człowiekiem na Litwie.

Choć posiadał wiele talentów: niemal autonomicznie rządził Litwą, prowadził samodzielną politykę zagraniczną, to jednak w obliczu najazdu Szwedzkiego na Polskę oddał się pod protektorat króla Szwecji Karola X Gustawa (wiążąc z Hohenzollernami, spiskując z Wołoszczyzną i Siedmiogrodem). Zdania badaczy na temat tego kroku są podzielone. Jedni twierdzą, że przyczyną decyzji był strach przed otwartą walką, inni zaś – że chęć obrony Litwy (Radziwiłł obwiniał Jana Kazimierza o nieprzygotowanie Rzeczypospolitej do obrony, widząc jedyny ratunek dla Litwy w zerwaniu unii z Polską i stworzeniu księstwa, rządzonego przez Radziwiłłów pod protekcją Szwecji).

Zmarł w oblężonym Tykocinie tuż przed jego zdobyciem, pokonany w polu (klęska wojsk Bogusława Radziwiłła pod Prostkami), ciężko chory, uzależniony militarnie i finansowo (jego dobra na Litwie były regularnie rabowane przez przeciwników) od Szwedów, prowadzący walki na Podlasiu z konfederacją tyszowiecką wierną Janowi Kazimierzowi pod dowództwem Pawła Sapiehy. W tej ciężkiej chwili w powieści towarzyszył Januszowi wierny żołnierz – Charłamp. Ostatni wódz litewski, charakteryzował się wybitnymi umiejętnościami militarnymi, doskonałym wykształceniem wojskowym, umiejętnością utrzymywania żelaznej dyscypliny w wojsku, lecz także skłonnością do podejmowania nadmiernego ryzyka i okrucieństwem. Jego pomnik stoi w Kiejdanach.

W powieści Sienkiewicz czyni wzmiankę o wyglądzie zewnętrznym bohatera: „Był to człowiek czterdziestokilkoletni, postaci olbrzymiej i barczysty. Ubrany był w strój szkarłatny polski, spięty pod szyją kosztownymi agrafami. Twarz miał ogromną, o rysach, z których biła pycha, powaga i potęga. Była to gniewliwa, lwia twarz wojownika i władcy zarazem. Długie, zwieszające się w dół wąsy nadawały jej wyraz posępny i cała w swej potędze i ogromie była jakby wykuta wielkimi uderzeniami młota z marmuru. Brwi miał w tej chwili zmarszczone z powodu natężonej uwagi, ale zgadłeś łatwo, że gdy je zmarszczy gniew, wówczas biada tym ludziom, tym wojskom, na których gromy owego gniewu spadną”.

Choć miał bronić Polskę przed Szwedami, to jednak w powieści jawi się jako zdrajca. Właśnie Sienkiewiczowi Radziwiłł zawdzięcza negatywne miano (z kolei na Litwie uważany jest za bohatera, dążącego do jej niepodległości. Oba te określenia są zbyt jednoznaczne).

W Potopie pisarz podkreślił skłonność księcia do z niesłychanego przepychu, hojności i buty. Takie wartości jak honor czy miłość do ojczyzny zastąpił chęcią wzbogacenia się i przekonaniem, że majątek jest najważniejszy. Radziwiłł nie rozumiał Sapiehy, który sprzedał kosztowności, żeby mieć pieniądze na obronę kraju. Ten krok był dla niego zwyczajnie głupi. Przykłady skąpstwa magnat dawał jeszcze wielokrotnie.

Kolejną negatywną cechą charakteru bohatera jest niepohamowanie w dążeniu do celu, czyli otrzymania korony Rzeczypospolitej. Ludzkie życie było dla niego pustym pojęciem, a zabijanie środkiem realizacji planu. Potrafił mistrzowsko manipulować ludźmi, którzy robili później to, co chciał. Kmicic przysiągł nawet na krzyż, by go zadowolić (i upewnić, że nie przestanie mu wiernie służyć). Jego nieodzownym narzędziem przekonywania ludzi – prócz groźby śmierci – było kłamstwo. Posługuje się nim, gdy przychodzi do niego Kmicic z pytaniem, dlaczego go oszukał gdy zapewniał, że ocali życie zbuntowanym pułkownikom: „Jeśli kazałem (...) tych ludzi w Birżach egzekwować, którym na Twoją prośbę przebaczyłem w Kiejdanach, to nie dlatego, żem cię chciał zwodzić, jeno by ci boleści oszczędzić. Uległem pozornie, bo mam dla ciebie słabość... A ich śmierć była konieczna. Czy tom ja kat, czy myślisz, że krew rozlewam dlatego jeno, by oczy czerwoną barwą napaść?... Ale gdy pożyjesz dłużej, poznasz, że gdy ktoś chce czegoś na świecie dokazać, temu nie wolno ni własnej, ni cudzej słabości folgować, nie wolno większych spraw dla mniejszych poświęcać.”

Czasem go głosu dochodzą w Radziwille wątpliwości, lecz nie pozwala im się rozwinąć, ponieważ ambicja podpowiada mu, że działa dla poprawy sytuacji Polski. Gdy ogłasza akt poddania Litwy Karolowi X Gustawowi i napotyka na ostry sprzeciw większości wojsk i oficerów, którzy wypowiadają mu posłuszeństwo, zastanawia się, czy nie przypłaci swych decyzji hańbą na wieki. Ta chwila jest dla niego bardzo dramatyczna: „Twarz księcia była w tej chwili po prostu straszna (…) Groza jakaś była w tej potężnej twarzy, i lodowatość, jakie bywają w krzepnących rysach w chwili skonu”.

Sienkiewiczowski Radziwiłł cierpiał na manię wielkości. Czując się kimś lepszym i ważniejszym od innych, kimś, kto był „nad” zniżanie się do prowadzenia wojny, dał sobie prawo decydowania o losach Polski. Z metaforycznego pomnika, który sam sobie wystawił w wyobraźni zrzucił go dopiero bunt pułkowników. Do tej pory Janusz nie wyobrażał sobie, że może napotkać na sprzeciw.

Książę był władcą despotycznym, nieznoszącym głosu sprzeciwu. Podczas rozmów z Kmicicem, który posiadał silną, odważną, nieugiętą osobowość, widać, jak bardzo doskonały orator Radziwiłł „cierpi”. Stale zadawał sobie pytanie o powód zniżania się do poziomu tak nędznego człowieka. Radziwiłł nie cofnąłby się (i nie cofał) przed przelewem krwi, aby osiągnąć cel. Kalał wszystkie świętości, by tylko nie oddać przywódczej roli komuś innemu: „Rozszalała myśl stawiała mu przed oczy obraz kar i mąk dla buntowników, którzy ośmielili się nie iść jak pies za jego nogami. I widział krew ich ściekającą z katowskich toporów, słyszał chrupot kości, łamanych kołem, i kąpał się, i lubował, i nasycał krwawymi widziadłami”.

Jego największą miłością – prócz pieniędzy – była władza. Choć wpierał Kmicicowi, że tylko on – Janusz Radziwiłł - może ocalić ojczyznę, w dalszej rozmowie zdradził swą motywację: „Chcę ratować ojczyznę, i wszystkie drogi, wszystkie sposoby do tego mi dobre (…)Chcę... korony!”.

Sienkiewicz w opisie śmierci Janusza (fakty zgodne z historią) zawarł podsumowanie życia bohatera, którego dokonuję sam Radziwiłł. Miał on świadomość przegranej, popełnionego błędu, wiedział, że nic już nie zostało z dawnego szacunku i miłości, jakim obdarzali go żołnierze. Teraz – czyli na kilka minut przed „odejściem”, czuł się opuszczony i niekochany. Umarł jako zdrajca.

Bogusław Radziwiłł - książę, stryjeczny brat Janusza, rozmiłowany w niemieckiej i francuskiej modzie oraz wystawnych ucztach i wygodnym życiu, pyszałek.

Sakowicz - starosta oszmiański, przebiegły i przewrotny, powiernik księcia Bogusława.

Charłamp - Litwin, przyjaciel Wołodyjowskiego, dowódca pułku dragonów księcia Janusza, bardzo do księcia przywiązany.

Tomasz Billewicz - miecznik rosieński, krewny i opiekun Oleńki, dawny przyjaciel Radziwiłłów, porywczy i zapalczywy, odważny.

Roch Kowalski - rycerz obdarzony wielką siłą fizyczną, ale prawie całkowicie pozbawiony rozumu, oficer w służbie Janusza Radziwiłła, posłuszny bezwzględnie przełożonym, w wolnych chwilach lubiący nade wszystko spać.

Kiemlicze - ojciec i dwóch synów bliźniaków (Kosma i Damian), szlacheckiego pochodzenia, niezwykle chciwi, ale zarazem bardzo odważni i przywiązani do Kmicica.

Rzędzian - dzierżawca starostwa w Wąsoszy, dawny sługa Jana Skrzetuskiego.

Weyhard Wrzeszczowicz - Czech, katolik, niegdyś służył królowi polskiemu, ale później przeszedł na stronę szwedzką, bliski współpracownik Karola Gustawa.

Baron Lisola - Niemiec, katolik, wysłannik cesarza niemieckiego.

Augustyn Kordecki - przeor klasztoru jasnogórskiego, świątobliwy kapłan, niezwykle odważny i zarazem rozważny.

Burchard Miller - szwedzki generał, wsławiony licznymi zwycięstwami.

Sadowski - Czech, luteranin, pułkownik wojsk szwedzkich, “śmiały i popędliwy”, ale też rozważny i ceniący honor.

Kuklinowski - pułkownik chorągwi wolentarskiej, odważny, doświadczony żołnierz, pozbawiony jednak poczucia patriotyzmu i wszelkich skrupułów, niewierzący, hulaka.

Jerzy Lubomirski - marszałek wielki koronny, magnat posiadający wielkie bogactwa i znaczenie, doświadczony wódz, człowiek bardzo pyszny, posiadający wygórowane ambicje, gotowy dla zaspokojenia swej pychy poświęcić nawet dobro ojczyzny.

Jan Zamoyski - zwany Sobiepanem, starosta kałuski, człowiek wesoły, trochę chełpliwy, ale poczciwy i odważny, kochający ojczyznę, zamożny.

Księżna Gryzelda Wiśniowiecka - siostra Jana Zamoyskiego, wdowa po Jeremim, matka Michała (przyszłego króla), kobieta zrównoważona, poważna, rozsądna.

Michał Wiśniowiecki - syn Gryzeldy, młodzieniec zdolny, wrażliwy, ale o słabej woli, lubiący oddawać się rozkoszom stołu.

Anusia Borzobohata-Krasieńska - sierota przebywająca na dworce księżnej Gryzeldy, osóbka miła, wesoła, zalotna.

- Stanisław Wyspiański Wesele

Bohaterowie: realistyczni (ich pierwowzory to autentyczne postacie) oraz fantastyczni (Widmo, Stańczyk Zawisza Czarny, Hetman, Wernyhora, Chochoł).

Pan Młody - charakterystyka

Pierwowzór:

Lucjan Rydel (urodził się w 1870 roku, a zmarł w 1918) był poetą i dramaturgiem. Wywodził się z rodziny krakowskich profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą musiał długo przekonywać do zaakceptowania decyzji związania się z Jadwigą. Jego chłopomania nie była wynikiem „mody”, ponieważ jak twierdzą badacze literatury - jego uczucie do narzeczonej było szczere, a ich pożycie szczęśliwe. Przykładem tego może być wypowiedź Stefana Nowińskiego: „Byli tacy, którzy uważali to, według starych pojęć, za »mezalians«, a jednak gołębie serce poety wykazało większy od nich rozum, bo rzeczywiście w swym pożyciu małżeńskim oboje śp. Rydlowie mieli »dużo szczęścia«, o czym marzyły rymy…”. Przyjaciel rodziny Rydla, A. Grzymała-Siedlecki wypowiadał się z aprobatą o ich małżeństwie: „Dniami i tygodniami, miesiącami i latami mieli o czym mówić, mieli z czego wspólnie się cieszyć i wspólnie przeżywać troski. Byli jezdnym z najbardziej zżytych małżeństw artystycznych, jakie znałem”.

Rydel miał za złe Wyspiańskiemu krzywdzące potraktowanie jego żony Jadwigi, a swoim wizerunkiem w Weselu się nie przejmował.

W dramacie:

Wyspiański przedstawia swojego przyjaciela w sposób przerysowany, a wręcz karykaturalny. Podobnie w Plotce o Weselu przedstawił go Tadeusz Boy-Żeleński. Rydel został tam nakreślony jako gadatliwy ludoman, żyjący w oderwaniu od rzeczywistości, od prawdziwych realiów wiejskiego życia. Stanisław Wyspiański wyolbrzymił słabostki Pana Młodego, nadał mu dużo komicznych rysów. Bohater naiwnie zachwycał się urodą wiejskiego krajobrazu, wielokolorowymi ubraniami chłopów, a nawet ich fizjologią, tężyzną fizyczną. Z Pana Młodego szydzą inni bohaterowie dramatu, głównie Czepiec:

„Kręć pon ino próżne żarny,
poezyje, wirze, ksiązki,
podobajom ci sie wstązki,
stroisz sie w te karazyje,
a jak trza sie mirzać z czego,
to pon w sobie szyćko skryje”.

Jeśli chodzi o stosunek do nowopoślubionej małżonki, Pan Młody często wyznaje jej swoją dozgonną miłość:

„Bo mi serce wali młotem,
bo mi w głowie huczy, szumi…
moja Jaguś, toś ty moja?!”.

Ponadto nie ukrywa swej niechęci do przemocy. Przede wszystkim nie podoba mu się zachowanie Czepca, który sieje popłoch wśród bawiących się chłopów. Jest też postacią szlachetną i patriotyczną, nie słucha słów Hetmana i nie uznaje szlachty za lepszą część społeczeństwa. Wątpliwość jednak budzi fakt, że zakazał on swojej siostrze tańczenia z chłopami. Uosobieniem tego wewnętrznego rozdarcia jest Hetman.

Panna Młoda - charakterystyka

Pierwowzór:

Panna Młoda to Jadwiga Mikołajczykówna, najmłodsza córka Jacka Mikołajczyka. Wychowywała się właściwie w domu Tetmajerów, ponieważ jej starsza siostra Hanna była żoną Włodzimierza. W 1900 roku miała około 16 lat. Wszyscy, którzy ją znali twierdzili, iż ta subtelna, delikatna, drobna „oświecona”, przepełniona duchem patriotyzmu (ukończyła szkołę ludową, więc z pewnością słowa włożone w jej usta przez Wyspiańskiego: „A kaz tyz ta Polska(…)” głęboko ją dotknęły) dziewczyna w niczym nie przypominała postaci przedstawionej w dramacie.

Grzymała-Siedlecki napisał, iż po wydaniu Wesela:
„(…) można ją było widzieć zalaną łzami, gdy siebie jako Pannę Młodą ujrzała na scenie(…) Podobała jej się może żywotność, żywotność w jaką ją przyodziała wyobraźnia autora, ale nie mogła mu przebaczyć i bodaj do końca życia mu nie przebaczyła mu tego »A kaz ta Polska«”.

W dramacie:

Panna Młoda jest przeciwieństwem swojego męża. Jej wypowiedzi nie wskazują na wykształcenie i obycie. Mocno trzyma się ludowych wierzeń i przesądów (na przykład zakaz zdejmowanie butów podczas wesela). W przeciwieństwie do Pana Młodego, wydaje się być silna i twardo stąpać po ziemi. Jej rozsądek czasami jest wręcz przesadny, np. gdy Pan Młody fantazjuje na temat sadzenia pod oknami ich domu brzóz, ona z miejsca mówi mu:

„Brzoza straśnie sybko pusco,
het ściany we trzy roki ocieni”.

Jest wyraźnie szczęśliwa w towarzystwie Pana Młodego, widać, że go kocha i nie obawia się o ich przyszłość. Gdy Radczyni zarzuca jej, że mąż nie będzie miał z nią o czym rozmawiać, Panna Młoda odpowiada:

„Po cóz by, prose pani, godoł,
jakby mi nie mioł nic powiedzieć,
po cóz by sobie gębe psuł?”.

Język tej postaci jest bodajże najbardziej przesiąknięty ludową gwarą ze wszystkich bohaterów dramatu.

Gospodarz - charakterystyka

Pierwowzór:
Włodzimierz Tetmajer (urodził się w 31 grudnia 1861 roku, a zmarł 26 grudnia 1923 roku) był doskonale wykształconym malarzem, pobierał nauki na studiach w Krakowie, Wiedniu, Monachium i w Paryżu, a przez sześć lat był uczniem samego Jana Matejki. W 1890 roku ożenił się z Anną Mikołajczykówną, mieszkanką Bronowic. Ich ślub wywołał podobne poruszenie w krakowskim towarzystwie do tego, które dziesięć lat później towarzyszyło poślubieniu Jadwigi (siostry Anny) przez Lucjana Rydla. Twórczość malarska Włodzimierza Tetmajera opierała się malowaniu głównie wiejskich scen rodzajowych.

Tetmajer był człowiekiem bardzo aktywnym politycznie: zasiadał w radzie powiatowej oraz pełnił funkcję posła do parlamentu austro-węgierskiego. Rzeczywiście był gospodarzem wesela Lucjana Rydla, a ponieważ cieszył się wielkim uznaniem mieszkańców Bronowic, przybycia nie odmówił żaden mieszkaniec wsi.

W dramacie:

Gospodarz jest postacią kluczową dla całej historii. Według badaczy, jego rozmowa z Wernyhorą była zalążkiem całego dramatu. Gospodarz jest naturalnym ogniwem łączącym inteligencję z chłopstwem, ponieważ choć sam wywodzi się z miasta, to jednak mieszka na wsi. Jest patriotą tęskniącym za wielką Polską. Bohater ten mocno akcentuje swoją sympatię do chłopów, zachwyca go ich zapał, tężyzna, waleczność:

„(…) chłop potęgą jest i basta”.

Cieszy się poważaniem okolicznych mieszkańców i jest uznawany za członka ich społeczności. Pomimo wielkiej sympatii do chłopów wciąż pamięta (mimo iż twierdzi, że wcale tak nie jest) krwawe wydarzenia rabacji galicyjskiej i martwi się, by się nie powtórzyły. Darzy wielkim szacunkiem swoją żonę i w wielu sprawach jest jej podporządkowany.

Wraz z rozwojem wypadków ocena postawy Gospodarza przechodzi z pozytywnej w negatywną. To właśnie w jego ręce Wyspiański oddał losy całego narodu, ale Gospodarz nie wziął na siebie tej odpowiedzialności. Wszelkie zadania, jakie polecił mu Wernyhora, przekazał chłopu – Jaśkowi, chociaż przysiągł, że wypełni je sam. Okazało się, że zawiódł w najważniejszym momencie.

W swoim romantycznym uniesieniu dosadnie skrytykował mieszczańskie towarzystwo. Zarzucił mu bierność i niechęć do współpracy z ludem, a w miarę rozwoju akcji okazało się, że sam też tego nie potrafi. Po tym, jak obudził się z drzemki nie pamiętał o niczym, co obiecał Wernyhorze, nie pamiętał nawet, że go spotkał. W końcowej scenie poddał się bez słowa Chochołowi i jego muzyce.

Bohaterowie „Wesela” i ich pierwowzory

Gospodyni
Pierwowzór:
Anna Tetmajer (z domu Mikołajczyk) badacze szacują, że w momencie wesela Lucjana Rydla miała około dwudziestu siedmiu lat. Tę postać Wyspiański przedstawił niemal bez żadnych zmian. Anna wiodła szczęśliwe życie u boku Włodzimierza, mieli dzieci.

W dramacie:
Gospodyni jawi się jako kobieta silna i stanowcza. Widzimy ją jako troskliwą matkę i dobrą żonę. Gospodarz liczy się z jej zdaniem, przykładem tego jest sytuacja ze złotą podkową, którą zgubił koń Wernyhory, a którą Gospodarzowi przynieśli parobkowie. Gospodarz chciał ją pokazać wszystkim, ale małżonka mu na to nie pozwoliła i zmusiła go do tego, by oddał jej znaleziony przedmiot, po czym schowała go do skrzyni, bo tak nakazuje obyczaj (znalezioną podkowę należy ukryć, wtedy znalazcę spotka szczęście). Uparcie uznaje, spotkanie przez jej męża Wernyhory to pijacki omam Gospodarza. Poznajemy ją jako dobrą i troskliwą matkę w scenie, gdy kładzie spać swoją najstarszą córkę – Isię.

Poeta
Pierwowzór:
Kazimierz Przerwa-Tetmajer (urodził się 12 stycznia 1865 roku na Podhalu, a zmarł 18 stycznia 1940 roku w Warszawie) był wybitnym poetą, powieściopisarzem, nowelistą i dramaturgiem oraz przyrodnim bratem Włodzimierza Tetmajera i przyjacielem Wyspiańskiego z czasów nauki w Gimnazjum św. Anny w Krakowie. Uważa się go za przedstawiciela dekadentyzmu (tzw. choroba schyłku wieku, dekadenci wywyższali się ponad zwykłych ludzi, tzn. tych, którzy nie byli artystami). Wyspiański dobrze uchwycił zwłaszcza dwie cechy Przerwy-Tetmajera – zamiłowanie do flirtów z młodymi kobietami i duszę podróżnika.

W dramacie:
Wyspiański ukazuje go jako bawidamka flirtującego z dwiema kobietami naraz (z Maryną i Rachelą). Staranny dobór słów w wypowiedziach świadczy o jego kunszcie literackim. Bohater ten stoi nieco z boku, nie tańczy, izoluje się od chłopów. Można powiedzieć, że się wywyższa, czuje się od nich lepszy. Sam mówi o sobie:

„Jestem sobie pan, żurawiec;
zlatam, jak się ma na lato(…)”.

Wypowiedź ta jest nawiązaniem do autentycznej cechy Kazimierza Przerwy-Tetmajera, który był z zamiłowania podróżnikiem.
Jest negatywnie nastawiony do chłopomani, którą wykazują się Pan Młody i Gospodarz. Nie wie, czym się zachwycają w zwyczajnych dla niego chłopach. Swój stosunek do sojuszu inteligencji z chłopstwem zawarł w słowach skierowanych do Czepca:

„No pewnie, my do Sasa, wy do lasa”.

Wewnętrznie targa nim chęć robienia rzeczy wielkich (chciałby wziąć udział w czymś naprawdę wspaniałym), lecz czuje się przytłoczony pospolitością:

„(…) a tu pospolitość skrzeczy,
a tu pospolitość tłoczy,
włazi w usta, uszy, oczy; (…)”.

To on wraz z Rachelą wpadają na pomysł zaproszenia fantastycznych gości na wesele. Poeta po spotkaniu z Rycerzem – Zawiszą Czarnym (Kazimierz Przerwa-Tetmajer napisał dramat pt. Zawisza Czarny, którego premiera odbyła się na krótko przed premierą Wesela) nabiera optymizmu i chęci walki o niepodległość ojczyzny, ale ulatnia się ona wraz z nadejściem poranka. Podobnie jak inni krakusi, nie cieszy się dobrą opinią u Czepca, z którym wchodzi w otwarty konflikt.

Dziennikarz
Pierwowzór:
Rudolf Starzewski (urodził się w 1870, a zmarł w roku 1920) w 1901 roku był współpracownikiem związanego z konserwatystami dziennika „Czas”, którego redaktorem został dopiero później. W Krakowie był cenionym znawcą polityki. Darzył wielką sympatią środowisko artystyczne i często wcielał się w rolę krytyka teatralnego. Podobnie jak w dramacie, tak i w życiu, bardzo lubił Zofię Pareńską, z powodu której najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.

W dramacie:
Dziennikarz ukazuje w dramacie swoje dwa oblicza. Na początku poznajemy go jako wywyższającego się inteligenta, uznającego rozmowę z Czepcem za stratę czasu. Człowieka niemającego krzty podziwu dla chłopów, traktującego wieś raczej jako miejsce, położone z dala od wielkiego świata, w którym można jedynie odpoczywać, traktuje ją jak sielankę. Zupełnie inaczej odnosi się do Zosi, którą jest wyraźnie zauroczony. Drugie oblicze tej postaci poznajemy w rozmowie ze Stańczykiem. W spotkaniu z „ojcem krakowskich konserwatystów”, jak sam go nazywa, Dziennikarz wyraźnie przeżywa kryzys. Wątpi w wyznawane ideały, ma dość akceptowania obecnego stanu rzeczy i „usypiania” społeczeństwa.

Radczyni
Pierwowzór:
Antonina Domańska (urodziła się w 1853 roku, a zmarła w roku 1917) była stryjeczną siostrą matki Lucjana Rydla, żoną profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego (lekarza i radnego Krakowa) oraz słynna pisarką dla dzieci. Napisała między innymi Historię żółtej ciżemki i Paziów króla Zygmunta.

W dramacie:
Radczyni jest osobą o mocnych i niezmiennych poglądach, krytycznie nastawioną zarówno do ślubu swojego krewniaka z chłopką, jak i do całego chłopstwa i nieukrywającą tego. Najlepszym przykładem do niechęci poznania wsi jest kwestia, którą wypowiada do Kliminy:

„Wyście sobie, a my sobie.
Każden sobie rzepkę skrobie”.

W tym zdaniu zawarty jest cały jej stosunek do możliwości sojuszu inteligencji z chłopami.

Rachel
Pierwowzór:
Pepa Singer była córką bronowickiego karczmarza – Hersza Singera, która niemal w niczym nie przypominała postaci stworzonej przez Wyspiańskiego. Na weselu Rydla bawiła się jedynie dzięki swojemu ojcu, do którego głównie skierowane było zaproszenie. Wyspiański wykorzystał postać Pepy, ponieważ chciał mieć całkowity przekrój społeczeństwa. Brakowało mu kobiety wyemancypowanej, a Żydówki często uchodziły właśnie za takie. Jednak Pepa nie mogła być taką w rzeczywistości, gdyż w dniu tytułowego wesela miała niespełna piętnaście lat. Jak donoszą badacze, szara i nijaka Pepa Singer po premierze Wesela w prywatnym życiu wcieliła się w postać Rachel, przyjmując nawet jej imię i stała się stałą bywalczynią krakowskiego świata artystycznego.

W dramacie:
Rachel jest kobietą zafascynowaną młodopolską kulturą, zwłaszcza poezją. Dostrzega to Poeta i próbuje z nią romansować. Mimo, że pochodzi z Bronowic, to jest przedstawicielką inteligencji. Ojciec – Żyd Mosiek - przedstawia ją jako kobietę wyemancypowaną:

„Jakie tylko książki są, to czyta,
a i ciasto gniecie wałkiem,
była w Wiedniu na operze,
w domu sama sobie pierze –
no, zna cały Przybyszewski (…)”.

Sama Rachel często wykazuje się swoją znajomością sztuki antycznej czy języka francuskiego. Jest postacią całkowicie różną od swojego ojca, co sama podkreśla:

„Interesujące, co?
Wyzysk, handel, ja i on - ?”.

Bohaterka zdaje się wszędzie dostrzegać poezję, nawet Poeta jest pod wrażeniem tej mistycznej postaci. Jest również główną prowodyrką fantastycznych zjawisk, które mają miejsce. To ona proponuje, by zaprosić Chochoła.

Czepiec
Pierwowzór:
Błażej Czepiec (urodził się w 1850 roku, a zmarł w 1934 roku) był pisarzem gminnym Bronowic, wujem Jadwigi Mikołajczykówny (Panny Młodej). Wraz z Wyspiańskim pełnił obowiązki świadka na ślubie Rydla. Wbrew temu, co można wyczytać na kartach Wesela, to nie on był wójtem Bronowic, lecz jego brat Maciej (ojciec Kaspra). Wygląd zewnętrzny zdeterminował jego charakter w dramacie. Był on rosłym i silnym mężczyzną. Wyspiański wykorzystał dwa autentyczne wydarzenia z życia Czepca. Pierwsze to bójka, jaką wszczął na wiecu wyborczym Ptaka, a drugie to awantura z muzykami na weselu Rydla.

W dramacie:
Czepiec jest głównym przedstawicielem chłopów, ma wyraźny szacunek i poważanie wszystkich bronowiczan. Jego główną cechą charakteru jest zawziętość:

„Zawzięty jestem okrutnie (…)”.

Zdaje sobie sprawę, jak traktowani są chłopi przez inteligencję. Mimo tego pragnie narodowej jedności w jedynej słusznej sprawie odzyskania niepodległości:

„Jo chce, by sie ludzie brali,
zeby sie jako garnęli,
zeby sie tak w kupe wzięli,
toby sie przecie nie dali”.

Rozpiera go duma z tego, że jest chłopem, bo jak sam mówi:

„(…)Z takich, jak my, był Głowacki”.

Nie stroni od alkoholu, co sprawia, że jest poważnie zadłużony w karczmie Żyda. W połączeniu z zamiłowaniem trunków szły agresja i zamiłowanie do bijatyk. Jako jedyny chłop nie uważa Gospodarza za przywódcę społeczności i jest zdziwiony, że to właśnie ten ma ich poprowadzić do powstania. W sytuacji, gdy właściciel chaty nie jest w stanie stanąć na czele pospolitego ruszenia, to właśnie Czepiec próbuje przejąć rolę dowodzącego, wykazując wielką inicjatywę i zapał do walki (jako pierwszy stawia się z postawioną kosą w domu Gospodarza).

Marysia
Pierwowzór:
Maria Susuł z domu Mikołajczyk, siostra Anny i Jadwigi, była żoną Wojciecha, za młodu zaręczona ze Stanisławem Ludwikiem de Laveaux, polskim malarzem francuskiego pochodzenia, który zmarł w młodym wieku na gruźlicę w Paryżu.

W dramacie:
Marysia po spotkaniu Widma, czyli swojego dawnego ukochanego Ludwika, jest wyraźnie zdezorientowana: choć kocha swojego męża Wojtka, to jednocześnie tęskni za dawnym narzeczonym. Po śmierci malarza Marysia wyszła za mężczyznę, który wyswatał, czyli za Wojtka. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, że wraz z tym krokiem skazała się na pozostanie na wsi i skromne życie.

Nos
Pierwowzór:
Nie jest jasno sprecyzowany: badacze wskazują, że bohater jest połączeniem dwóch malarzy – Tadeusza Nosowskiego i Stanisława Czajkowskiego. W tym przypadku nie jest jednak istotna kwestia pierwowzoru, ponieważ postać ta uosabia tzw. „przybyszewszczyznę”, czyli krakowską cyganerię skupioną wokół osoby Stanisława Przybyszewskiego.

W dramacie:
Nos jest permanentnie pijany, co jest charakterystyczne dla kompanów Przybyszewskiego, którzy uważali alkohol za ucieczkę od nudy i pospolitości otaczającego ich świata:

„Piję, piję, bo ja muszę,
bo jak piję, to mnie kłuje:
wtedy w piersi serce czuję,
strasznie wiele odgaduje”.

Kolejnym dowodem na to, że postać jest emanacją Przybyszewskiego, jest nawiązanie do Chopina: „Chopin gdyby jeszcze żył, to by pił”, którego muzykę ten wręcz uwielbiał. Gdy opowiada o swoim tańcu z Morawianką czuć, ze traktuje ją instrumentalnie i fascynuje go jedynie jej fizyczność, czym wyraża swój stosunek do chłopów. Z racji, że jest ogarnięty dekadentyzmem, wywyższa się ponad chłopski stan. Ciekawą rzeczą jest wewnętrzne rozdarcie Nosa, którego nie zauważają chłopi, a jedynie wykształceni mieszczanie, zwłaszcza Gospodarz, nazywający go swoim przyjacielem. Nie traktuje on słów bohatera jako pijackiego bełkotu, lecz dostrzega w nich ciągły smutek.

U pozostałych bohaterów różnica między pierwowzorem a przedstawieniem w dramacie nie ma większego znaczenia, a postaci te służą głównie do ubarwienia akcji (poza Jaśkiem).

Jasiek
Jan Mikołajczyk - brat Panny Młodej i weselny drużba, często widzimy go w scenach tanecznych w otoczeniu dziewczyn zarówno z Krakowa jak i Bronowic. Wraz ze swym kompanem Kasprem stanowią duet wiejskich amantów. Jego największą chlubą jest czapka z pawim piórem. To ona przyniesie mu w ostateczności kłopoty. Jego największym marzeniem jest bogactwo, o którym śpiewa piosenkę. Z niewiadomych przyczyn to właśnie jemu Gospodarz powierza niezwykle ważną misję rozesłania wici i powierza mu złoty róg, który dostał od Wernyhory. Bohater zgubił jednak powierzony mu dar, gdy schylał się po swoją czapkę z pawim piórem, Chochoł komentuje to zdarzenie:

„Miałeś, chłopie, złoty róg,
miałeś, chłopie, czapkę z piór:
czapkę ze łba wicher zmiótł.
(…) Ostał ci sie ino sznur”.

W ostatnich scenach dramatu jesteśmy świadkami osamotnienia i niemocy Jaśka. Nie może nikogo wybudzić z chocholego tańca, nikt też nie słyszy jego nawoływania do walki. Końcowe sceny ukazują go jako postać tragiczną.

Ojciec
Jacek Mikołajczyk – ojciec Panny Młodej, Gospodyni, Jaśka, Kuby i Marysi. Jest postacią cieszącą się estymą we wsi. Twardo stąpający po ziemi, doświadczony gospodarz, który cieszy się z wydania ostatniej córki za mąż. Nie ma nic przeciwko inteligencji:

„Ot, pany się nudzą sami,
to się pieknie bawiom z nami”.

Dwie, ze swoich trzech córek, wydał za mieszczan. Przestaje ingerować w ich życie z chwilą ich ślubu i oczekuje od nich tego samego, co widać w momencie, gdy Marysia prosi go o pomoc w spłacie długów:

„Jo patrze swego – jo niebogaty;

posłaś, toś posła;
cy tam za tego, cy za insego:
telo, co byś sie wyniosła
na tamten świat”.

W swej rozmowie z Dziadem krytycznie odnosi się do wydarzeń rabacji galicyjskiej.

Dziad
Jest postacią fikcyjną, zmyśloną przez Wyspiańskiego, by nadać kolorytu swojemu dziełu. Reprezentuje on pokolenie chłopów pamiętających zajścia rzezi galicyjskiej. Postać ta jest traktowana z góry przez pozostałych bohaterów, Żyd nawet uważa go za członka służby i każe mu zamiatać podłogę. Stoi na uboczu, z niesmakiem patrząc na bawiących się krakusów.

Klimina
Naprawdę była starościną na weselu. W dramacie jest przyjaciółką Gospodyni. Przedstawia się jako wdowa po wójcie. Jest osobą wesołą, można powiedzieć, że rubaszną. Bardzo chętnie wyswatałaby syna Radczyni. Jest w średnim wieku i, jak zauważa Radczyni, z łatwością znalazłaby sobie męża, ale nie chce tego robić. Często rozmawia z Radczynią i trzeba powiedzieć, że w ich dysputach to właśnie Klimina jest stroną dominującą. To ona zwołuje zamężne kobiety do rytuału oczepin.

Ksiądz
Z pochodzenia jest chłopem, ale nie daje tego po sobie poznać. Przez swoje pochodzenie ma za to problemy w mieście. Jego „zawieszona” między dwoma stanami: inteligencją a chłopstwem. Za sprawą tajemniczego interesu z Żydem, widzimy go głównie jako interesanta, a nie osobę duchowną. Wielką sympatię okazują mu Państwo Młodzi, którzy zaprosili go na swoje wesele. Ma on swoje zdanie o stosunkach panujących na wsi, które wyraża w rozmowie z Żydem w momencie, gdy między chłopami wybucha bójka:

„A niech się ta chłopy biją.
To Mosiek w nich wódkę leje,
Żyd, chłop, wódka, stare dzieje”.

Żyd
Nazywany przez niektórych bohaterów Mośkiem (pierwowzór tej postaci to Hersz Singer). Jest karczmarzem w bronowiczach. Na wesele przybył w interesach, a nie dla zabawy. Tak jego interes określił Dziad:

„Ciągnąć do swojego szynkwasu”.

Prowadzi interesy nawet z Księdzem i robi to w doskonały sposób. Nie waha się nawet szantażować duchownego, by ten pomógł mu odzyskać dług od Czepca. Bardziej niż swoje interesy wydaje się jednak kochać Rachel, swoją córkę, o której wypowiada się jedynie w ciepłych słowach, z dumą. Gdy wita go Pan Młody i nazywa przyjacielem, reaguje w ten sposób:


„No, tylko że my jesteśmy
tacy przyjaciele, co się nie lubią”.

Nie oznacza to, że nie był lubiany we wsi, bądź prześladowany. Chodzi o specyficzne stosunki między biegłymi w prowadzeniu interesów Żydami, a często zadłużonymi u nich Polakami.

Zosia, Maryna i Haneczka
Czyli Zofia i Maria Pareńskie oraz Hanna Rydlówna. Pierwsze dwie dziewczyny to córki Elizy Pareńskiej, a Hanna to młodsza siostra Lucjana Rydla. Zosia wraz z Haneczką bawią się tańcząc z drużbami niemal cały czas, Maryna zaś, nieco starsza od pozostałych dwóch dziewcząt, spędza czas na flirtowaniu z Poetą, wykazując się swoimi umiejętnościami i szybko demaskując go jako bawidamka, który posługuje się poezją by adorować kobiety. Maryna przypatruje się chłopom, podsłuchuje jak chłopi rozmawiają o Polsce. Wierzy w ich szczere intencje i troskę o ojczyznę.

Wojtek
Wojciech Susuł, mąż Marysi. Jest kochającym mężem. Szybko traci siły do tańca i musi położyć się spać.

Czepcowa
Żona Czepca nie ma wiele do powiedzenia w ich małżeństwie. To mężczyzna niepodzielnie rządzi. Gdy kobieta prosi, by mąż poszedł do domu się przespać, bo jest już pijany, ten krzyczy na nią i sam wygania ją do domu.

Kasper
Czyli Kacper Czepiec, bratanek Błażeja. Drugi, obok Jaśka, drużba. Cieszy się dużym powodzeniem zarówno u wiejskich dziewcząt, jak i u tych z miasta. Jest parobkiem w majątku Gospodarza. Widzimy go jako radosnego młodzieńca, adorującego Kasię, którą ma poślubić. Na rozkaz Czepca chwyta za kosę i przyłącza się do powstania.

Kasia
Jedna z druhen. Uwodzi Kaspra, gdy mówi mu, że rozwiązała się jej wstążka u spódnicy. Wpada w ręce Nosa, ale nie daje mu buziaka, mimo, że ten nalega.

Isia
Córka Włodzimierza i Anny Tetmajerów. Jest najmłodszą bohaterką dramatu. Bardzo podoba się jej wesele i nie może zrozumieć, dlaczego mama nie chce pozwolić jej zostać na oczepinach i kładzie ją spać. To właśnie jej jako pierwszej ukazał się Chochoł.

Staszek i Kuba
Dwaj parobkowie, którym Gospodarz poleca zajęcie się koniem Wernyhory. Kuba jest bardzo posłuszny Czepcowi i relacjonuje mu spotkanie Gospodarza z przybyszem z Ukrainy.

Muzykant
Popada w konflikt z Czepcem, odmawia grania, ponieważ uważa, że za tyle, ile mu zapłacono już zagrał.

Fantastyczne osoby dramatu

Chochoł

Jego przybycie to wynik zaproszenia, które wypowiedziane niezupełnie na poważnie ściągnęło na wesele kordon zjaw. Ukazuje się jako pierwszy Isi i zapowiada przybycie innych gości. Powraca ponownie w końcowych scenach, by dyrygować muzyką i tańcem bohaterów.

Widmo

Duch Ludwika de Laveaux, który ukazuje się swojej dawnej narzeczonej Marysi, obecnie żony Wojtka. Scena ta jest bezpośrednim nawiązaniem do Romantyczności Adama Mickiewicza, gdzie bohaterkę odwiedza duch jej zmarłego kochanka. W odróżnieniu od mickiewiczowskiego dzieła tu kobieta boi się widma, nie chce się do niego zbliżać, ani go dotykać. Dopiero, gdy znika, Marysia zaczyna za nim tęsknić. Symbolizuje stracone dawno marzenia Marysi o lepszym życiu.

Stańczyk

Legendarny błazen z obrazów Jana Matejki (Hołd pruski, Stańczyk, zwłaszcza ten drugi obraz, na którym malarz przedstawił Stańczyka siedzącego na tronie z wyraźnie zatroskaną miną, ukształtował w świadomości Polaków obraz błazna, jako symbol zatroskania o Polskę) i traktatu politycznego Jana Szujskiego (Teka Stańczyka będąca programem politycznym krakowskich konserwatystów). Symbol krakowskiego ugrupowania konserwatywnego. Ukazuje się Dziennikarzowi, kontynuatorowi myśli konserwatywnej. Nieco inaczej niż we wcześniejszych dziełach, błazen nie gardzi marzeniami o odzyskaniu niepodległości, ale wskazuje nowe źródło, przez które można tego dokonać. Źródłem tym jest tradycja i chlubna historia Polski, co symbolizuje Dzwon Zygmunta. To jego dźwięk powinien pobudzić Polaków. Na zakończenie rozmowy wręcza Dziennikarzowi kaduceusz.

Rycerz

Ucieleśnieniem marzeń Poety o wielkim bohaterze był właśnie Zawisza Czarny. Zjawa ta jest symbolem dawnej potęgi narodu polskiego, jego waleczności i męstwa. Przypomina Poecie najświetniejsze czasy w dziejach Polski, kiedy pod Grunwaldem Jagiełło rozgromił Krzyżaków. Uświadamia też Poecie, że poezja, jaką uprawia nie ma sensu, że dekadentyzm do niczego nie prowadzi. Nakłania go do złożenia przysięgi, że od teraz Poeta zajmie się twórczością, która wzbudzi w Polakach zapał do walki narodowo-wyzwoleńczej, przez co Polska odzyska swoją dawną pozycję mocarstwa. Poeta ostatecznie nie składa przysięgi.

Hetman

Hetman wielki koronny Ksawery Branecki ukazuje się Panu Młodemu, by wytknąć mu zdradę stanu szlacheckiego, co uczynił przez ożenek z chłopką. Paradoksalnie zdradę wytyka Panu Młodemu osoba, która sama utożsamiania jest głównie ze zdradą (Targowica i rozbiory). Przybywa prosto z Piekła, gdzie przeżywa męki za swoje życie zdrajcy.

Upiór

Jakub Szela, legendarny przywódca rabacji galicyjskiej z 1846 roku, czyli krwawych zamieszek wymierzonych przeciwko szlachcie krakowskiej przez chłopów (rabację sprowokowali Austriacy, którzy okłamali polskich, głodujących chłopów, że szlachta w ramach powstania krakowskiego szykuje przeciwko nim akcję zbrojną. Chłopi w bestialski sposób zamordowali blisko tysiąc szlachciców, najczęstszym sposobem zabijania było odpiłowywanie głów. Gdy Austriacy uznali, ze powstanie krakowskie nie ma szans powodzenia brutalnie spacyfikowali chłopów). Skąpany we krwi ukazuje się Dziadowi – jedynej postaci w dramacie, która brała udział w krwawych zajściach 1846 roku. Pomimo, że pokazuje się Dziadowi, jest przestrogą dla inteligencji.

Wernyhora

Wywodzący się z XVII wieku, znany z głównie z legend Kozak, wróżbita, propagator polsko-ukraińskiego pojednania. Jego przybycie jest związane z jedną z jego przypowieści, mianowicie zapowiedział swój powrót w chwili, gdy Polska będzie prawie martwa i pomoże ją wskrzesić. Co do innych przepowiedni, wierzono, że przepowiedział między innymi rozbiory Polski. Przybywa do Gospodarza z jasno sprecyzowanym rozkazem, którego wypełnienie da Polsce niepodległość.

- Władysław Stanisław Reymont Chłopi (t. I)

Maciej Boryna- szczegółowa charakterystyka

Jedną z głównych postaci powieści Chłopi Władysława Stanisława Reymonta jest Maciej Boryna, który swym charakterem nadaje dziełu niepowtarzalnego znaczenia. Dzięki temperamentowi, wyznawanym zasadom, miłości do ziemi - powstała jedna z najpiękniejszych symbolicznych scen śmierci (gdy umiera na polu, w świetle księżyca).
Borynę poznajemy jako dojrzałego, przystojnego i krzepkiego mężczyznę, najbogatszego gospodarza we wsi, właściciela trzydziestu dwóch morgów: „Już sam dom najlepszy we wsi, duży, widny, wysoki, staneje kieby w jakim dworze, wybielone, z podłogami, czyste! A co sprzętów, co statków różnych, obrazów samych ze dwadzieścia i wszystkie ze szkłami! A tu jeszcze obory, stajnie, stodoła, szopa! A mało to lewentarza? Pięcioro samych krowich ogonów, nie licząc byka, któren profit daje niezgorszy? Trzy konie! A gdzie jeszcze grunt? Gdzie gęsi, świnie?...".
W chwili rozpoczęcia akcji ten dwukrotny wdowiec ma około sześćdziesięciu lat: „Hale, krzepki to juści, że jest, ale już ma ze sześćdziesiąt roków", „Kpicie czy co?... A dyć na Zielną skończyłem pięćdziesiąt i osiem roków" i czworo dzieci: Antka (męża Hanki i ojca dwójki dzieci), przebywającego w wojsku Grzelę, Magdę (żonę kowala) oraz nastoletnią Józkę.
Faktem z przeszłości Macieja, poznawanym w miarę rozwoju akcji, jest między innymi epizod bycia sołtysem w Lipcach, czego w rozmowie z Dominikową najzamożniejszy gospodarz nie wspomina dobrze: „- Utrafiliście, że ambitu nijakiego nie mam. Co mi po tym? Sołtysem byłem bez trzy roki, tom dopłacił gotowym groszem. A com namarnował siebie i konisków! com się nakłyźnił i nabiegał, że i teń pies polowy nie więcej. A upadek w gospodarstwie był i marnacja, że jaże mi moja nie dała dobrego słowa...".
Mimo iż nie zajmował się już w sposób urzędowy dowodzeniem wsią, nadal pozostawał jej nieoficjalnym przywódcą. Nic nie mogło się wydarzyć bez jego zgody, przyzwolenia. Mieszkańcy osady najbardziej liczyli się z jego zdaniem. Obejmuje pozycję lidera w momencie protestu chłopów przeciw wycięciu lasu. Oto fragment, opisujący ten moment: „Maciej blady był kiej ściana i surowy, że aż mróz szedł od niego, ale oczy jarzyły mu się kiej wilkowi, szedł wyprostowany, chmurny a pewny siebie, znajomków pozdrawiał skinieniem i oczami po ludziach wodził, rozstąpiali się przed nim czyniąc wolne przejście, a on wstąpił na belki leżące pod karczmą, lecz nim przemówił, zaczęli w tłumie krzyczeć: - Prowadźcie, Macieju! Prowadźcie! - Na las! Na las! - darły się drugie".
Był szalenie samodzielny i władczy, nie pozwalał nikomu, choćby w części, zająć ważnej pozycji w wiejskiej hierarchii. Miał gwałtowne usposobienie. Negatywne cechy charakteru ujawniał często w relacjach z innymi ludźmi, a zwłaszcza z posiadającym już własną rodzinę synem, wobec którego bywał apodyktyczny i którego traktował ostro.
Jest postacią wielowymiarową. Z jednej strony despotyczny, oschły, poważny i bezwzględny, źle reagował na ciągły płacz synowej czy pretensje syna, nieczuły na ludzką krzywdę, którą uważa za przeznaczenie („- Trzymam ze sobą i ze sprawiedliwością, miarkujcie ino. Mam co innego na głowie. To i płakał nie będę, że tam który Wojtek abo Bartek nie ma co do gęby włożyć, księdzowa to sprawa, nie moja! Jeden, żeby i chciał, nie uradzi wszystkiemu"), a z drugiej strony, odkrywszy zdradę Jagny - zmienia swe nastawienie do ludzi i rodziny.
Los również nie okazuje się dla niego łaskawy w kontaktach z sąsiadami. Gdy nie został zaproszony na spotkanie-naradę, w celu ustalenia taktyki walki z dziedzicem, poczuł się urażony i pominięty: „Jakże, czekał, wypatrywał jak ten głupi, a oni bez niego radzili! Nie daruje im tego, popamiętają. Mają go widać za nic, to im pokaże, co znaczy na wsi. (...) Ale nie rzekł ni słowa z tych deliberacji, jakże, nie baba przeciech, by się przed drugimi użalał i przyjacielstwa szukał! Gryzło go to srodze, bolało nawet wielce, ale zasie komu do tego!".
Choć poznajemy go jako twardego, szanującego pracę największego lipeckiego gospodarza i samotnego ojca, przy tym twardego mężczyznę, Maciej pragnął bliskości innej osoby i tęsknił za zmarłą małżonką. Nikt z otoczenia nie podejrzewał go o takie uczucia, tymczasem odczuwał głęboką pustkę: „A tu ani odbić się na kim, ani wyżalić, nic... sam jak ten kołek; sam o wszystkim myśl, sam deliberuj łbem, sam kiele wszystkiego obiegaj kiej ten pies... a do nikogój słowa przemówić i rady znikąd ni pomocy - a ino strata i upadek... a wszystkie to kiej te wilki za owcą... a ino skubią, a patrzą, kiedy ozerwą w kawały...".
Skomplikowane relacje z synem, złym na ojca o uniemożliwienie samodzielnego gospodarowania, jak również z kowalem - zięciem żądającym przepisania większej częścią majątku na żonę - z pewnością nie przyczyniły się do poprawy nastroju bohatera, o czym świadczyć może następujący fragment: „- Spokojnego oczymgnienia nie ma, ino kłyźnij się ze wszystkimi! - myślał i wziął się do obleczenia, ale zły był i zgryziony. Jakże, ciągła wojna z synem, słowa nie można rzec, bo zaraz do oczów z pazurami skacze albo rzeknie coś, co jaże we wątpiach poczujesz. Na nikogo się spuścić, ino haruj i haruj! Złość w nim zbierała, aż poklinał z cicha i rzucał szmatami po izbie a butami. - Słuchać się powinny, a nie słuchają! Czemu to?- myślał. - Widzi mi się, co bez kijaszka z nimi obyć się nie obędzie, bez twardego! Dawno się im to należało, zaraz po śmierci nieboszczki, kiej kłyźnić się zaczęły o gronta, ale się jeszcze wagował, żeby zgorszenia we wsi nie czy nić. Gospodarz był przeciech nie leda jaki, na trzydziestu morgach, i z rodu nie bele chto - Boryna, wiadomo. Ale dobrością z nimi się nie skończy, nie!... - Tu przyszedł mu na myśl zięć, kowal, któren wszystkich po cichu burzył, a i sam wciąż nastawał, żeby mu sześć morgów odpisać i morgę lasu, a już na resztę chciał poczekać... - To niby kiej zamrę! Poczekaj, jucho, poczekaj-myślał ze złością. - Póki się ino rucham, nie powąchasz ty ani zagona! Widzisz go, mądrala!".
Wykazał się nie lada odwagą i stanowczością, kiedy, wbrew niechęci rodziny, zdecydował się ożenić z młodszą niemal trzy razy Jagną Paczesiówną, w której zakochał się prawie natychmiast. Nie bacząc na reakcje otoczenia i krewnych, doprowadził - dzięki przepisaniu gospodarstwa na narzeczoną - do ślubu. Od pięknej małżonki oczekiwał oddania i miłości, tymczasem źródłem wstydu i upokorzeń stało się małżeństwo z cudzołożną dziewczyną. To właśnie ona spowodowała, że Boryna wygnał z domu syna z synową i wnukami. Romans Antka i Jagny nieomal stał się przyczyną prawie podwójnego morderstwa. Chciał spalić przyłapanych na zdradzie kochanków i zakłuć ich widłami.
Zresztą nieraz przez Jagnę targały nim skrajne uczucia. Oto ogrom gniewu i złości głównego bohatera, gdy doniesiono mu o gorącym tańcu żony i syna: „Wyszedł na to z alkierza Boryna, przywiedły go kobiety zgorszone, popatrzył i wnet się we wszystkim pomiarkował, złość go poderwała sroga, zakąsił ino zęby, zapiął pętle kapoty, czapę nacisnął i jął się przebierać do nich. Ustępowali mu z drogi, bo blady był kiej ściana i oczami dziko świecił. - Do domu! - powiedział głośno, gdy nadlecieli, i chciał ją chycić za rękę, ale w ten mig Antek zakręcił w miejscu i poniósł dalej, że próżno chciała się wyrwać. Podskoczył wtedy Boryna, rozwalił koło, wyrwał ją z Antkowych ramion, nie popuścił i nie spojrzawszy nawet na syna wiódł z karczmy".
Gdy w końcu poznaje dowody licznych zdrad, przechodzi przemianę; z zazdrośnika zmienia się w człowieka obojętnego, powoli uświadamiając sobie śmieszność swego małżeństwa: „Ale przy tych ostrożnościach i pilnowaniach stary mizerniał i tak chudł, że pas do pół bieder opadał, poczerniał, przygarbił się, nogami za sobą ciągał i na wiór się zesychał z tych utajonych myślunków i turbacji, że mu ino oczy gorzały kiej w chorobie. Że zaś nikogo bliżej nie dopuszczał i zwierzać się a wyżalać nie miał przed kim, to go i barzej piekły te ognie i przepalały. Nikt też się nie dorozumiewał, co mu ta we wątpiach siedzi a podgryza. (...)".
Nagła zmiana zachowania, pogodzenie się ze zdradą żony i syna sprawiło, że apodyktyczny i bezwzględny do tej pory bohater zaczął budzić w czytelniku współczucie i litość. Przeszedł długą drogę do momentu, gdy zrozumiał, że tak naprawdę liczy się rodzina: „Jakoż i tak było, bo ano od dnia pogodzenia się z żoną, na co tak rychło się zgodził, aż się temu dziwowano, przemienił się do niepoznania. Zawżdy był kwardy i niełacno ustępliwy, ale teraz to już się zgoła na kamień przemienił. Jagnę do domu przyjął, niczego jej nie wymawiał, ale miał ją teraz zgoła za dziewkę, i tak ją też uważał i honorował. Nie pomogły jej przymilania się ni uroda, ni nawet złość, ni te rzekome dąsy i gniewy, którymi to kobiety chłopów wojują.
Całkiem na to nie zważał, jakby mu obcą była, a nie żoną ślubną, że nawet już nie baczył, co ona wyrabia, choć dobrze pewnikiem wiedział o jej schodzeniach się z Antkiem. Nie pilnował jej nawet i jakby całkiem nie stał o nią".
W kulminacyjnym momencie akcji drugiego tomu, gdy Maciej zostaje zaatakowany i zraniony przez borowego, w jego obronie staje Antek - ujawniają się w ten sposób nieuświadamiane dla obu mężczyzn ogromna miłość i przywiązanie: „Naraz Boryna otworzył oczy i długo patrzał w Antka, jakby sobie nie wierząc, aż głęboka, cicha radość rozświeciła mu twarz, poruszył ustami parę razy i z największym wysiłkiem szepnął: - Tyżeś to, synu?... Tyżeś?... I omdlał znowu". Skierowane do syna słowa były ostatnimi przed zapadnięciem w stan agonii. Potem, gdy ciężko chorował, a mówienie przychodziło mu z trudem, pamiętał o konieczności uwolnienia aresztowanego za zabójstwo Antka: „Mówił wyraźnie, odpoczywając po każdym słowie, a ona, tłumiąc strach jakiś, cała była w jego oczach, świecących dziwnie. - Antka broń... pół gospodarki sprzedaj, a nie daj go... j nie daj... twoje...".
Postać ta, ukształtowana na patriarchalny wzór ojca rodziny, stała się symbolem trwałego związku z ziemią, urastając do symbolu chłopa „Piasta na świętych niwach", czego dowodzi scena opisująca żegnanie się ze światem przed śmiercią, gdy nieprzytomny Boryna wychodzi w pole, nabiera w koszulę ziemię i zaczyna siać: „Za czym cokolwiek robił, czynił, jako ten koń po latach chodzenia w kieracie czyni na wolności, że cięgiem się jeno w kółko obraca z przywyku". Odchodzi w początkach lata, w porze owocowania, przez co sprawia, że plon zbierają już jego dzieci. Nowacka pisze, iż w ten sposób Reymont chciał podkreślić, iż zmarli robią miejsce żywym. 
Uważam, że bohater, o którym Kazimierz Czachowski powiedział że jego symbolika: „doprowadzona do szczytu w obrazie śmierci, gdy wyrasta w mit o siewcy, nieco przytłacza ludzkie rysy postaci", zasługuje na pamięć i omawianie jego sylwetki na zajęciach języka polskiego, ponieważ reprezentuje niepopularny w polskiej literaturze wzór osoby czułej, jednocześnie twardej i stanowczej.

Antek- szczegółowa charakterystyka

Kolejnym bohaterem powieści Reymonta jest Antek Boryna - syn Macieja, mąż Hanki i jednocześnie kochanek swej macochy - Jagny. To rosły, potężny mężczyzna, we wsi przewyższający siłą nawet cieślę Mateusza, co udowadnia w bójce.
Jeżeli chodzi o wygląd, możemy go sobie wyobrazić jedynie z opisów zakochanej Jagny, patrzącej na niego niemalże jak na herosa. Również Hanka wyraża się o mężu z zachwytem, ulegając mu nawet mimo licznych zdrad, z czego możemy wnioskować, iż Antek był przystojnym mężczyzną.
Po Macieju odziedziczył stanowczy i butny charakter, przez co stale popadał z nim w konflikty, nieskory do bezwzględnego posłuszeństwa. Niemal przez całą powieść nienawidził ojca z całej siły, wyrzucając mu traktowanie należne parobkowi i ciągłe pretensje: „- I przychować co na sprzedaż. A tak, co? Każdą plewę, każdą obierzynę ociec rachują i mają za wielgie rzeczy". Kulminacją gniewu jest moment, gdy Maciej żeni się z Jagną, obiektem westchnień cudzołożnego Antka. Od tego momentu zdaje się nie pamiętać, że kontynuując romans z macochą, ośmiesza ojca w oczach mieszkańców Lipiec oraz grzeszy przeciw czwartemu przykazaniu. Niepohamowana miłość do Jagny, a raczej żądza sprawiają, iż zapomina o obowiązkach męża i ojca, spychając na wątłe barki ciężarnej żony konieczność troski o dzieci i odpieranie zarzutów w sprawie zdrad męża.
Inne jego cechy ujawniają się w relacjach z żoną, do której czuł nienawiść, niechęć i żal, zarzucał „dziadówce", że mało ziemi wniosła do posagu, a przede wszystkim mścił się na niej za zdradę kochanki. Oto fragment obrazujący sposób, w jaki Antek traktował kochającą go Hankę: „- Idź sama, nie pójdę z tobą! Mówię ci, odejdź! - krzyknął groźnie, a potem nagle, nie wiada laczego, nachylił się do niej i w samą twarz powiedział: - Żeby mnie w kajdany skuli, w lochu zamknęli, wolniejszym bym był niźli przy tobie, słyszysz, wolniejszym! Hanka zapłakała żałośnie i poszła".
Nie był jednak zatwardziały w swym gniewie, przejawiał wolę zmiany postawy. Nieszczęśliwa i osamotniona Hanka dłużej czekała na okazanie miłości niż Maciej, któremu Antek uratował życie, zabiwszy atakującego go borowego podczas walki w lesie. Prawdziwa i głęboka przemiana zaszła w bohaterze dopiero po powrocie z więzienia, gdy zerwał z Jagną i zdecydował się zostać prawdziwą głową rodziny. 
Nie jest jednak jednoznaczne, czy zmiana, która w nim zaszła, była korzystna. W końcowej scenie powieści ujawnił swój nieludzki charakter, pozostając milczącym świadkiem samosądu zorganizowanego na niedawnej kochance, dla której jeszcze kilka tygodni temu gotów był zostawić żonę i dzieci i przez którą stał się wyrodnym synem. Scena ta może symbolizować całkowite zerwanie z przeszłością lub być początkiem dominacji cech charakterystycznych dla jego ojca - chłodu, zaciętości, bezwzględności.
Antek Boryna, o którym Kazimierz Czachowski napisał, iż „(...)jest uzupełnieniem starego Boryny" jest, tak samo jak inne pierwszoplanowe postacie powieści, bohaterem niejednoznacznym i zasługującym na szczegółową analizę motywów, które popchnęły go na przykład do bierności w czasie ataku na ukochaną Jagnę, czy braku wyrzutów sumienia z powodu romansu z macochą.

Jagna- szczegółowa charakterystyka

Jagna, córka Dominikowej, jest jedną z głównych kobiecych bohaterek powieści Reymonta Chłopi. Ta urodziwa dziewiętnastoletnia wiejska dziewczyna stanowi źródło wielu szczegółowych opisów na kartach dzieła, o czy świadczą trzy przykładowe fragmenty słów narratora powieści. Pierwszy: „Ślicznie jej było, jakoby zorze namotała na swoich lnianych włosach; a one modre oczy tak rozgorzały z radości, aż fiołkowy cień padał od nich na twarz pokraśniałą; uśmiechała się do siebie, aż ludzie poglądali na nią, taka była urodna i taka młodość i zdrowie biło od niej".
Drugi: „Przenosiła wszystkie urodą, strojem, postawą i tymi modrymi, jarzącymi ślepiami, jako róża przenosi one nasturcje a malwy, a georginie, a maki, że zgoła podlejsze się przy niej widzą, tak ci ona przenosiła wszystkie i nad wszystkie panowała. Przystroiła się też dzisiaj kiej na jakie wesele; wełniak wdziała gorącożółty w zielone a białe pasy, stanik zaś z modrego aksamitu, dziergany złotą nitką i głęboko, do pół piersi wycięty, a na koszuli cieniuśkiej, która bieluchną fryzką burzyła się suto koło szyi i przy dłoniach, zawiesiła rzędy korali, bursztynów i onych pereł, na włosach miała chusteczkę jedwabną, modrawą, w różowy rzucik farbowaną, a końce od niej puściła na plecy".
Trzeci: „Ale Jagusia i tak nie przecknęła; leżała ano na bok, twarzą na izbę, pierzynę snadź z gorąca zepchnąwszy do pół piersi, że ramiona i szyja leżały nagie, zrumienione i ździebko ruchające się w cichym dychaniu; przez rozchylone, wiśniowe wargi lśniły się jej zęby kiej te paciorki najbielsze, a rozplecione włosy burzyły się po białej poduszce spływając aż na ziemię kiej ten len najczystszy, w słońcu wysuszony". To właśnie wyróżniająca ją uroda jest powodem nieustannych plotek i zazdrości innych kobiet, by w końcu, pośrednio, doprowadzić do licznych nieszczęść i unieszczęśliwić wielu mieszkańców Lipiec.
Tragedia bohaterki polega na tym, że jej delikatna, artystyczna, a zarazem niezdecydowana dusza nie pasuje do otoczenia. Nietolerowania przez gromadę, wrażliwa i nieszczęśliwa poszukuje czegoś nieokreślonego, dąży do niesprecyzowanego celu, jest nieszczęśliwa w Lipcach, w przestrzeni, w którym przyszło jej żyć: „Jeno czuła, iż ją cosik rozpiera, podrywa i ponosi, że oto poszłaby na kraj świata, gdzie oczy poniesą, gdzie jeno powiedzie ta tęskność niezmożona. I płakała tak bezwolnie i prawie bezboleśnie, jako to drzewo, obciążone kwiatem w wiośniane poranki, kiej słońce przygrzeje, a wiatry zakolebią, rosi obficie, wpiera się w ziemię, nabrzmiewa sokami rodnymi, a kwietne gałęzie ku niebu podaje...".
Jej odmienność przejawia się zarówno w zachowaniu (do łez wzrusza się muzyką, opowieściami Rocha czy mszami kościelnymi), jak i zmienności emocjonalnej, skłonności do ciągłych huśtawek nastrojów, rozdrażnienia. Nie potrafi zastanowić się nad swym postępowaniem, w stosunkach z innymi ludźmi ulega często chwili, obce są jej głębsze refleksje. 
Spontanicznie kieruje się odruchami, biernie przystając na zaaranżowane małżeństwo, a potem na kolejne romanse. Choć jest blisko trzy razy młodsza od Macieja Boryny, ulega namowom zafascynowanej jego bogactwem matki i wychodzi za mąż za niekochanego mężczyznę. W momencie najważniejszej życiowej decyzji wykazuje się biernością i obojętnością w sprawie swego losu: „A bo to jej źle było przy matce? Robiła, co chciała, i nikt jej marnego słowa nie powiedział. Co ją tam obchodziły gronta, a zapisy, a majątki - tyle co nic, abo i mąż? Mało to chłopaków latało za nią? - niechby tylko chciała, to choćby wszystkie na jedną noc się zlecą... i my1 jej leniwie się snuła jak nić lniana z kądzieli i jak ta nić okręcała się ciągle jednako na tym, że jak matka każą, to pójdzie za Borynę... Juści, że go nawet woli od innych, bo kupił jej wstążkę i chustkę... juści... ale i Antek by kupił to samo... a i inne może... żeby tylko miały Borynowe pieniądze... każden dobry... i wszystkie razem... a bo ona ma głowę, żeby wybierać! Matki w tym głowa, żeby zrobić, jak potrza...".
Nie poddaje się spokojnemu życiu małżeńskiemu czy społecznym i chrześcijańskim nakazom, zdradzając nieświadomego niczego Borynę z jego własnym synem, który potrafi wzbudzić w niej najmocniejsze uczucia, sprawić, że odczuwa ogromną wewnętrzną siłę. Zmysłową fascynację Antkiem porzuca na rzecz poetyckiego oczarowania Jasiem, ulegając w międzyczasie cielesnym uciechom wójta, umilanym smakiem taniego alkoholu.
Jagna wyróżnia się z wiejskiej społeczności swym frywolnym zachowaniem. Tylko ją Reymont wyposażył w cechę nietypową dla lipeckiej gromady - w potrzebę samotności. Nie dążyła, jak pozostali, do zgromadzenia majątku, w swych wyborach nie kierowała się wyrachowaniem czy interesownością. Potrafiła nawet rzucić Hance w twarz zapis ziemi, który sporządził dla niej Maciej, zdobywając sobie tym samym jakąś odmianę przychylności kobiety, z mężem której miała romans.
Choć swymi wyborami unieszczęśliwiła wielu ludzi, nie potrafiła wziąć na siebie za to odpowiedzialności. Przykładem może być scena, w której daje upust nienawiści do męża, któremu przysięgała przed ołtarzem : „- Hale, będzie ją głaskał i wpół jeszcze brał, dziadyga jakiś, niedojda! - myślała ze złością, bo pierwszy raz spostrzegła jego starość, pierwszy raz obudził się w niej wstręt do niego i głęboka niechęć, nienawiść prawie. Z przyczajoną a radosną wzgardą przyglądała mu się teraz, bo istotnie, w ostatnich czasach postarzał się mocno, powłóczył nogami, garbił się i ręce mu się trzęsły. - Dziad ten, niezguła! Otrząsnęła się z obrzydzenia i tym usilniej myślała o Antku, i już się nie broniła przed wspominkami, i nie uciekała od tych kuszących, słodkich szeptów!". Niezdolność do krytycznej samooceny wyróżnia Jagnę spośród innych bohaterów powieści.
Razić może negacja norm moralnych i pojęcia grzechu. Po uczestnictwie w licznych kościelnych ceremoniach wychodziła na umówione spotkanie z Antkiem. Jej nieokiełznaną duszę „uspokoiła" dopiero lipecka gromada, która dokonała okrutnego samosądu. W ciągu kilku chwil żywa i pogodna dziewczyna, wrażliwa i towarzyska, zmieniła się w bezwolną osobę wzywającą ukochanego Jasia.
Jagna stała się ofiarą społeczności, wyklętym przykładem odmienności, przez co jest niewyczerpanym źródłem interpretacji i analiz teoretyków literatury. Uważam, że jest jedną z ciekawszych kobiecych kreacji, przyćmiewającą sztampową Izabelę Łęcką Prusa czy nijaką Joasię Podborską Żeromskiego. Kazimierz Czachowski twierdził, że postać ta, nazwana demonicznym typem miłośnicy, jest arcydziełem Reymonta. Pisał: „Gorzej dopisywała mu wyobraźnia w scenach uczuciowych, które wypadają blado, czasem sentymentalnie lub nawet nieudolnie, ale i pod tym względem wyjątek stanowi obraz przemian uczuciowych Jagusi na tle jej ekstazy miłosnej dla Jasia".

Hanka- szczegółowa charakterystyka

Żona Antka i matka trójki jego dzieci może być wzorem dla współczesnych feministek. Jest jedną z najciekawszych kobiecych kreacji w literaturze polskiej. Dlaczego? Ponieważ Reymont nie stworzył jej na wzór jakiegoś szablonu czy schematu - Hanka niezaprzeczalnie jest indywidualnością. Spośród wszystkich bohaterów powieści ulega najciekawszej metamorfozie, z bezbarwnej żony Antka i synowej Macieja zmieniając się w świadomą swej siły i poczucia obowiązku dojrzałą kobietę.
Hankę poznajemy w momencie, gdy Borynie zdycha krowa. Reymont przedstawia ją wówczas jako bojącą się teścia, a jednocześnie lekceważoną przez niego kobietę: „(...) jak ociec nadjadą będzie to pomstowanie, będzie. - A przeciech my niczego niewinowate! -narzekała płaczliwie". To właśnie z powodu ciągłego płaczu Maciej nie darzył jej sympatią. Najgorsze jest to, że również ze strony męża nie mogła liczyć na lepsze traktowanie (wszyscy we wsi wiedzieli, że Antek nie kochał żony - „dziadówki", bo nie dość, że niwiele wniosła do posagu, to jeszcze nie dbała o swój wygląd).
Początkiem przeobrażenia Hanki jest moment, kiedy została wraz z Antkiem i dziećmi wygnana z chałupy teścia, wskutek czego musieli opuścić wybielone, czyste i suche ściany dotychczasowej izby i przenieść się do prowizorycznej sieni swego ojca - Bylicy (u którego mieszkała już z rodziną siostra Weronka - znienawidzona przez Hankę): „- Jakże, taka zima, taka skrzytwa, taka bieda, że żyją jeno ziemniakami ze solą, grosza jednego nie ma, a on robić nie chce! Całe dnie przesiaduje w chałupie, papierosy kurzy i duma! albo znów gania po świecie, jak ten głupi, za wiatrem chyba! Mój Boże, mój Boże! - jękała boleśnie. - Już nawet Jankiel nie chce borgować, krowę przyjdzie sprzedać, cóż?.. Uparł się to i sprzeda, a do roboty się nie weźmie... Juści, prawda, że mu to i nijako na wyrobek iść, markotno, ale co począć, co? Żeby to ona chłopem była, mój Boże, nie żałowałaby pazurów, a to choćby kulasy po łokcie urobić, bych ino krowy nie sprzedać, bych ino zwiesny doczekać, zimę przetrzymać... A1e co ja uradzę, biedna, co?... - Rozskrzypiała się jej tak dusza, że rady dać sobie nie mogła (...)- Jak te ostatnie komorniki ostalim, jak te dziadaki, ani tej kapki mleka, ani pociechy żadnej! Tylem się dorobiła na swojem, tyle! Mój Jezu! Mój Jezu! Drugie zabiegają, jak te woły orzą i jeszcze coś do domu przykupują, a ten ostatnią krowę, com od ojców dostała, sprzedaje...Już chyba ostatnia marnacja przyjdzie, ostatnia! - zawodziła nieprzytomnie".
Od tej chwili musiała radzić sobie sama, nie mogąc liczyć na pomoc romansującego z Jagną i pokłóconego z ojcem Antka, który przecież nie zamierzał pracować „u kogoś", skoro był synem najbogatszego lipeckiego gospodarza. Wola przetrwania i „wilczy głód pracy" spowodowały, że przejęła obowiązki głowy domu, biorąc na siebie zmartwienia dotyczące opału, jedzenia czy w końcu niepewnej przyszłości mającej wkrótce powiększyć się rodziny: „- Troje nas cierpi biedę, a niezadługo będzie czworo! Dam to wtedy radę, co? Antka już nie wliczała, nie brała w rachubę w tej chwili, widziała tylko siebie i dzieci; sama się czuła gotową do stanowienia za wszystkich. Jakże, na kogo się spuści? Kto to pomoże, chyba Bóg jeden albo i Boryna! Zaczęła marzyć, że niechby się jeno dorwała z powrotem gospodarstwa, niechby znowu poczuła ziemię pod nogami, to się tak przypnie do niej, tak weprze całą duszą pazurami, że nic ją nie oderwie i nie zmoże. Nadzieja w niej rosła wraz ż takim nabierem sił, aż ją rozpierało we środku od mocy, nieustępliwości a odwagi, ognie chodziły po niej, oczy się roziskrzały... już się nawet czuła tam, u Borynów, rządziła wszystkim, gospodynią była... Długo, może do samego północka tak się rozmarzała postanawiając równocześnie, że zaraz z rana, jak przykazywał, zabierze jeno dzieci i pójdzie do starego, choćby Antek nie wiem jak zakazywał, choćby ją nawet skatował, nie posłucha i pójdzie, a tej dobrej okazji nie popuści... Moc w sobie poczuła niezmożoną do walki choćby z całym światem, nie wahała się już ni bała niczego!".
Mimo bolesnej wiedzy o zdradach męża i braku jego inicjatywy na rzecz poprawy losu rodziny wciąż go kocha i podziwia („A Hanka przysunęła się bliżej jeszcze, przywarła gorącą twarzą do jego ramienia, przywarła sercem całym - Nie, już w niej nie było podejrzeń żadnych ni żalów, ni goryczy, a ino tym miłowaniem serdecznym, tą lubością duszną, pełną dufności i oddania się, cisnęła się do jego serca"), z jedną tylko różnicą - od momentu przemiany nie pozwala już, by spadały na nią kolejne bolesne razy wymierzane przez jego ciężką dłoń: „- Idź se do karczmy, Żyd ci jeszcze poborguje - wyrwało się jej niechcący. Skoczył na równe nogi, kieby go kto kijem zdzielił, ale nie zważając na to wyszła. Nie bojała się już teraz krzyków jego ni złości, jakby obcym, a tak dalekim się jej widział, aż się sama temu dziwowała, a choć czasami drgało w niej cosik, jakby ostatni płomyk dawnego miłowania, niby to zarzewie, przywalone smutkami i rozdeptane, gasiła je w sobie z rozmysłem, siłą przypominków tych nie przebolanych nigdy krzywd".
Potrafi się przeciwstawić przemocy, a nawet zastraszyć zdziwionego Antka, który przerażony ucieka i planuje wyjazd z Lipiec. Gdy proponuje jej wspólną podróż, ona podkreśla, iż jest na stałe związana z ukochaną ziemią, której nie opuści nigdy: „- Tu mnie Pan Jezus dał na świat, to już tutaj do śmierci ostanę. Aby ino do zwiesny przetrzymać, to już łacniej będzie, lekkiej".
Cała przemiana, która zachodzi w kobiecie, powoduje zmianę opinii, jaką miała o niej teść. Maciej dostrzega w synowej zaradną gospodynię i przykładną matkę, przez co zdejmuje trochę zmartwień z jej ramion (oferuje jej pomoc, którą kobieta - mimo świadomości, że Antek będzie przeciwny - przyjmuje).
Dojrzała i pewna swej siły, z godnością słucha o dowodach zdrady męża, którego przyłapano w brogu z Jagną. Mówi siostrze, że czuje się jak wdowa i nie zamierza się poddać losowi. Od tego momentu jeszcze bardziej wykazuje się praktycznym myśleniem i zaradnością, spędzając coraz więcej czasu na długich rozmowach z Maciejem, którym jako jedyna opiekuje się po bitwie o las i staje się jedyną gospodynią Borynowej chaty.
Z bezradnej, zagubionej synowej najbogatszego rolnika staje się zapobiegliwą i zaradną kobietą (mimo nieobecności lipeckich mężczyzn samodzielnie potrafiła zorganizować prace w polu, a przy tym dbała o Borynę, wychowywała nowo narodzone dziecko i pilnowała majątku, który Dominikowa i kowal chcieli pod nieobecność Antka rozkraść). Zmianę widać także w jej relacjach z mężem, dla którego staje się partnerem, a nie obiektem poniżania. Znamienne jest również to, że jako jedyna broni Jagny przed lipecką gromadą, mimo iż rozbijała jej małżeństwo. Moim zdaniem z empatią potrafiła wejrzeć w uczucia targające samotnym sercem Jagny.
Choć Reymont obdarzył Hankę wieloma cechami charakterystycznymi dla stereotypowego wzorca wiejskich kobiet (skąpa, skora do kłótni, lubiąca plotki), jednak budzi ona sympatię czytelników, a zwłaszcza żeńskiej ich części, w bohaterce szukającej inspiracji, wzoru siły i godności. Najważniejsze zdanie, jakie padło z ust Hanki, było odpowiedzią na odmianę jej losu: „Bieda łacniej przekuwa człowieka niźli kowal żelazo".

Charakterystyka pozostałych bohaterów "Chłopów"

Rocho

Oto fragment, w którym Reymont wprowadził tego bohatera: „- Skąd on jest? - Skąd? Ze świata szerokiego, abo to kto wie? - Nachyliła się nieco, wzięła główkę na dłoń, obcinała liście i mówiła szybko, coraz głośniej, żeby i drugie słyszały: - Co trzecią zimę przychodzi do Lipiec i u Boryny zakłada kwaterę... Rochem kazał się przezywać, choć mu ta pewnie i nie Roch... Dziad jest i nie dziad, kto go tam wie... ale pobożny człowiek i dobry... ino mu tej obrączki nad głowę, a byłby rychtyk kiej te świątki na obrazach. Różańce mają na szyi obcierane o grób Jezusowy... obrazki dzieciom daje święte, a jak niektórym, to i takie z królami, co to z naszego narodu przódzi wychodziły... i książki pobożne ma takie, w których stoi wszystko, i historie różne o świecie... czytał je przecież mojemu Walkowi, to i ja, i mój słuchalim, inom przepomniała, bo i wymiarkować ciążko... A nabożny taki, że z pół dnia przeklęczy, drugi raz pod krzyżem albo i gdzie w polu, a do kościoła ino na mszę chodzi. Dobrodziej zapraszał go do siebie, na plebanię, to mu rzekł: - Z narodem mi ostać, nie na pokojach moje miejsce... - Miarkują też wszyscy, że nie musi być z chłopskiego stanu, choć mówi jak wszystkie i nauczny jest; jakże, z Żydem gadał po niemiecku, a we dworze w Drzazgowej - to z panienką, co była la zdrowia w ciepłych krajach, też rozmówił się po zagranicznemu... a od nikogo nic nie weźmie, tyle co kapkę mleka i kromkę chleba, a i za to jeszcze dzieci uczy... powiedają... - ale Kłębowa urwała z nagła, bo dziewczyny buchnęły śmiechem i aż się pokładały".
Roch (lub Rocho) przybył do Lipiec, by uczyć mieszkańców wsi i opowiadać im historie będące metaforą boskiego miłosierdzia. Wzbudza zainteresowanie (i szacunek!) swym zachowaniem i zasadami. Charakterystyczna jest jego pobożność, częste pielgrzymki do Częstochowy czy niejedzenie mięsa. Bywa oczekiwanym gościem podczas wszystkich spotkań wiejskiej gromady, którą raczy ciekawymi opowieściami, historycznymi legendami. Dzięki skromności i uczynności nie wywyższa się i jest w pełni akceptowany, do czego przyczynia się również jego znajomość tajników rolnictwa czy bezpłatna nauka pisania i czytania dzieci lipczan. Po aresztowaniu mężczyzn to Roch zajął się organizowaniem pomocy, zarówno dla nich (dzięki jego zaangażowaniu Antek został tymczasowo zwolniony z aresztu), jak i pozostawionych w porze wiosennego siania kobiet (doprowadził do tego, iż na dwa dni do Lipiec przyjechali z pomocą w pracach polowych mieszkańcy okolicznych wsi). 
Niestety, opuszcza przyjaciół, ponieważ wzbudza zbyt duże zainteresowanie żandarmerii.

Agata

Agata była krewną Kłębów, u których pracowała. pilnując dzieci i pomagając w gospodarstwie w zamian za dach nad głową. Gdy jednak nadchodziła jesień i praca w polu się kończyła, wyganiali ją, a ona chodziła „w świat" na żebry: „A co, chodzę od kościoła do kościoła, od wsi do wsi ,od jarmarku na jarmarek i tą modlitwą upraszam se u dobrych ludzi gdzie kąt, gdzie warzy łyżkę, gdzie grosik jaki! Dobre są ludzie, ubogiemu nie dadzą umrzeć z głodu, nie...". Bardzo kochała lipecką wieś: „Mogła to mówić! kiej łzy jako ten deszcz rzęsisty zalały jej serce i spływały po wynędzniałej twarzy, że jeno mamrotała cosik, a tak się trzęsła w sobie, że ani weź naleźć różańca, ni tych słów pacierza, które się rozsuły po duszy palącą rosą, to porwała się z mocą i poszła, pilnie patrząc po polach i powiadając w głos jakie słowo modlitwy, przypomniane z nagła...".
Mimo nieprzychylnego losu, starowinka odziana w łachmany, obwieszona różańcami i podpierająca się kijem bardzo wierzyła w Boga. Od kilku lat przygotowywała sobie „wyprawę na śmierć": pościel, poduszki, pierzynę. Pragnęła jedynie umrzeć w łóżku, w ciepłej pościeli. Od dawna miała również odłożone pieniądze na pogrzeb. W końcu jej marzenie się spełniło - zmarła u krewnych, namaszczona przez księdza olejami, zostawiwszy rodzinie wyżebrane pieniądze.
W Lipcach znany był również jako wiejski medyk - leczył mieszkańców wsi.

Dominikowa

Marcjanna Antonówna Pacześ zwana była we wsi Dominikową. Miała trójkę dorosłych dzieci: dwóch synów - Jędrzycha i Szymka i Jagnę. Była wdową, właścicielką piętnastu morgów, domu i inwentarza. Mieszkańcy wsi darzyli ją szacunkiem i brali pod uwagę jej zdanie. Odwiedzała odpusty, przesiadywała w kościele, stale się modląc. Czasem odbierała porody (nawet w okolicznych wioskach), leczyła ziołami, a ludzie powiadali, że rzucała nawet uroki.
Po bójce z Szymkiem, w której poparzyła sobie oczy, nosiła specjalną opaskę. Gdy szła po pobitą Jagnę (końcowe sceny), zdjęła opatrunek, by lepiej widzieć - i przeklinała ludzi, na których patrzyła tak groźnym wzrokiem, że uciekali jej z drogi.
Jeżeli chodzi o dzieci - bardzo kochała córkę, synów traktując bardziej jak parobków niż dzieci: „Powstali od kolacji. Jagna ze starą siadły do kądzieli przed kominem, a synowie jak zwykle zajęli się sprzątaniem, myciem naczyń i obrządkiem. Tak już zawżdy u Dominikowej było, że synów swoich dzierżyła żelazną ręką i rychtowała ich na dziewki, żeby ino Jagusia rączków se nie pomazała" oraz: „Paczesiowa miała żelazne ręce i duszę nieustępliwą- jakże! tyle lat wszystkim rządziła, tyle lat nikto nle śmiał się jej przeciwić ni w poprzek stawać. A tu kto stawał? kto się przeciw niej ważył? - własne dzieci! - Jezus miłosierny - wołała w zapamiętaniu i złości, przy leda okazji chwytając za kij na synów, chciała ich przemóc i zmusić do posłuchu. Nie dali się, zacięli się jak i matka i poszli na udry. To powstawały prawie co dnia takie wrzaski a gonitwy kole chałupy, jaże ludzie się zbiegali uspokajać".

Szymek

Starszy z braci Jagny, przez pierwszą część powieści słuchał matki, z oddaniem pracując w jej gospodarstwie. Gdy sprzeciwił się woli Dominikowej - żeniąc się z Nastusią - wygnała go z domu, nie dając nic. Stał się wówczas prawdziwym mężczyzną - kupił na raty ziemię od dziedzica i razem z żoną zamieszkał w zbudowanym samodzielnie domu.

Kowal

Kowal był rosłym i dużym mężczyzną, ubranym „po miastowemu", z czerwoną twarzą, rudymi włosami i pokręconymi wąsami. Z zawodu był kowalem, miał nawet własną kuźnię we wsi. Ożenił się z Magdą - córką Macieja Boryny. W powieści to człowiek przebiegły, zakłamany i chciwy, posiadający wpływ na mieszkańców wsi: „A w drugiej gromadzie, co się już była skupiła za wrotniami na drodze, rej wodził kowal, duży chłop, ubrany już całkiem z miejska, bo w czarnej kapocie, pokapanej woskiem na plecach, i w granatowym kaszkiecie, spodnie miał na buty i srebrną dewizkę na kamizelce; twarz miał czerwoną i rude wąsy, i włosy pokręcone; rajcował donośnie a pośmiewał się, że aż rechotał, bo wykpis to był na całą wieś, że niech Bóg broni dostać mu się na jęzór. Boryna ino strzygł oczami ku niemu a nadsłuchiwał, bo się bojał jego gadania, że to nawet rodzonemu kowal nie przepuścił, a cóż dopiero teści, z którym był w wojnie o wiano żonine (...)".

Józka

Najmłodsza córka Boryny była dorastającą dziewczyną, pracującą w obejściu i pomagająca w polu. Przyjaźniła się z Nastusią i Witkiem. Posłuszna ojcu.

Pietrek

Pietrek był parobkiem zatrudnionym u Borynów na miejsce zmarłego Kuby. Grywał na skrzypkach. Gdy ludzie znaleźli pijaną Jagnę śpiącą przy boku wójta w lesie - stanął w jej obronie. Jeżeli chodzi o obowiązki związane z pracą - nie wywiązywał się z nich należycie. Leniwy, nie słuchał poleceń Hanki.

Nastka

Była młodą, biedną dziewczyną, siostrą Mateusza, mieszkającą najpierw z matką, a potem z mężem. Była przyjaciółkę Józki - córki Boryny.

Tereska

Młoda i ładna kobieta mieszkała w obalającej się chałupie i była sąsiadką Mateusza, z którym pod nieobecność męża (przebywał w wojsku) - wdała się w romans. Nie miała dzieci, dzięki czemu do woli jeździła do aresztu z paczkami dla kochanka. Pracowała jako pomoc w domu organistów lub w polu u innych ludzi, dzięki czemu mogła się wyżywić. Po powrocie męża i odrzuceniu przez Mateusza położyła się krzyżem w kościele, przepraszając Boga za swe grzechy. W końcu jednak mąż wybaczył jej zdradę, a na koniec powieści poszli razem na pielgrzymkę do Częstochowy.

Weronka

Siostra Hanki była żoną Stacha i matką sporej gromadki dzieci. Mieszkała w chałupie ojca, z którym dzieliła izby. Mąż nie pomagał jej w niczym, przez co często się kłócili. Po śmierci matki zabrała jej wszystkie rzeczy, co było powodem wieloletniej zawiści Hanki. Siostry pogodziły się dopiero w chwil, gdy żonę Antka również dotknęła bieda. Od tego momentu pomagały sobie jak mogły.


Jagustynka- charakterystyka postaci

Jagustynka jest powieściowym przykładem komornicy i wyrobnicy, a jednocześnie postacią tragiczną i budzącą współczucie. Podobnie jak Agata została wygnana przez krewnych z domu (dzieci wypędziły ją po tym, jak przepisała na nich całe gospodarstwo: „Całe dziesięć morgów pola jak złoto dałam, i co?... - splunęła ze złością. - Na wyrobki chodzę, na komornicę zeszłam!...").
Od tej chwili sumiennie pracowała u Borynów, nie tracąc nadziei na ponowne zjednoczenie z rodziną, od której otrzymała tyle krzywd i cierpienia. Czuła do nich jednocześnie ogromny żal: „Macie wy rozum, że tak mówicie, macie! Po sądach się włóczyłam, to ino te parę złotych, com miała - poszły, a sprawiedliwości nie kupiłam... i na starość na poniewierkę, na wyrobek! Żebyśta, ścierwy, pode płotem wyzdychały za moje ukrzywdzenie! Poszłam do nich w niedzielę, żeby chocia popatrzeć na chałupę, na ten sad, com go ano sama szczepiła, to synowa wywarła na mnie pysk , że na prześpiegi przychodzę! Mój ty Jezu kochany! Ja na prześpiegi, na swój rodzony gront przychodzę! Myślałam że trupem padnę, tak mnie żałość ścisnęła! Poszłam do dobrodzieja, żeby ich chociaż za to skarcił z ambony, to mi rzekł, że za te krzywdy Pan Jezus mnie wynagrodzi!...Juści, juści... jak kto nic nie ma, dobra mu i Jezusowa łaska, dobra... ale zawdy wolałabym ja pogospodarzyć tu na groncie, w ciepłej izbie pod pierzyną się przespać tłusto se podjeść i uciechy zażyć...".
Wskutek postępowania rodziny, Jagustynka stała się kobietą złośliwą, kąśliwą i podjudzającą mieszkańców wsi do kłótni: „(...) weszła Jagustynka, ale dzisiaj była już po dawnemu dufna w siebie, wrzaskliwa, harda i bacząca, aby ino dogryźć komu, a dobrze". Roznosiła plotki, mając nadzieję, że przyczyni się do takiej zmiany losu jakiegoś sąsiada, jaki stał się jej udziałem. Czasem wzbudza jednak współczucie czytelników (co potwierdza, iż powodem jej złośliwości jest głęboko skrywana uraza do bezdusznych dzieci), czego przykładem może być rada udzielona Maciejowi Borynie zastanawiającemu się nad słusznością decyzji o małżeństwie z Jagną.
Jest także osobą współczującą, nie odwraca się na widok krzywdy i głodu, ponieważ sama go doznała wielokrotnie: „Tyle się już ludzkiej biedy najadłam, że me w końcu do cna rozebrało. Człowiek nie kamień, broni się przed sobą choćby tą złością na cały świat, ale się nie obroni, przyjdzie taka pora, co już nie zdzierży więcej i w ten piasek dusza mu się rozsypie żałosny". 
Przeszłość sprawia, że z trudem przyjmuje opowieści Rocha o boskim miłosierdziu i opiece, pesymistycznie patrząc w przyszłość: „Hale, prawda to była, że przódzi z nieba przychodziły opiekuny różne, co biednemu i uciśnionemu zmarnieć nie dawały! Czemuż teraz takich nie uwidzi? Mniej to biedy, mniej mizeracji, mniej tego dusznego skrzybotu?... Człowiek jest jako ten ptak bezbronny, na świat puszczony - a to go jastrząb, a to go zwierz, a to głód, a w końcu i ta kostucha dodusi - a ci prawią o miłosierdziu i głupie żywią, i manią obietnicami, że zbawienie przyjdzie! Przyjdzie, ale Antychryst, i ten sprawiedliwość wymierzy, ten się zmiłuje, jak ten jastrząb nad kurczątkiem".


Kuba Socha- charakterystyka postaci

Kuba Socha był zatrudniony w gospodarstwie Macieja Boryny. Czytelnikowi zapada w pamięć gorzka refleksja nad życiem padająca z ust bohatera, w której wspomina przeszłość, gdy nazywano go „darmozjadem": „(...) cała wieś: i parobki, i gospodarze, i wszystkie, to ino go kulasem przezywali, a niezgułą, a darmozjadem, a nikto dobrego słowa nigdy nie dał, nikto nie pożałował - chyba ino te koniska abo i te pieski... a przecież rodowy był... gospodarski syn... nie znajda żaden... nie obieżyświat, a chrześcijan prawy, katolik...".
W miarę rozwoju akcji poznajemy koleje życia tego mężczyzny, a mianowicie jego powstańcze losy. Swą historię opowiada Witkowi, osieroconemu pracownikowi Boryny, chłopcu, którym się opiekował.
Kuba urodził się w gospodarskiej rodzinie, jako syn Magdaleny i Pietera, którzy: „gront swój mieli, ale służyli we dworze za furmana... w ogiery ino jeździli ze starszym panem...". Po śmierci ojca jego ziemię przejęli wujostwo, pozostawiając małego Kubę na służbie u dziedzica: „A potem dziedzic do koni mnie wziął, bym w ogiery po ojcu jeździł... to ino na polowania we świat, do drugich panów jeździlim cięgiem... strzylałem i ja niezgorzej... że młodszy dziedzic strzelbę mi dali... a matka ino ze starszą panią siedziała we dworze...".
Gdy nadszedł czas powstania styczniowego, Socha wraz z innymi chłopami odważnie walczył o niepodległość ojczyzny: „Dobrze baczę... i kiej wszystkie szły... wzieni i mnie... Bez cały rok byłem... a co kazali, robiłem... juści, nie jednego burka zakatrupiłem... nie dwóch...". Właśnie w czasie jednej z takich walk uratował młodszego brata dziedzica - Jacka: „(...) a młodszy dziedzic dostał we flaki... wątpia mu wypłynęły... Pan mój przecie... dobry człowiek... na bary wziąłem i wyniesłem...".
Po powrocie do dworu okazało się, że został on prawie zrównany z ziemią przez najeźdźcę: „Dworu nie ma, gumien nie ma:.. płotów nawet nie ostało... do cna wszystko spalone... a stary pan i pani starsza, i matula moja... i ta Józefka, co za pokojówkę była... pobite leżą na śmierć w ogrodzie!... Jezu! Jezu! baczę wszystko... juśći... Mario!". 
Bohatera poznajemy jako człowieka dobrego, wrażliwego na krzywdę innych, zaangażowanego w obyczajowe życie wsi. Swą uczciwość potwierdza, odmawiając właścicielowi karczmy okradania Boryny, o inwentarz którego dbał jak o własny.
Czerpał dodatkowe dochody z innego niż kradzieże, źródła - od czasu do czasu zastawiał sidła na kuropatwy, które przekazywał potem księdzu (ten sporadycznie wynagradzał prezenty monetą).
Po śmierci Kuby wskutek postrzelenia przez leśniczego (w gorączce odrąbał sobie nogę, by powrócić do zdrowia), do wsi przyjechał Jacek - szlachcic, któremu niegdyś uratował życie. Spóźnił się jednak z zadośćuczynieniem i podziękowaniem, dowiedział się jedynie, jak dobrym i życzliwym lipczaninem był Socha: „:- Długo był u was? - A zawżdy, jak ino pamięcią sięgnę, to zawżdy służył u Borynów. - Poczciwy był podobno? - pytał nieśmiało. - I jak jeszcze, cała wieś może przyświadczyć, wszyscy, nawet dobrodziej płakali na pochowku i nic nie wzięli za nabożeństwo. - A mnie pacierza uczył i strzylać uczył, i kiej rodzony ociec opiekę trzymał nade mną! I po dziesiątku czasem dawał i... - wybuchnął płaczem na przypomnienie. - A pobożny był, cichy, pracowity parobek, że nieraz dobrodziej sam go chwalił...".

- Stefan Żeromski Ludzie bezdomni

Tomasz Judym- charakterystyka szczegółowa.

Pierwowzorem tej postaci jest młody lekarz Kazimierz Stecewicz, poznany przez Żeromskiego w Uzdrowisku w Nałęczowie, którzy chciał swe społeczne ideały wykorzystać w celu podniesienia poziomu zdrowia w tym zakładzie.
O fizjonomii Tomasza nie mamy żadnych informacji (nie licząc krótkiego fragmentu w pamiętniku Podborskiej: „(...)w rogu siedzi ten śliczny jegomość w cylindrze(...)". Choć to główny bohater, to tylko jemu pisarz nie nadał cech wyglądu zewnętrznego. Warto by się zastanowić, dlaczego Żeromski pominął opis jego wyglądu. Może po trosze w każdym z nas istniej pierwiastek judymowski?
O Judymie świadczą jego czyny i dokonywane wybory, ponieważ Żeromski przyjął taką koncepcję prezentacji postaci. Autor nie wyraża się bezpośrednio o stosunku do postępowania bohatera, to znaczy nigdzie nie odnajdziemy wzmianki negowania lub aprobaty jego wyborów.
Możemy wyróżnić cztery epizody losów Tomasza: paryski (rozdział pierwszy tomu I), warszawski (konsekwencje wygłoszonego odczytu), cisowski (próby realizacji swych idei w praktyce) oraz kopalniany (bohater zastanawia się nad prawem człowieka do śmierci, porusza wiele istotnych kwestii, które wypływają z obserwacji pracy górników w kopalni „Sykstus").

Pochodzenie społeczne Judyma

Tomasz był synem ciągle pijanego warszawskiego szewca. Swój dom rodzinny zapamiętał jako: „suterena, wilgotny grób pełen śmierdzącej pary. Ojciec wiecznie pijany, matka wiecznie chora. Zepsucie, nędza i śmierć...". Po śmierci matki wzięła go na wychowanie ciotka (siostra ojca), u boku której życie nie było wcale takie słodkie. Bohater wyznał później bratu, który pozostał przy ojcu: „Zdaje ci się - rzekł - że moje życie było jak różyczka w ogrodzie. Żebyś ty wiedział...".
Ciotka w młodości była kobietą lekkich obyczajów, co spowodowało, że dzięki urodzie - z sutereny „ruszyła w świat". Zarobiła wtedy dużo pieniędzy, za które, będąc już dojrzałą, kupiła mieszkanie i rzuciła prostytucję. Codziennie zapraszała wielu gości, z którymi grywała w karty. Właśnie wtedy wzięła Tomka do siebie. Traktowała go jak chłopca na posyłki. Gdy przegrała dużo pieniędzy, wynajęła jeden pokój za małą opłatą ubogiemu studentowi, który miał uczyć Tomasza. Potem z kolei posłała bratanka do szkoły, którą opłacała. 
Z pozoru atmosfera między nimi przypominała sielankę, ale tak naprawdę młody Tomasz sypiał na sienniku w przedpokoju, który mógł rozłożyć dopiero po wyjściu ostatniego gościa. Nie było brane po uwagę, że musiał wstawać najwcześniej, uprzątnąć siennik, biegać po sprawunki, służyć lokatorom (było ich coraz więcej), którzy często go bili: „Prał mię, kto chciał: ciotka, służąca, lokatorowie, nawet stróż w bramie wlepiał mi, jeśli nie kułaka w plecy, to przynajmniej słowo, często twardsze od pięści. I nie było apelacji". Oprócz tego ciotka wyganiała go z domu: „Ileż to razy ciotka mię wyganiała precz, za byle winę! Ile razy musiałem błagać na klęczkach, żeby mię znowu przyjęła do swego "domu"!". W przypływie łaski oddawała mu czasem swe dziurawe trzewiki (nie miał własnych porządnych butów), co było powodem docinków kolegów i przeziębień (chodził prawie bosymi stopami po śniegu). Uczył się i odrabiał lekcje w najróżniejszych miejscach - w kuchni, w przedpokoju. Był skazany na poniewierkę i ciągłą niepewność, lecz udało mu się ukończyć szkołę średnią i medycynę w Warszawie.
Choć wybrany zawód i obracanie się w określonym, inteligenckim środowisku oddzieliły go od środowiska, z którego się wywodził i w którym dorastał, to jednak było to tylko oddzielenie pozorne - w sercu cały czas pamiętał o swym robotniczym pochodzeniu. Z tego powodu wielokrotnie w powieści ujawniają się jego kompleksy i niedowartościowanie. Wystarczy wspomnieć chociażby pierwszy rozdział, gdy bohater, choć wykształcony i znający się na sztuce, traci pewność siebie w otoczeniu wysoko urodzonych pań i... opowiada o swym ojcu alkoholiku: „Ja pochodzę z Warszawy, z samej Warszawy. I z bardzo byle jakich Judymów...(...) Ojciec mój był szewcem, a w dodatku lichym szewcem na Ciepłej ulicy.".

Poglądy i plany wyrażone w odczycie wygłoszonym u dr. Czernisza w Warszawie

Walkę z nędzą najbiedniejszych bohater rozpoczął od wygłoszenia odczytu u warszawskiego doktora, zapraszającego do siebie całą elitę medyków.
W referacie „Kilka słów w sprawie higieny" wyraził swoje poglądy i pomysły naprawy stanu zdrowia warszawskiej biedoty, sugerując przy tym, że do obowiązków lekarza należy szerzenie higieny w kręgach, w których ludzie nie mają o niej pojęcia. Tomasz twierdził, że lekarz powinien przede wszystkim być lekarzem ludzi biednych: „Idziemy między tłum i zgadzamy się z rozsądkiem stada. Zamiast ująć w ręce ster życia, zamiast według praw nieomylnej nauki wznosić mur odgradzający życie od śmierci, wolimy doskonalić wygodę i ułatwiać życie bogacza, ażeby pospołu z nim dzielić okruchy zbytku. Lekarz dzisiejszy - to lekarz ludzi bogatych".
Nie udało mu się rozpropagować idei leczenia i informowania mas („My lekarze mamy wszelką władzę niszczenia suteren, uzdrowotnienia fabryk, mieszkań plugawych, przetrząśnięcia wszelkich krakowskich Kazimierzów, lubelskich dzielnic żydowskich. W naszej to jest mocy. Gdybyśmy tylko chcieli korzystać z przyrodzonych praw stanu, musiałaby nam być posłuszna zarówno ciemnota, jak siła pieniędzy..."), wzbudzić w zebranych choć odrobiny refleksji nad swym powołaniem, nad przysięgą Hipokratesa. Słuchacze nie pozwolili mu nawet dokończyć odczytu.

Stanowisko zebranych lekarzy wobec poglądów społecznika

Wszyscy lekarze zanegowali program Judyma, nazywając go marzycielem i idealistą. W czasie ostrej dyskusji zarzucono mu, że ubolewa nad sprawami nie będącymi polem działania lekarza (według nich Żydzi i parobkowie nie zaliczali się do kręgu pacjentów), krzywdzi środowisko twierdzeniem, iż lekarze zajmują się jedynie bogatymi. Zebrani zaczęli wyliczać podejmowane inicjatywy: „Czy w istocie tak źle jest z nami? Oto powstają wystawy higieniczne, towarzystwa przeciwżebracze, urządza się przytułki noclegowe, funduje kąpiele dla ludu, zabawy - a wreszcie towarzystwo higieniczne, nic nie mówiąc o dziełach miłosierdzia dokonywanych w ciszy", tłumacząc przy tym, że nie posiadają takiej władzy zmieniania świata, jaką przypisuje im referent. 
Ten epizod ujawnił pobudki postępowania ówczesnych medyków, którzy dawali zgodę na obserwowane szerzenie chorób i epidemii, przy jednoczesnym zwolnieniu się od wszelkiej odpowiedzialności (przecież nie mają władzy). Z drugiej strony mamy Tomasza, interpretującego swój zawód nie jako obowiązek, lecz dawanie dowodu miłości bliźnich.
Ukazany konflikt to nie tylko spór miedzy ludźmi, lecz również między postawami odnośnie zasadniczych kwestii. Oportunizm i znieczulica ściera się tu z całkowitym, bezwzględnym poświęceniem w służbie innym.

Epizod cisowski i walka o sprawiedliwość

Gdy bohater przyjął stanowisko pracy w zakładzie uzdrowiskowym, zaczął od podstaw organizować funkcjonowanie tamtejszego szpitala, z którego korzystała również miejscowa ludność. Pracował bardzo ciężko: wstawał o szóstej rano, robił obchód sali z zabiegami kąpielowymi, sprawdzał porządek w łazienkach, u źródeł, by przed godziną ósmą pojawić się w szpitalu, gdzie od dziesiątej przyjmował chorych żebraków z pobliskich okolic. Doktor zaczął odbierać rozkradzione łóżka załatwiał kołdry, sienniki, poduszki i talerze. Z polecenia pani Niewadzkiej, otoczono teren budynku nowym parkanem, a ogrodnik miał zadbać o sad wokół szpitala.
Wszystko było dobrze do momentu przedstawienia projektu podniesienia zdrowotności Cisów, czego głównym elementem było osuszanie terenu (czworaki stały na podmokłym gruncie, co było przyczyną ciągłych chorób biedoty). Gdy spotkał się z odmową realizacji swych celów ze strony plenipotenta majątku, zachęcany listownie przez M. Lesa, zdecydował się poinformować o swych propozycjach udziałowców spółki (również go odrzucili).
Od tej chwili Tomasz został znienawidzony przez zarządców kurortu, a w konsekwencji walki o zniszczenie źródeł febry (do choroby przyczyniła się działalność Krzywosąda, zanieczyszczającego wodę pitną szlamem ze stawów) dostaje wymówienie z pracy.
Kolejny raz spotkał się z odrzuceniem (pierwszy po odczycie u dr. Czernisza, po którym przez sześć miesięcy nie przyszedł do niego żaden pacjent). Ponownie trafił ze swymi ideami na ludzi dbających jedynie o swe finanse, obojętnych na krzywdę innych, nie chcących wykazać odrobiny wysiłku. W następstwie tych gorzkich wydarzeń Judym mówi: „Higiena jest, ale dla ludzi bogatych. Chłopi i ich bydło niech piją muł z naszego stawu".

Pobyt w Zagłębiu i świadoma decyzja całkowitego poświęcenia się dla bezdomnych

Decyzja ta dojrzewała w bohaterze od przyjazdu do Sosnowca, lecz uświadomił ją sobie dopiero podczas spotkania z narzeczoną, której wyznał: „Ja muszę rozwalić te śmierdzące nory. Nie będę patrzał, jak żyją i umierają ci od cynku (...)Przecie to ja jestem za to wszystko odpowiedzialny! Ja jestem! (...)Jeżeli tego nie zrobię ja, lekarz, to któż to uczyni? Tego nikt...". Czuł się odpowiedzialny za losy biedoty, za całą krzywdę, która ją spotykała każdego dnia.
Na to postanowienie miało wpływ jego pochodzenie: „Otrzymałem wszystko, co potrzeba... Muszę to oddać, com wziął. Ten dług przeklęty... Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te podłe zmory.. Czuł się związany bardziej z klasą swego ojca i brata, niż z inteligencją, w której się obracał od czasów studenckich. Chciał poświęcić się dla innych, być lekarzem i społecznikiem zarazem.
Mimo płaczu Joasi, nie mógł zmienić swej decyzji, ponieważ nie mógł zagłuszyć w sobie głosu odczuwanej odpowiedzialności: „Jestem odpowiedzialny przed moim duchem, który we mnie woła: "nie pozwalam!"". Jedynie samotność była w tym wypadku gwarancją całkowitego oddania idei: „Muszę wyrzec się szczęścia. Muszę być sam jeden. Żeby obok mnie nikt nie był, nikt mię nie trzymał!". 
Jego wybór jest tym bardziej tragiczny, że wyrządza nim wielką krzywdę Joasi. Choć podświadomie wie, że dziewczyna prócz niego nie ma tak naprawdę nikogo, choć czuje jej oddanie i miłość - nie próbuje zastanowić się nad skutkiem swej decyzji. Nie wczuwa się w położenie osieroconej kobiety, nie myśli, jak bardzo ją rani. Można powiedzieć, że w tym wszystkim jest w pewnym stopniu egoistą i tchórzem. Strach przed założeniem rodziny, mającej go rzekomo odciągnąć od pracy społecznej i zmienić go w dorobkiewicza jest tak wielki, że odrzuca miłość osoby, która poświęciłaby dla niego wszystko, której swą decyzją złamał życie. Symbolem jego rozdartej duszy po rozstaniu z Joanną jest sosna.

"Rozdarta sosna"- subiektywna ocena wyboru Judyma

Tomasz Judym to z jednej strony altruista, który w imię dobra społecznego poświęcił swoje własne, a z drugiej strony w jego ostatecznej decyzji ujawnił się egoizm i... narcyzm. Być może obrońcy tej szlachetnej postaci wzburzyli się, czytając o takiej ocenie bohatera, lecz uważam, że Tomasz Judym po trosze był zapatrzonym w siebie ignorantem...
Bo czyż przekonania o posłannictwie, o posiadaniu siły czyniącej zdolnym zmienić świat nie można nazwać egocentryzmem, czyli przeświadczeniem o decydującej o życiu innych roli? Tomasz Judym przez całą powieść pielęgnował w sobie przekonanie, że jest męczennikiem, że tylko on może zmienić życie nędzarzy warszawskich, proletariatu, mieszkańców Cisowskich czworaków, czy w końcu sosnowieckich górników. Wierzył w to tak uparcie, że w kluczowym momencie utworu odrzucił szczere uczucie kochającej go osoby wiedząc, że miała tylko jego na świecie, że był jej jedyną nadzieją na założenie rodzinnego domu, na zaznanie namiastki ciepła. Nie, on nie słuchał płaczu Joasi, nie patrzył w jej zawiedzione oczy, był głuchy na rozpacz złamanego serca...
Najważniejsze było, by mógł realizować swoje ambicje, poświęcać się w imię bliżej niezrealizowanego celu (przecież niedorzecznością było mieć nadzieje, że w tamtej rzeczywistości ludzie, dbający jedynie o swoje sprawy, pozwolą mu dać upust miłosiernym uczuciom i zrealizować idee społecznika-marzyciela). Judym w ostatnim rozdziale dał przykład zapatrzenia w siebie, nieczułości.
Nie znajduję usprawiedliwienia dla jego decyzji. Przecież Joasia nie przeszkadzałaby mu w niczym, pozwalałaby mu realizować swe idealistyczne plany. Ona chciała jedynie móc stworzyć z nim dom, móc służyć mu pomocą i radą...
Cóż, może moje zdanie spotka się z ostrym osądem zwolenników judymowskiego typu bohatera, lecz ja wolę bohaterów, którzy nie boją się dzielić z drugim człowiekiem trosk i zmartwień, a już na pewno nie dokonują za kogoś wyborów (Tomasz przecież w duchu twierdził, że swą decyzją ochroni dziewczynę - ona sama miała prawo do wyboru dalszego życia, które chciała przeżyć u jego boku!).

Joanna Podborska- charakterystyka szczegółowa.

Prototypem tej postaci (jak również Madzi Brzeskiej z „Emancypantek" Bolesława Prusa) była żona Żeromskiego poznana w Nałęczowie - Oktawia Rodkiewiczowa.
„Joasia natomiast charakteryzuje się głównie sama w swym pamiętniku - przede wszystkim przez emocjonalnie nacechowany, a zarazem refleksyjny opis zdarzeń, z którymi styka ją życie, a także przez introspekcję psychologiczną. Autoportret w ten sposób bezpośrednio stworzony, mimo stylizacji niektórych fragmentów, jest realistyczny, bogato uszczegółowiony, wyrazisty również w intelektualnej charakterystyce bohaterki" H. Markiewicz.
W momencie przedstawienia bohaterki przez Żeromskiego, Joasia ma około dwudziestu sześciu lat i jest guwernantką panien Orszańskich. W opinii Judyma to: „ciemna brunetka z niebieskimi oczami, prześliczna i zgrabna", z pełnym naiwności spojrzeniem („Były to oczy szczere aż do naiwności. Zarówno jak cała twarz odzwierciedlały subtelne cienie myśli przechodzących, oddawały niby wierne echo każdy dźwięk duszy i wszystko mówiły bez względu na to, czy kto widzi lub nie ich wyraz"). O jej losach sprzed akcji właściwej dowiadujemy się z rozdziału „Zwierzenia", który jest przytoczeniem fragmentów pamiętnika kobiety.
Przyszła na świat w szlacheckim dworku we wsi Głogi. Z powodu wczesnego osierocenia, musiała od dziecka sama myśleć o swym wykształceniu i utrzymaniu, a prócz tego o pomocy młodszym braciom - Wacławowi (zmarł na zesłaniu w Irkucku) i Henrykowi (studiował w Szwajcarii). Materiału do cytowanego w pamiętniku Joasi listu Wacława dostarczył list przesłany z zesłania przez przyjaciela pisarza, Wacława Machajskiego.
Przy niewielkiej pomocy ubogiej ciotki, Joasi udało się ukończyć kieleckie gimnazjum, po którym została guwernantką. Pracowała na tym stanowisku u bogatych warszawskich Żydów. Pewnego dnia, jadąc tramwajem, jej wzrok spoczął na przystojnym młodzieńcu w cylindrze (okazał się on Judymem). Potem dostała pracę w Cisach, gdzie zajmowała się wnuczkami pani Niewadzkiej. Raz udało się jej na krótko odwiedzić rodzinne strony. Pojechała wtedy do Kielc i Mękarzyc, które stanowiły majątek jej wujostwa. Niestety, krewni czuli się kimś lepszym niż zwykli ludzie, traktowali swych pracowników z pogardą. Joasia pojechała wtedy jeszcze na rodzinny grób w Krawczykach oraz odwiedziła utracony dwór w Głogach. 
W czasie tej wycieczki wrażliwa i dostrzegająca krzywdę innych dziewczyna boleśnie zdała sobie sprawę ze swej samotności i bezdomności: „Gdzież oni są? W co się obrócili? Dokąd odeszli z tego miejsca? Całe moje ciało trzęsło się aż do głębi serca: Rozsypywałam się w proch przed śmiercią, z błaganiem, ażebym była godna posiąść tajemnicę. Gdzie jest mój ojciec, gdzie jest matka: gdzie Wacław?...".
W czasie właściwej akcji bohaterka przykuwa uwagę Tomasza, który od momentu spotkania jej w Paryżu czuje, że odnalazł swą bratnią duszę (choć bardziej pociągała go Natalia). Zakochuje się w Joasi prawie rok po pobycie w Cisach, gdy pewnego ranka ujrzał kobietę w całkiem innym świetle. Nie znamy niestety momentu, od którego to samo poczuła nauczycielka, lecz możemy przypuszczać, iż zainteresowała się Tomaszem już kilka lat wcześniej, gdy widywała nieznajomego mężczyznę w tramwaju.
Choć chciała założyć prawdziwy dom, nie szukała na siłę męża. Była dzięki temu dumna i pełną godności emancypantką, która potrafiła się utrzymać i ceniła sobie samodzielność. Jej plany zakończenia tułaczki życiowej rozprysły się, gdy usłyszała stanowczą decyzję Judyma. Ból spowodowany zerwaniem zaręczyn nie złamał jednak jej siły i godności - nie próbując zatrzymywać ukochanego, życzyła mu szczęścia i odeszła.

Charakterystyka pozostałych bohaterów "Ludzi bezdomnych"

Wiktor Judym

Starszego z braci Judymów poznajemy, gdy odwiedza go młodszy: „Gdy doktor Tomasz zastukał we drzwi mieszkania, stanął w nich brat Wiktor, już ubrany. Był to słuszny mężczyzna. Nosił dużą jak łopata, zapuszczoną brodę, która otaczała jego rysy niby rama. Twarz miał bladą, nie opaloną, o skórze jak gdyby przesiąkniętej czymś czarnym. Gdy spojrzał na brata, oczy mu się zaśmiały jak u dziecka, mimo że słowa, które wymówił na przywitanie, miały prawie zimny ton urzędowy(...)".
Wiktor mieszkał w dwóch malutkich pokojach z żoną Teosią i dwójką dzieci - Frankiem i Karolcią oraz ciotką Pelagią.
Z rozmowy z Tomaszem dowiadujemy się o ciężkim dzieciństwie przy ciągle pijanym ojcu oraz o jego pracy w fabryce stalowni, gdzie zajmuje najbardziej szkodliwe dla zdrowia stanowisko. Nie zawsze udało mu się przychodzić na obiad do domu, ponieważ miał bardzo daleko do pracy.
Ponieważ wmieszał się w niedookreślone konspiracyjne działania oraz stale kłócił się z przełożonymi, traktującymi pracowników tylko jak siłę roboczą, za pieniądze od Tomasza wyjechał na emigrację do Szwajcarii, a po ściągnięciu tam żony i dzieci zakomunikował, że pojadą do Ameryki.

Inżynier Korzecki

Prototypem tego bohatera jest Edward Abramowski, głoszący idee wzajemnej pomocy i postulat spółdzielczości, ale przede wszystkim współczujący cierpiącym i pokrzywdzonym przez los, egzystującym w społecznych rynsztokach. Żeromski poznał go w czasie długich lat współpracy z czasopismem „Głos", w którym ten mężczyzna również publikował.
Korzecki jest inżynierem pracującym w kopalni „Sykstus" w Sosnowcu, którego Judym poznał w Paryżu, i któremu towarzyszył potem podczas innych podróży.
Tej tajemniczej i ciągle przeprowadzającej się (prawdopodobnie ze względu na działalność polityczną) postaci Żeromski nadał różne, czasem sprzeczne cechy osobowości. Raz jest wrażliwy na ludzką krzywdę (nawiązał kontakty z przemytnikami, ponieważ starał się jak najmocniej przygotować wyzyskiwanych górników Zagłębia do protestu), innym razem przemawia przez niego ironista. Świadomość ludzkiej krzywdy popycha go do samobójstwa, ponieważ boleśnie odczuwa swą bezsilność w walce ze złem tego świata. Choć był człowiekiem bogatym, prowadził skromne, ciche i samotne życie (nie chciał być postrzegany jako filister).
Podobnie jak bohater jest bezdomny, lecz w innym znaczeniu tego słowa. W jego przypadku jednak należy zinterpretować to pojęcie w sensie jeszcze bardziej metaforycznym, niż pozostałe znaczenia pojęcia bezdomności. Dręczony złem świata, wyniszczany przez tę świadomość, nie akceptuje życia, w który widzi niesprawiedliwość i ciągły wyzysk. Przezwycięża strach przed śmiercią i rezygnuje z domu-ziemi, na rzecz nieznanego, co jest jego reakcję na zło świata.

Leszczykowski (M. Les)

Na rys charakterologiczny tej postaci wpływ miał wiceprezes zarządu Muzeum Henryka Bukowskiego, będący orędownikiem pisarza w kwestii jego planów ulepszenia placówki.
Les był największym udziałowcem w zakładzie uzdrowiskowym Cisy, na które wyłożył dużo pieniędzy, ponieważ przyjaźnił się z założycielem kurortu - panem Niewadzkim.
Urodził się w ubogiej szlacheckiej rodzinie spod Cisów. W szkole zaprzyjaźnił się z Niewadzkim, Węglichowskim i Krzywosądem. Z rodzinnych stron wyrwały go koleje życia, ponieważ postanowił być kupcem (a nie rolnikiem, jak jego przodkowie). „Pracował po kilkanaście godzin na dobę i nigdy sobie nie udzielał świąt ani wakacji", a trzeźwość, chytrość jego charakteru sprawiła, że ani Ormianin, ani Grek - nie mogli go ubiec w interesach. Tak naprawdę jednak: „był w głębi duszy marzycielem i ascetą", o czym świadczyło twarde łóżko, służące mu w nocy, czy ciasna izba, w której za dnia obliczał swe przychody. Do życia nie potrzeba było mu wiele. Cały czas myślał o interesach, a spryt nigdy go nie opuszczał: „Nigdy go nie podszedł oszust i nie wyłudził grosza, ale ostatni uczciwy fantasta ciągnął zeń tysiące franków".
Jego największym marzeniem było uruchomienie Cisowskiego zakładu leczniczego: „Stary szczwany kramarz śnił wiecznie o przekształceniu swego zakątka, o ucywilizowaniu go jak najwyżej. Gromadził pieniądze, odkładał żelazne sumy, ciułał jak sknera pewne "ciche kasy" na niesłychane przedsiębiorstwa, jakie założy pod Cisami w swoim Zagórzu i okolicy".
W jego burzliwych losach na uwagę zasługuje jeszcze fragment o tym, jak w młodości podczas podróży burza wyrzuciła go na brzegi Bosforu w jednym surducie i dziurawych butach. Pracował wtedy jako tragarz portowy, zamiatacz ulic, roznosiciel gazet, aż wreszcie został bogatym przemysłowcem i właścicielem ogromnych magazynów oraz kupcem.
Ze swego nazwiska zostawił trzy litery, by łatwiej było je wymówić przy transakcjach handlowych persko - turecko - angielsko - francuskich. Skrót nazwiska brzmiał teraz „M. Les". Utworzył fundusz „ciche kasy", pieniądze z których przeznaczał na naukę młodych i zdolnych
W momencie akcji powieści bohater ten był filantropem i bogatym kupcem, mieszkającym w Konstantynopolu (po upadku powstania styczniowego musiał opuścić Polskę). Na uwagę zasługuje z powodu swego podobieństwa do Tomasza Judyma, ponieważ jako jedyny chciał mu pomóc w podniesieniu sanitarnego stanu w kurorcie. Mimo zażyłej korespondencji i poparcia udzielanemu doktorowi przez tego entuzjastę i idealistę, do realizacji projektu nie doszło.

Doktor Węglichowski

Prawdopodobnie był wzorowany na Józefie Gałęzowskim - prezesie i dyrektorze Muzeum Henryka Bukowskiego.
Oto cytat umieszczony w rozdziale „Praktyka", w którym pierwszy raz mamy do czynienia z tą postacią, a opisujący wygląd doktora: „Był to człowiek lat pięćdziesięciu kilku, niski, bodaj za mały, chudy, kościsty. Należał do rasy jędrnych, zdrowych, zwinnych staruszków, którzy prawie nie zmieniają się w ciągu piętnastu, dwudziestu lat od czasu, gdy posiwieli. Twarz miał przyjemną, o rysach regularnych, ze skórą rumianą, koloru wypieczonego chleba. Z natury krótka, kędzierzawa broda, bieluteńka jak mleko i takież wąsy zdobiły ją harmonijnie i dopełniały mile barwę twarzy, nadając obliczu wyraz szczególnego wdzięku. Mimo woli witało się tę głowę myślą: "Jaki to przystojny, jaki ładny staruszek!" Włosy na jego skroniach, zupełnie tak samo białe jak broda, srebrzyły się dokoła łysiny. Nade wszystko uderzały oczy. Właśnie uderzały. Czarne jak tarki, błyskotliwe, mieniły się od postrzeżeń, znamionując rozum, a raczej spryt pierwszorzędny. Dr Węglichowski ubrany był w skromne, czarne suknie, które na nim dziwnie dobrze leżały. Jego zwykły stojący kołnierzyk: czarny, niemodny krawat były w harmonijnej zgodzie z całą postacią, a jednocześnie wskazywały na dbałość o siebie daleką od elegancji, na czyściuchostwo, które stało się przywarą, nałogiem, prawem".
Gdy doktor zaproponował Judymowi objęcie stanowiska w Cisach, dzięki spotkaniom obu bohaterów poznawaliśmy przeszłość głównego dyrektora uzdrowiska, przyjaciela Leszczykowskiego i nieboszczyka Niewadzkiego, jego rodzinę i charakter.
Doktor Węglichowski zajmował wraz z małżonką willę na wzgórzu, która należała do M. Lesa. Dom z zewnątrz nie wyglądał imponująco, lecz to były jedynie pozory: „Miała jednak rozmaite zalety wewnętrzne: były tam alkowy, piwniczki i spiżarki, skrytki, strychy itd. tak pobudowane, że czyniły, z niej bezcenne gniazdo". Gdy doktor został dyrektorem, mieszkaniec Konstantynopola poprosił go w liście, by za darmo zamieszkał w jego domu, czym uchroniłby go przed potencjalnymi złodziejami. Węglichowski przyjął propozycję, po warunkiem, że będzie opłacał czynsz. W tej sytuacji M. Les poprosił w kolejnym liście, by nowy gospodarz jego domu za pieniądze z komornego kształcił jakiegoś człowieka z Cisów. Comiesięczne sumy przeznaczono na naukę ogrodnika, zdobywającego wykształcenie w Warszawie.
Jak widać z powyższego fragmentu - Węglichowski w młodości, podobnie jak Tomasz, był idealistą i społecznikiem, lecz w chwili akcji powieści, chciał już tylko żyć w „spokoju". Nie po jego myśli był zapał i reformatorskie plany młodszego kolegi, którego w końcu zwolnił.

Krzywosąd Chobrzański

Ta postać posiada cechy osobowości Rużyckiego, będącego kustoszem muzeum w Raperswilu i bezpośrednim zwierzchnikiem pisarza, który pracował tam w roli bibliotekarza.
Jan Bogusław Krzywosąd Chobrzański to administrator majątku Cisy. Był starym, przystojnym i wysokim kawalerem z wąsami: „Nosił długie, spuszczone w dół wąsy, które zarówno jak resztki włosów na skroniach czernił tanią farbą, wskutek czego miały kolor zielonkawoszary. Ubierał się prawie zawsze w długie buty, szerokie hajdawery i coś w rodzaju czamarki". Miał bardzo ciekawe życie, czego dowodami są fragmenty poświęcone jego wycieczkom i umiejętnościom, nabytym podczas licznych wojaży. Wśród jego licznych przygód była też taka, iż przeszedł Europę wzdłuż i wszerz, a wśród umiejętności prym wiodła znajomość wielu języków („Mówił chyba wszystkimi językami indoeuropejskimi, a przynajmniej chętnie wygłaszał słowa w najrozmaitszych dialektach - i wszystko prawie umiał"), potrafił rozróżnić malarskie dzieło od falsyfikatu, sam również oddając się pracom przy płótnie, poświęcając każdą wolną chwilę sztuce i kulturze. Oto, jaki opis odnajdziemy w rozdziale „Cisy": „Jeżeli była mowa o chemii, wtrącał się do takiej rozmowy częstokroć trafnie. Jeżeli kto zaczął dyskurs o malarstwie, rzeźbie, literaturze, kucharstwie, złotnictwie, rymarstwie, podrabianiu obrazów, handlu starożytnościami, krawiectwie, szewstwie, płatnerstwie, a przede wszystkim o wszelkiego rodzaju mechanice, Krzywosąd z każdej z tych dziedzin zdradzał zapas wiadomości fachowych. Nie dość na tym: znajomość każdego z tych kunsztów umiał czynem potwierdzić. Na wigilię on sam gotował zupę i przyrządzał ryby. Wprawdzie zupa była oryginalna, bo jeśli ją przesolił w sposób żołnierski, to dla złagodzenia ostrości smaku sypał do wazy funt cukru. Wszystkie siodła w zakładzie były jego roboty, a raczej jego przeróbki. Jeżeli jakieś stadło zaręczało się lub pobierało w ciągu sezonu, Krzywosąd wypraszał sobie tę łaskę, żeby on mógł robić obrączki. W całych Cisach pełno było dzieł jego. Sam reparował wszelkie maszynerie, murował z mularzami, rąbał i piłował z cieślami, heblował i malował ze stolarzem, kopał z ogrodnikiem". W Paryżu był retuszerem, w Londynie pracował w fachu rusznikarskim. Potem w Monachium był kierownikiem stronnictwa, trochę pozował malarzom ze względu na swą urodę. Po upływie kilku lat: „wyszedł na fabrykanta starożytności. Czasem udało mu się zlepić z ułamków według istniejącego wzoru jakąś podobiznę starożytnego sprzętu czy mebla i odstąpić to antykwariuszowi, wymyć sczerniałe malowidło kupione za byle co i puścić w świat jako "szkołę włoską" czy "holenderską". Szczególniejszą miłością "wójta" cieszył się styl gotycki". Był autorem wielu dzieł oraz posiadał bogate zbiory. M. Les kupował od niego bezcenne antyki i pamiątki po królach. 
Po powrocie do kraju, za zgodą kolegi, został administratorem Cisów.

- Stefan Żeromski Przedwiośnie

Cezary Baryka - szczegółowa charakterystyka

Główną postacią powieści Stefana Żeromskiego jest Cezary Grzegorz Baryka. Nazywany jest często „bohaterem nowego typu", a także bohaterem dynamicznym. Dzieje się tak za sprawą zmian, które w nim zachodzą podczas wydarzeń „Przedwiośnia".
Jedyny syn polskich emigrantów - Seweryna i Jadwigi Baryków, urodził się w 1900 roku i wychował w Rosji. Czytelnik poznaje go jako czternastolatka, a w końcowej scenie „Przedwiośnia" bohater jest o dziesięć lat starszy. Wiadomo jedynie, że był bardzo przystojnym młodzieńcem. W oczach matki miał „śliczną głowę (...) owianą gęstwiną falistej czupryny". Jako, że Cezary dorasta jego wygląd z czasem się zmienia. Podczas pobytu w Nawłoci „Przypatrywał się sobie samemu jakby figurze nieznajomej. Był najzupełniej niepodobny do draba kudłatego i obdartego, który boso konwojował trupy na wzgórza pod miastem Baku, ani do podróżnika pod kożuchami na drodze z Charkowa do polskich granic. Nie tylko podobał się samemu sobie, ale nawet budził we własnym wnętrzu jakieś impulsy gwałtowne dla odbicia w lustrze niezrównanego eleganta i barczystego młokosa z podfryzowaną czupryną". Laura Kościeniecka mówiła do Cezarego: „Jesteś dziś piękny. Jesteś przepiękny. Włosy masz wytwornie ufryzowane. Jesteś zgrabny. Jesteś najzgrabniejszy ze wszystkich. Jesteś mocny, silny, wysmukły. Jesteś przesubtelny. Pachniesz! Ślicznie ci w tym fraku. Całuję twoje kręcone włosy".
Jego usposobienie jest gwałtowne, czasem kłótliwe. Poczynania Cezarego są często nieprzemyślane, powodowane impulsem, emocjami, chwilą. Trzeba przyznać, że był jednocześnie inteligentny i oczytany. Jego edukację narrator opisuje w taki sposób: „Chłopiec ten miał od najwcześniejszych lat najdroższe nauczycielki francuskiego, angielskiego, niemieckiego i polskiego języka, najlepszych drogo płatnych korepetytorów, gdy poszedł do gimnazjum. Uczył się wcale nieźle, a raczej uczyłby się znakomicie, gdyby rozkochani w nim rodzice nie przeszkadzali swymi trwogami i pieszczotami, czy aby się nie przepracowuje i nie wysila zanadto".
Mimo usilnych starań państwa Baryków „Czaruś stokroć lepiej mówił po rosyjsku niż po polsku". Jako młodzieniec doskonale radził sobie w politycznych dysputach, w których posługiwał się racjonalnymi argumentami. Nawet podczas opowieści ojca o „szklanych domach" zachował sceptycyzm, mówiąc, że „Szkło się łatwo tłucze". Mimo zapewnień Seweryna o autentyczności opowieści, bohater nigdy mu do końca nie uwierzył.
Kolejną z jego cech jest poczucie humoru. Często znajdował się w sytuacjach, które można było nazwać komicznymi i dostrzegał to. Przykładem mogą być jego słowa skierowane do panny Karoliny po tym, jak wywróciła się wraz z Anastazym w powozie: „I czego pani tak dalece boleje nad gimnastyczną ewolucją tak dalece naturalną!... Nie rozumiem...". Innym przejawem poczucia humoru były słowa skierowane do zagorzałego komunisty Antoniego Lulka: „Lulek w dorożce! Już za to samo powinni cię zaaresztować, uwięzić i wprowadzić na gilotynę! Ty burżuju!".
Cezary miał również zdolności artystyczne. W Nawłoci dał się poznać jako wyśmienity tancerz. „Cudnie tańczy kozaka Baryka", powiedział podpity Hipolit, i tak też było. Jego popis z panną Karoliną na balu w Odolanach wzbudził zachwyt u zebranych gości. Dodatkowo potrafił grać na fortepianie. Widząc pannę Wandę przy instrumencie „Przypomniał sobie, że przecie to on grywał z matką dzień w dzień na cztery ręce, a lekcyj muzyki nabrał się co niemiara". Wykonał wspólnie z dziewczyna „Tańce węgierskie" Liszta.
Stosunek bohatera do rodziców zmienia się na przestrzeni powieści kilkakrotnie. Po tym, jak został sam z matką, ponieważ ojciec wyjechał na wojnę, stawał się coraz bardziej krnąbrny. Pani Jadwiga wyraźnie przez niego cierpiała, a „Na widok tych łez gorzkich i nudzących go aż do śmierci Cezary poprawiał się na dzień, z trudem - na dwa. Na trzeci już znowu gdzieś coś płatał". Z czasem stracił niemal zupełnie szacunek do kobiety. Ważniejsi stali się dla niego kompani z ulicy i ekscytujące życie rozrabiaki.
W wyniku długiej nieobecności Seweryna „matka stała się dla Cezarego czymś tak podatnym, powolnym, użytecznym, własnym, posłusznym względem każdego zachcenia i odruchu, że zaiste, był to już jego organ, jak ręka lub noga. Nie znaczy to wcale, żeby Cezarek był złym synem, a jego matka niedołężną ciapą. Lecz tak dalece zrosły się te dwa organizmy, a jeden tak do drugiego należał, iż stanowiły jedno duchowe ciało". Bohater wysługiwał się kobietą, a ta spełniała każde jego życzenie. Wszystko robiła z miłości do syna. Duch rewolucji sprawił, że Baryka stracił szacunek wobec innych, także starszych od siebie ludzi.
Pewnego dnia, gdy wagarował doszło do incydentu: „Cezarek (...) szpicrutą - trostoczkoj - wymierzył dyrektorowi w sensie odpowiedzi dwa z dawna zbiorowo wyśnione indywidualne ciosy: jeden w prawe ucho, a następnie drugi w lewe". Bohater pobił dyrektora swojej szkoły. Również wobec matki czasem „świerzbiła go ręka, żeby ją za takie antyrewolucyjne bzdury po prostu zdzielić potężnie i raz na zawsze oduczyć reakcji. Nie szczędził jej uwag w słowie i odpowiednich epitetów. Zniecierpliwienie ponosiło go nieraz tak daleko, iż później żałował pewnych dobitnych aforyzmów". Dopiero widok cierpiącej i schorowanej matki, która wyglądała na starszą o dwadzieścia lat, spowodował jego otrzeźwienie. Zbliżenie nie trwało jednak długo, ponieważ pani Jadwiga zmarła z wycieńczenia. Wtedy Cezary odczuwał wielki żal i tęsknotę za kobietą, z którą wcześniej wykłócał się o słuszność rewolucji. Zorientował się, że wszystko co robiła płynęło z miłości do niego.
Stosunek Cezarego do ojca był skompilowany. Kochał go bardzo i czasem „Niepojęta, głucha tęsknota za ojcem sięgnęła do ostatecznej głębi w jego duszy". Lecz nieoczekiwana swoboda, jakiej zaznał pod nieobecność Seweryna odganiała te myśli: „Uczucie tęsknoty za ojcem, nieodparte i głębokie, napotkało na swej drodze obawę wobec możliwości powrotu rodzica".
Cezary z czasem przestał o nim myśleć. Dopiero, gdy dowiedział się od bolszewików, że jego ojciec przeszedł na stronę wroga i zginął na froncie, bohatera ogarnął smutek. Dodatkowo, po śmierci matki, zaczął tęsknić za obojgiem rodziców. Wielką radość wywołało w nim nieoczekiwane spotkanie z Sewerynem: „To były ręce, oczy, usta, piersi ojcowskie! Głowa młodzieńca z westchnieniem niewysłowionego szczęścia, z jękiem upojenia spoczęła na piersiach ojca". W drodze do Polski nawiązała się między nimi nowa więź. Stali się sobie ponownie bardzo bliscy. Jednak Seweryn był ciężko chory i ostatecznie zmarł, nie docierając do ojczyzny. Wydarzenie to ponownie wstrząsnęło chłopcem, ponieważ po raz drugi przeżył śmierć ojca. Wiedział, że znów jest sam, przeczuwał, że tak już będzie zawsze. 
W stosunku do innych ludzi Cezary miał bardzo różne nastawienie. Podczas wojny zaprzyjaźnił się z Hipolitem. Dał się poznać jako oddany przyjaciel, który dla swojego kompana gotów był ryzykować własne życie. Również z roli wojskowego wywiązywał się wzorowo: „On to właśnie był żołnierzem w każdym calu. Nie było nic poza nim. Naprzód! - i kwita". Cezary był szczery i bezkompromisowy w swoich relacjach z innymi ludźmi. Jeśli kogoś lubił, to okazywał to, podobnie, gdy za kimś nie przepadał.
Miał skomplikowane relacje z kobietami, zdawał sobie sprawę, że mimowolnie je uwodzi. Rozkochał w sobie trzy kobiety i upajał się tym. Do szaleństwa zakochał się tylko w jednej - Laurze Kościenieckiej. Uczucie to obudziło w nim także zazdrość. Pałał wręcz nienawiścią wobec narzeczonego swojej ukochanej i dawał temu wyraźnie upust. Tak myślał o nim na balu w Odolanach „Starał się nie patrzeć w jej stronę, głównie w tym celu, żeby nie widzieć «idioty» Barwickiego, który do swej narzeczonej ciągle się - «idiota!» - nachylał i ciągle coś - «idiota!» - szeptał".
Wreszcie jego zazdrość doprowadziła do bójki, w której ucierpiała także Laura. Przez to wydarzenie, Cezary, który w Nawłoci wreszcie poczuł, że „nie jest sam na świecie", ponownie stał się wygnańcem. Nieszczęśliwa miłość wynikała z bezkompromisowości bohatera. Nie mógł pogodzić się z tym, że będzie ciągle kochankiem Laury, chciał czegoś więcej. To także jego cecha charakteru - zawsze chciał wszystkiego, wszystkiego albo niczego. Po powrocie do Warszawy i spotkaniu z Laurą, udowodnił, że jest człowiekiem bezkompromisowym i dumnym.
Stosunek bohatera do samego siebie również się zmienia. Jako młodzieniec był wobec siebie zupełnie bezkrytyczny. Uważał, że popieranie idei rewolucji jest jedyną słuszną rzeczą, jaką może zrobić. Jego postępowanie doprowadzało matkę do utraty zdrowia, ale on tego nie dostrzegał. Dla niego liczyło się to, co wmawiano mu na wiecach. Za racje, które głosił, był w stanie dać odciąć sobie rękę. Często kłócił się z matką, zarzucał jej, że nie myśli postępowo. Dopiero, gdy wraz z panią Jadwigą odczuwa niedogodności i niesprawiedliwość płynące z rewolucji uzmysławia sobie, że wpędził matkę w chorobę.
Po jej śmierci wciąż pozostawał pod wpływem komunistycznej ideologii, na grobie zm arłejmówił: „O matko! Nie chcę już pić drogiego wina, bo ono zmięszane jest z potem męczenników. Nie chcę stąpać po puszystych dywanach, bo stopy moje chodziłyby po charczących piersiach suchotników. Nie chcę nosić pięknego odzienia, bo ono paliłoby mię jak tunika zaprawiona krwią ze śmiertelnej rany centaura Nessosa. (...)Twój syn nie może stać w szeregu ciemiężycieli. Nie chcę! Nie będę! Nie będę! Nie będę!". Z tych słów wynika, że czuł się przynależny do burżuazji, z której próbował się wyzwolić.
Podobne uczucia będą szargać nim w Nawłoci, gdzie nie będzie mógł się zdecydować, czy woli żyć w luksusie, jak Wielsoławscy, czy pomagać komornikom z Chłodka. Bohater czasem nienawidzi sam siebie. Dzieje się tak na przykład, gdy uderza Laurę w twarz szpicrutą. Sam się sobie dziwi, że jest zdolny do takich czynów. Z drugiej strony, gdy jest obwiniany przez księdza Anastazego o śmierć Karoliny, nie poczuwa się do tego. Uważa, że łączył go z nią niewinny flirt. Jego sumienie nie mówi mu, że wykorzystał dziewczynę dla swojego młodzieńczego kaprysu. Podczas pobytu w Chłodku, zdał sobie sprawę, że zamiast skupić się na niesieniu pomocy najuboższym, na rozwiązywaniu ich problemów, oddawał się idyllicznemu życiu polskiej szlachty. 
Jego stosunek do przyrody uwidocznił się, gdy zachwycał się pięknem okolic Nawłoci. Podczas licznych przejażdżek nie mógł nadziwić się krajobrazowi. Podczas pierwszego pobytu na Chłodku, bohater dostrzega piękno przyrody. Zachwyca się stawem, lasami i polami. Dziękuje Hipolitowi, że zaprosił go w swoje rodzinne strony. Cezary z wielką chęcią oddawał się przyjemnościom wiejskiego życia. Chadzał na polowania, udawał się w samotne spacery po okolicznych polach, czy na konne wycieczki z Hipolitem.
Poglądy Cezarego, podobnie jak on sam, zmieniają się z biegiem wydarzeń powieści. Przez długi czas był zauroczony ideologią komunistyczną, w postaci leninowskiej. Uważał rewolucję za „konieczność, wyższą ponad wszystko (...) prawo moralne". Drwił z „głuchego rozumienia prostackiego" tej idei przez matkę, która uważała ją za jedną wielką niesprawiedliwość. Cezary całkowicie zawierzył agitatorom komunistycznym. Doprowadziło to do tego, że z poczuciem spełnionego obowiązku oddał bolszewikom rodzinne mieszkanie i złoto. Po śmierci matki zaczął dostrzegać, że pobudki, którymi rzekomo kierowali się rewolucjoniści, czyli zniesienie różnic klasowych, sprowadzają się do tego, że bolszewicy bogacą się kosztem posiadaczy. Czarę goryczy przelał fakt zniknięcia z palca pani Jadwigi ślubnej obrączki. Bohater doszedł do wniosku, że cała rewolucja bolszewicka do niczego dobrego nie prowadzi, że zdradza ona czystą ideę komunistyczną.
Trzeba powiedzieć, że Cezary pragnął przeciwstawiać się złu i wyzyskowi najuboższych. Dążył do tego, by znaleźć idealny ustrój, który zapewni wszystkim dostatnie i godne życie. Swoje poglądy starał się udoskonalać i konfrontować z rzeczywistością. Często odczuwał przez to poczucie porażki, a nawet klęski. Jako „człowiek z zewnątrz" trzeźwo oceniał sytuację panującą w Polsce. Wytykał Szymonowi Gajowcowi, reprezentującemu w powieści polski rząd, liczne błędy w odbudowie polskiej państwowości. Uważał, że należy jak najszybciej wprowadzić reformę rolną i nadać bezrolnym chłopom ziemię na własność. Drażniła go opieszałość polskiej władzy. Domagał się natychmiastowych zmian, które miały
Jego udział w pochodzie komunistów w stroju z wojny polsko-bolszewickiej był po części odzwierciedleniem jego zreformowanych poglądów. Połączenie idei komunistycznej z patriotyzmem narodowym było jedynym rozwiązaniem, jakie dla Polski widział Cezary.
Patriotyzm, jakiego nabył podczas wojny polsko-bolszewickiej, nie był związany z wiarą w Boga. Baryka nie ukrywał, że jest ateistą, mówiąc: „nie jestem z parafii. Ani z tej, ani z żadnej". Odczuwał niechęć do kleru, może poza osobą Anastazego, który był wyśmienitym kompanem do picia i żartów. Gdy zorientował się, że mężczyzna, który pomagał mu i jego ojcu, podczas podróży pociągiem z Charkowa do Polski, był księdzem poczuł rozczarowanie, a nawet odrazę.
Cezary jest bohaterem, którego charakter jest skomplikowany i złożony. Już jego matka dostrzegła zagrożenia, jakie płynęły z jego „chłopczyńskiej łatwowierności". Często czytelnikowi ukazują się sprzeczności drzemiące w postaci Baryki. Jego empatia wobec najuboższych przeplata się z zatraceniem w życiu szlachcica. Egoizm przeplata się z odczuwaniem bólu uciśnionego ludu robotniczego. W jego przypadku ciężko mówić o niezmiennych i stałych cechach charakteru, ponieważ wciąż się zmieniał, dorastał.
Cezary Baryka nie jest typowym bohaterem Żeromskiego, jak Tomasz Judym czy Stanisława Bozowska. Postaci te są ukształtowane ideowo, są ambitne, zdolne, o bogatym wnętrzu, nastawione na pomoc bliźnim. Baryka wyróżnia się na ich tle. Wciąż poszukuje ideologii, która będzie mu odpowiadała. Uczy się życia na własnych błędach. Jego dynamika wyraża się w tym, że niejako „staje się", a nie jest ukształtowanym bohaterem.
Postać Cezarego jest bardzo wielowymiarowa, przez co jest interesującym bohaterem. Jego wybory są często zaskakujące dla czytelnika, ciężko za nimi nadążyć. Przez swoją zmienność, niezdecydowanie, ciągłe poszukiwanie „wielkiej idei" reprezentował on, i wciąż reprezentuje, młode pokolenie Polaków. Cezary jest typem bohatera, którego czyny nie zawsze spotykają się z aprobatą odbiorcy, co świadczy o jego niejednoznaczności. Ta nieszablonowa postać na stałe weszła do świadomość polskiego czytelnika.

Seweryn Baryka - charakterystyka

Seweryn Baryka to ojciec Cezarego. Z pochodzenia był szlachcicem. Niestety jego rodzina została pozbawiona dawnego majątku i zasiliła szeregi tzw. szlachty pracującej. Za młodu nie zadbał o swoje wykształcenie, co nadrabiał później ciężką pracą.
„Seweryn Baryka był człowiekiem z gruntu i do dna uczciwym (...)", dlatego też cieszył się sympatią wielu ludzi. Jego urzędnicza rozwijała się kariera stopniowo. Z czasem osiągnął wysokie stanowisko. Wyjechał na krótki urlop do Polski, kraju, z którego pochodził, aby tam znaleźć żonę. W Siedlcach poślubił Jadwigę Dąbrowską i powrócił z nią do Rosji. Niedługo po tym narodził się ich syn - Cezary. Ponieważ Sewerynowi brakowało wykształcenia i ogłady, dużo czasu poświęcał na czytanie polskich książek. Z czasem z tego „częstotliwego czytania snuł się w życie duch pewien, jakoby zapach nikły, subtelny, niejasny", czyli patriotyzm i miłość do ojczystego kraju. Szczególną czcią darzył stary pamiętnik, w którym można było przeczytać wzmiankę o jego dziadku - Kalikście Baryce, wielkim szlachcicu. Książeczka ta była przekazywana w rodzinie z pokolenia na pokolenie, więc trzeba było pilnie jej strzec. Symbolizowała tęsknotę za dawnymi bogactwami, rodzinnym majątkiem i statusem społecznym.
Wciąż piął się w wzwyż po drabinie zawodowej, co wiązało się z licznymi przeprowadzkami. Jego kariera urzędnicza rozwinęła się na tyle, że dostał intratną posadę w naftowym mieście -Baku. Dotychczasowe małe mieszkania, odeszły w niepamięć, Barykowie zamieszkali w apartamencie. Inspirowany „pamiętniczkiem" Kaliksta myślał o powrocie do Polski, ale „znakomita w Baku posada, grosz napływający do kiesy istną strugą - dobrobyt, spokój - wreszcie kraj ów, mlekiem i miodem płynący - powstrzymywały na miejscu".
Kres idylli stanowił wybuch I wojny światowej. Wcielony do armii rosyjskiej został wysłany na front. Najpierw trafił do Prus Wschodnich, lecz jego oddział pod naporem Niemców musiał wycofać się na wschód. Następnie wysłał żonie list z Karpat, skąd szykował się do szturmu na Węgry. Przez trzy kolejne lata coraz rzadziej informował rodzinę o swoich losach. Wiedzieli tylko, że przez jakiś czas był ranny i leżał w szpitalu. Z czasem przeszedł na stronę legionów i walczył o niepodległość ojczyzny. Bolszewicki urzędnik w Baku doniósł pani Jadwidze o zdradzie i śmierci męża. To jednak nie była prawda. 
Seweryn, po zakończeniu wojny przedzierał się przez terytoria Rosji bolszewickiej, aby dotrzeć do rodziny. Gdy wreszcie, po bardzo ciężkiej podróży, podczas której posługiwał się fałszywymi dokumentami i podróżował pociągami towarowymi, dotarł do Baku, dowiedział się o śmierci żony. Wstrząśnięty tym postanowił odszukać syna. Udał się do obozu pracy za miasto, gdzie pracował Cezary. Obawiał się, że zostanie rozpoznany przez któregoś z robotników i może mieć przez to kłopoty. Udawał więc człowieka chorego psychicznie, podążał wszędzie za Cezarym, próbując zwrócić na siebie jego uwagę.
Młodzieniec jednak go nie rozpoznawał, działo się tak za sprawą zamian, jakie zaszły w wyglądzie Seweryna. Wyglądał jak nędzarz, nosił poszarpane ubranie, długą brodę i włosy. Wreszcie syn go rozpoznał i zaplanowali podróż do Polski. W drodze do Moskwy, schorowany, opowiedział o zmianach, jakie w nim zaszły podczas wojny: „Dawniej byłem zupełnie inny, a teraz jestem zupełnie inny. Innego znałeś ojca w dzieciństwie, a innego teraz. Taki los. Za pobytu w kraju, na wojnie i w legionach do gruntu się zmieniłem. Jakby kto moją duszę na nice przewrócił". Zapałał miłością do ojczyzny i chciał przelać swój entuzjazm na syna. Aby tego dokonać opowiedział mu historię o szklanych domach. Próbował zarazić Cezarego swoimi marzeniami o Polsce, kraju nowoczesnym i prosperującym w dobrobycie.
W Charkowie zgubiono jego walizkę, w której znajdował się pamiętniczek przekazywany w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Czuł, że zhańbił swoje nazwisko. Nie mógł sobie wybaczyć, że nie strzegł skarbu. Stan jego zdrowia zaczął się drastycznie pogarszać. Gdy przybył długo oczekiwany pociąg do Polski, na stacji w Charkowie zaczął błagać swojego dawnego znajomego, by ten pozwolił mu i synowi wsiąść do eszelonu. W końcu zlitował się nad nimi mężczyzna, który potem okazał się być księdzem. Podróż w ostatnim wagonie towarowym, pełnym kożuchów, których fetor przyprawiał o mdłości, przyczyniła się do drastycznego pogorszenia jego zdrowia. Przed śmiercią poprosił syna, by ten kontynuował podróż bez niego. Niedaleko przed granicą Polski pochowano go na pobliskim cmentarzu.
Postać ojca głównego bohatera jest syntezą cech dziewiętnastowiecznego inteligenta polskiego. Zmiany, jakie w nim zaszły podczas wojny, spowodowały, że stał się romantykiem. Jego marzenia o nowym życiu w ojczyźnie były dla niego ważniejsze niż własne zdrowie. Postać ta symbolizuje tęsknotę wielu pokoleń za niepodległą Polską, za którą gotowi byli umrzeć.

Jadwiga Baryka - charakterystyka

Jadwiga Baryka z Dąbrowskich to matka głównego bohatera powieści. Pochodząca z Podlasia, a dokładniej z Siedlec kobieta, pozostając posłuszną wobec rodziców poślubiła Seweryna Barykę i opuściła rodzinne miasto oraz ukochanego (Szymona Gajowca).
Z czasem pokochała swojego męża, ale wciąż tęskniła do rodzinnych stron. Wspominała także swojego adoratora, który nigdy nie odważył się jej wyznać wprost swoich uczuć. Dopiero, gdy dowiedział się, że kobieta wychodzi za bogatego urzędnika z Rosji, napisał do niej list, w którym zapewnił, że zawsze będzie ją kochał.
Jej charakter został określony przez narratora w taki oto sposób: „(...) była niewidoczna, samoswoja, najzwyczajniejsza (...)". Pomimo, że spędziła w Rosji ponad połowę życia, to nigdy nie nauczył się biegle władać tamtejszym językiem, przez co dochodziło do zabawnych nieporozumień, które kompromitowały ją i jej męża na uroczystych bankietach. Dopiero, gdy Seweryn został powołany do armii zaszła w niej zmiana, musiała przejąć rolę głowy rodziny: „Dopóki mąż był w domu, on był osobą - ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną. Cień musiał nabrać woli, władzy decyzji". Z początku nie dawała sobie rady z synem, który poczuł nieograniczoną swobodę i całymi dniami włóczył się po ulicach Baku. Nie potrafiła się na niego złościć i wciąż robiła wszystko, aby jemu niczego nie brakowało. Gdy w mieście nie było już jedzenia, prowadziła heroiczne podróże na wieś. Stamtąd przemycała zboże, które mełła na mąkę.
Jej syn wreszcie zdał sobie sprawę, że kobieta kocha go ponad życie i całkowicie poświęca się dla niego. Zauważył wtedy: „Nie była przecie jeszcze stara, miała zaledwie czterdzieści lat, a wyglądała na sześćdziesiąt. Zgarbiła się, skuliła, zmalała. Była siwa, pomarszczona, żółta, odziana w dawną, wyświechtaną sukienczynę. Gdy biegała za jego sprawami, wynosiła jego brudy, prała jego bieliznę, obsługiwała jak pokojówka i kucharka - często chwytała się rękami za serce albo za głowę".
Wspólnie wychodzili do portu czekając na powrót Seweryna z wojny. Podczas jednej z takich wizyt spotkała księżną Szczerbatow-Mamajew i jej córki. Kara za pomoc burżujom była bardzo surowa. Tylko dzięki wstawiennictwu Cezarego nie została rozstrzelana. Była bita i poniżana przez czerwonogwardzistów. Wreszcie skazano ją na roboty publiczne w miejskim porcie, gdzie zmarła z wycieńczenia. Podczas jej pogrzebu syn zauważył, że skradziono jej ślubną obrączkę.
Cezary spotkał się z innym wyobrażeniem swojej matki w rozmowach z Szymonem Gajowcem, który wspominał kobietę jako „postać ślicznej, młodziutkiej, wesołej panienki".

Charakterystyka pozostałych bohaterów „Przedwiośnia"

Szymon Gajowiec

Dawny adorator pani Jadwigi. W powieści to: „sztywny i wytworny biurokrata, stary kawaler, pedant i zimny służbista". Zakochany w siedemnastoletniej Jadwidze Dąbrowskiej, nigdy nie zdobył się na odwagę, by jej o tym powiedzieć. Napisał do niej szalony i namiętny list, w którym błagał, by z nim została. Przez cały czas pozostawał pod urokiem Jadwigi, nigdy nie przestając jej kochać. Żałował, że był tak nieśmiały i pozwolił jej odjechać z Sewerynem. Już wtedy był urzędnikiem, ale od tamtych czasów zrobił wielką karierę i został wiceministrem skarbu.
Przyjmuje Cezarego do siebie z otwartymi rękami. Zapewnia młodzieńcowi pracę i utrzymanie w zamian za opowieści o losach jego matki.
Ma jasno określone poglądy i koncepcję odbudowy państwowości, którą można nazwać rządową. Jest zafascynowany sylwetkami swoich „nauczycieli" Marianem Bohuszem, Stanisławem Krzemińskim i Edwardem Abramowskim. Swoją koncepcję ewolucyjnych zmian i powolnych reform opiera na prawach ekonomii, ale nie ukrywa, że liczy także na opatrzność boską.

Laura Kościeniecka

Ukochana głównego bohatera. Tak widział ją narrator: „Była wysmukła, niezwykle kształtna, muskularna i widać mocna - ani zbyt chuda, ani zanadto tłusta. Oczy miała iście lazurowe. Nie było w niej ani cienia kokieterii, przesady, nieszczerości, snobizmu. Była naturalna i solidna w każdym ruchu, słowie, uśmiechu". Współwłaścicielka pałacu w Leńcu, wdowa, narzeczona bogatego ziemianina - Władysława Barwickiego, sąsiadka Wielosławskich. Borykała się z problemami finansowymi, które miał jej pomóc rozwiązać ślub z Barwickim. Jednak w jej życiu zagościł o dwa lata młodszy Cezary. Między nimi wybuchł namiętny i gwałtowny romans, który za wszelką cenę chcieli utrzymać w tajemnicy. Laura nie miała zamiaru zrywać zaręczyn z narzeczonym. Zapewniał bohatera, że kocha tylko jego. Gdy Baryka został nakryty przez Barwickiego w posiadłości doszło między nimi do bójki. Laura stanęła po stronie narzeczonego, co wprawiło Cezarego w furię. W szale zazdrości uderzył ją szpicrutą w twarz.
W jednej z ostatnich scen powieści Laura spotyka się z bohaterem w Warszawie. Informuje go, że została żoną Barwickiego. Obwinia Cezarego, że swoim zachowaniem zniweczył ich miłość. Była pewna, że udałoby się jej jakoś wytłumaczyć jego obecność w środku nocy w lenieckim domu. Świadczyło to o tym, że chciała dalej kontynuować romans, który nie miałby szans na powodzenie. Nie chciała poślubić bohatera, zapewne w obawie, że utraciłaby społeczną pozycję.

Hipolit Wielosławski

Przyjaciel głównego bohatera. Podczas wojny polsko-bolszewickiej dał się poznać jako „tęgi żołnierz". Zaprzyjaźnił się z Baryką po tym, jak ten wrócił po niego do lasu Rogacz, gdzie leżał półmartwy, skatowany przez Rosjan. Wzorowo wywiązywał się ze swoich obowiązków, cechowało go męstwo, waleczność i umiłowanie ojczyzny. Jego drugie oblicze, szlachcica, było już zgoła inne. Kochający konie, dobre jedzenie i picie, polowania i dobrą zabawę nie zwracał uwagi na nic, co się dookoła niego dzieje. Jako przyjaciel pozostał do końca wierny Cezaremu. Nie dostrzegał nędzy i biedy panującej w Chłodku.
Jest uwielbiany przez całą rodzinę, po powrocie z wojny był traktowany po królewsku. Jego gesty wobec Maciejunia, Wojciunia, Jędrka świadczą jedynie, że cieszył się z powrotu do domu, a nie tęsknił za nimi. Nie traktował parobków jako równych sobie, upajał się swoją wyższością.

Karolina Szarłatowiczówna

Siostra cioteczna Hipolita Wielsoławskich, z pochodzenia Ukrainka. Podczas gdy przebywała na pensji w Warszawie, jej rodzinny dworek został ograbiony przez bolszewików. Jej matka została stamtąd wygnana i po długiej tułaczce udało jej się dotrzeć do córki, lecz w kilka dni potem zmarła. Dziewczyną zaopiekowała się rodzina z Nawłoci. Pracowała w gospodarstwie „z gęsiami, krowami, cielętami, źrebiętami".
Postać ta jest w pewien sposób podobna do Zosi, bohaterki „Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza. Najlepiej uwidacznia się to w scenie, gdy tańczy w samej koszuli, myśląc, że nikt jej nie widzi, podczas gdy Cezary obserwuje ją z sofy i zachwyca się jej pięknem.
Piękna i młoda dziewczyna szybko zwróciła na siebie uwagę Cezarego. Młodzieniec chętnie z nią flirtował, czym pobudził jej wielkie uczucie. Rodzina z zadowoleniem zauważyła, że dwójka ma się ku sobie. Karolinę w tym, że Baryką ją kocha, tak jak ona jego uświadczył długi pocałunek. Jednak bohater nie myślał o niej poważnie. Gdy dziewczyna odkryła jego romans z Laurą na pikniku w Odolanach poczuła „cios katowski mieczem w szyję, uderzenie zbója nożem w serce (...)". Nie zdawała sobie sprawy, że od dłuższego czasu nienawiść wobec niej czuje Wanda Okszyńska, pensjonariuszka do szaleństwa zakochana w Cezarym i przekonana, że Karolina chce odebrać jej mężczyznę. Została otruta przez niezrównoważoną rywalkę. Na łożu śmierci wyznała wszystko księdzu Anastazemu. Opowiedziała o swojej miłości do Baryki i o tym jak ten ją odrzucił. Kapłan udzielił jej symbolicznego ślubu z Cezarym, w chwilę po tym już nie żyła. Hipolit zdradził później bohaterowi, że rodzina miała w planie oddać im w posiadanie folwark Chłodek, gdyby się pobrali.

Wanda Okszyńska

Pensjonarka, krewna państwa Turzyckich - rządców w Nawłoci. „Była po dziewczęcemu wysmukła, ale już po panieńsku «sformowana». Miała długie nogi i długie ręce, długie włosy w warkocz splecione, ale w oczach wyraz szczególny, głęboki i niesamowity, jakby nie z tego świata". Pochodząca z Częstochowy szesnastolatka trafiła do Nawłoci po tym, jak nie zdała z piątej do szóstej klasy szkoły podstawowej. Miała ogromne problemy z nauką, a zwłaszcza z matematyką. Jej matka wysłała ją do rodziny na wieś, aby uchronić ją przed rozeźlonym ojcem. Jest bardzo skryta, nieśmiała i zamknięta w sobie.
Poznajemy ją, gdy ucieka przed perliczką, która goniła ją przez całe podwórko. Dziewczyna ma jednak wielki talent muzyczny. Dzięki Karolinie, która próbowała się z nią zaprzyjaźnić, udostępniono jej fortepian, stojący w salonie Wielosławskich. Zakochała beznamiętnie się w Cezarym, gdy usiadł obok niej przy instrumencie i zagrali „Tańce węgierskie" Liszta na cztery ręce. 
Notorycznie śledziła swojego ukochanego i, gdy odkryła, że romansuje on z Karoliną, jej świat legł w gruzach. Z czasem odczuwała nienawiść do Karoliny równie wielką, jak miłość do Cezarego. Nie zawahała się otruć swojej konkurentki. Wszelkie domysły wskazywały na nią, ale nigdy nie przyznała się do winy, a ponieważ brakowało obciążających ją dowodów została zwolniona z aresztu.

Ksiądz Anastazy

Przyrodni brat Hipolita Wielosławskiego. Tak jego wygląd opisuje narrator: „Był to średniego wzrostu, krępy i zażywny księżulo. Włosy miał przystrzyżone «na jeża», twarz pucułowatą, okrągłą, po bokach, pod nosem i na brodzie siną od golenia. Zdrowie i wesele tryskały z jego oczu, twarzy i pysznej figurki". Jego zachowanie nie wskazuje, że jest duchownym. Wiedzie prym w zabawie, piciu i żartowaniu. Dał się poznać jako lubiący długo pospać, donośnie przy tym chrapiąc, ksiądz, który zawsze w pośpiechu biegnie przez pola do kościoła na poranną mszę. Jest bohaterem wielu komicznych sytuacji, na przykład, gdy wraca pijany z kolacji powitalnej Hipolita i tak niefortunnie wchodzi na młody świerk, że ten utyka mu pod sutanną i dotkliwe kłuje nieszczęśnika.
Jego postać nabiera jednak powagi w obliczu śmierci Karoliny. Nakłaniał Cezarego do spowiedzi. Udowodnił, że jest człowiekiem wrażliwym i znającym się na ludziach.

Antoni Lulek

Znajomy Cezarego z Warszawy. Przedstawiony w powieści w sposób raczej karykaturalny niż rzeczywisty. Oto, jak scharakteryzował go narrator: „Lulek był chorowity, słaby, nikły blondyn. (...) Z głową, a raczej z brodą podpartą na chudej i suchej pięści, siedział wówczas i przenikliwymi niebieskimi oczami patrzał na przeciwnika. (...) Lulek był to już jegomość starszy".
Schorowany student prawa w przeszłości spędził kilka lat w więzieniach rosyjskich i niemieckich. Nauczył się tam kilku obcych języków. Był ideowym komunistą, nienawidził wszystkiego, co było związane z państwem polskim. Dał się poznać jako fanatyk rewolucji. Nie uznawał Polskiej Partii Socjalistycznej za przedstawiciela sprawy robotniczej: „Szczególną antypatią, nienawiścią, odrazą, wzgardą i drwinami Lulek darzył miejscową organizację socjalistyczną z odcieniem narodowym". Prowadzi godzinne dysputy ideologiczne z Cezarym. Namawia go w końcu do wzięcia udziału w wiecu komunistycznym. Gdy Baryka wygłosił tam swoje poglądy, rozczarowany Lulek okazał się być odrażający i bezczelny. Ta odpychająca postać przedstawiała stosunek Żeromskiego do komunistów. W ostatniej scenie idzie obok Cezarego na czele manifestacji robotniczej.

Droga życiowa Cezarego Baryki - od niedojrzałego czternastolatka do wciąż niedojrzałego dwudziestoczterolatka

W „Przedwiośniu" wyraźnie zarysowany jest także wątek dorastania i kształtowania się osobowości głównego bohatera. Jego niezwykłe perypetie powodują, że jest on człowiekiem nadmiernie doświadczonym przez los.
W wieku czternastu lat był zauroczony wolnością, jaką uzyskał po wyjeździe ojca na wojnę. Przez trzy kolejne lata nie zwracał uwagi na prośby matki i oddawał się uciechom młodzieńczego, beztroskiego życia. Śmierć rodzicielki spowodowała, że przejrzał na oczy i zorientował się, że swoim postępowaniem wyrządzał krzywdę osobie, która kochała go ponad życie. Bodźce, takie jak fakt kradzieży ślubnej obrączki z palca pani Jadwigi czy widok zwłok pięknej Ormianki, spowodowały, że bohater zweryfikował swoje komunistyczne poglądy. W rezultacie zniechęcił się do idei rewolucji.
Spotkanie z ojcem i długa podróż do Polski rozbudziła w Cezarym chęć ujrzenia ojczyzny. Śmierć Seweryna i widok wsi, która w niczym nie przypominała wizji szklanych domów, przyczyniła się do tego, że Baryka poczuł się osamotniony, rozczarowany, a nawet oszukany przez ojca: „Gdzież są twoje szklane domy?..." - pytał. Podczas pobytu bohatera w Warszawie wybuchła wojna polsko-bolszewicka. Idąc za przykładem kolegów ze studiów, Cezary zaciągnął się do armii. Dopiero na wojnie narodził się w nim patriotyzm. Był wzorowym żołnierzem, który wierzył w słuszność działań obronnych skierowanych przeciwko najeźdźcy, z którym jeszcze nie tak dawno sympatyzował.
Pobyt w Nawłoci rozbudził w bohaterze namiętności, o których wcześniej nawet nie myślał. Perypetie miłosne doprowadziły go do zatracenia, a jego adoratorki do zguby. Po śmierci Karoliny z rąk zazdrosnej Wandy, Cezary ani przez moment nie odczuwał wyrzutów sumienia. Pomimo że wielokrotnie ksiądz Anastazy namawiał go na spowiedź, ten nigdy się nie zgodził, ponieważ nie uważał siebie za grzesznika. Bardzo spokojnie przyjął śmierć Szarłatowiczówny. Zaślepienie Laurą spowodowało, że jej utratę odczuł niezwykle dotkliwie. Długo nie opuszczało go poczucie osamotnienia i depresji. Dopiero w Warszawie doszedł do siebie i wydawał się zapomnieć o zawodzie miłosnym. 
Jego życie w stolicy skupiało się na poszukiwaniu idei, która uzdrowi Polskę i jej społeczeństwo. Jednak przyjazd Laury powoduje, że odżyła w nim namiętność i zazdrość. Po spotkaniu z ukochaną zrozumiał, że nigdy nie będą razem. Emocje popychają go do wzięcia udziału w manifestacji komunistów, których wcześniej zdawał się nie popierać. Jego odrębny strój uwidacznia, że nie czuje się częścią robotniczego tłumu, że idzie w swoim imieniu.
Pomimo, że Cezary był tak okrutnie doświadczonym przez historię człowiekiem, sprawiał wrażenie, iż nigdy do końca nie wydoroślał. W swoim życiu częściej kierował się namiętnościami, emocjami, a nie zdrowym rozsądkiem. Nie można powiedzieć, że w ostatniej scenie powieści, jest dojrzałym, poważnym mężczyzną, czym przypomina inne niejednoznaczne i wielowymiarowe postaci znane z twórczości Żeromskiego.

- Witold Gombrowicz Ferdydurke – rozdz. II, III, VI, VII, VIII, IX, X, XII, XIV

Józio - charakterystyka bohatera

Gombrowicz o Józiu: Jakiż jest ów bohater Ferdydurke? Wewnętrznie cały jest fermentem, chaosem, niedojrzałością. Aby objawić się na zewnątrz, szczególnie wobec innych ludzi, potrzeba mu formy (przez „formę" rozumiem wszelkie nasze sposoby uzewnętrzniania się: słowa, idee, gesty, postanowienia, czyny, etc.). Lecz forma ta ogranicza go, gwałci, wykoślawia. Zmuszony jest wyrażać się przy pomocy ustalonego systemu postaw, sposobów bycia, więc wciąż jest nieprawdziwy, czuje się aktorem. Forma to kostium, który przywdziewamy, by odkryć naszą nagość zawstydzającą...a zwłaszcza, by wobec innych wydać się bardziej „dojrzałymi" niż jesteśmy. A więc forma nasza tworzy się głównie w sferze międzyludzkiej.
Głównym bohaterem i zarazem narratorem Gombrowiczowskiej powieści Ferdydurke jest trzydziestoletni początkujący pisarz Józio Kowalski. Pierwsze strony książki dostarczają nam wielu informacji na jego temat, ponieważ robi właśnie podsumowanie swego życia, nękany uczuciem, że ciągle jest „niewypierzonym chłystkiem". Leżąc w łóżku swego warszawskiego mieszkania rozmyśla o swoich dotychczasowych osiągnięciach. Dokonując oceny literackich przejawów aktywności, analizując interpersonalne kontakty, uświadamia sobie, że jego życie zmierza w złym kierunku. Widoczne jest, że bohater nie potrafi dokonać samookreślenia tożsamości i pragnień. Cały czas rozpamiętuje negatywne przyjęcie przez krytyków i czytelników debiutanckiego tomu opowiadań Pamiętnik z okresu dojrzewania.
Tytuł zbioru opowiadań świadczy o tym, że Józio jest alter ego Witolda Gombrowicza (Pamiętnik z okresu dojrzewania to debiutancki tom pisarza).
Józio przedstawia się czytelnikom słowami: „Przeszedłem niedawno Rubikon nieuniknionego trzydziestaka, minąłem kamień milowy, z pozorów wyglądałem na człowieka dojrzałego, a jednak nie byłem nim - bo czymże byłem? Trzydziestoletnim graczem w bridża? Pracownikiem przypadkowym i przygodnym, który załatwiał drobne czynności życiowe i miewał terminy? Jakaż była moja sytuacja? Chodziłem po kawiarniach i barach, spotykałem się z ludźmi zamieniając słowa, czasem nawet myśli, ale sytuacja była niewyjaśniona i sam nie wiedziałem, czym człowiek, czym chłystek; i tak na przełomie lat nie byłem tym, ani owym - byłem niczym - a rówieśnicy, którzy już się pożenili oraz pozajmowali określone stanowiska nie tyle wobec życia, ile po rozmaitych urzędach państwowych, odnosili się do mnie z uzasadnioną nieufnością".
Rozdarty i zagubiony bohater nie potrafi poradzić sobie w sytuacjach spotykających człowieka dorosłego, dojrzałego. Nęka go świadomość, że znalazł się „pośród ciemnego lasu". Dokonuje się w nim rozdwojenie (widzi własnego sobowtóra). Choć na początku ma trzydzieści lat, to już w następnym rozdziale jest szesnastolatkiem, uczniem szóstej klasy gimnazjum. Z niedojrzałości psychicznej popada w niedojrzałość fizyczną, ponieważ zmianie ulega jego wygląd (środowisko nie widzi w nim dorosłego mężczyzny).
Choć w pierwszym rozdziale główny bohater jest trzydziestoletnim pisarzem, a w następnym szesnastoletnim gimnazjalistą, to jednak w Ferdydurke Gombrowicz nie zastosował retrospekcji. Wydarzenia są ułożone chronologicznie. 
Jego złożona osobowość jest pełna sprzeczności, czego dowodem jest poranek, którym rozpoczyna się Ferdydurke. W trakcie rozmyślań dotyczących sposobu istnienia człowieka wśród innych poznajemy refleksyjną naturę bohatera, uwidacznia się jego krytycyzm i inteligencja. Jest świadomy zniewolenia przez formy, które narzucają inni. Wypowiada myśl na temat kontaktów z drugim człowiekiem, podczas których nigdy nie jesteśmy sobą: „człowiek jest najgłębiej uzależniony od swego odbicia w duszy drugiego człowieka (...)nie jesteśmy samoistni, jesteśmy tylko funkcją innych ludzi, musimy być takimi, jakimi nas widzą (...)".
Przez całą akcję powieści podejmuje próby uwolnienia się z narzucanych przez otoczenie form, nie chce być traktowany jak dziecko ani w szkole, ani przez krewnych. Ograniczenia, nieumiejętność ściągnięcia maski w kontaktach z innymi, fałszywość naszego postępowania, schematy, w które się wpisujemy powodują, że Józio wypowiada wojnę formom.
Gdy zamierza rozpocząć pisanie swego nowego utworu, przyświeca mu cel pokazania szczerej prawdy o człowieku - o sobie - uwolnionym spod działania form narzucanych mu przez otoczenie: „Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!".
Wszystkie sytuacje, jakie są udziałem bohatera i wynikiem jego postępowania mają zmierzać do przełamania ustalonego porządku, odkrycia zakłamania egzystencji. Józio podejmuje się wykonania niezwykle trudnej i wymagającej poświęcenia misji, dzięki czemu poznajemy bliżej jego osobę. Puenta powieści jest jednak smutna: „(...)nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki". Walka z formą jest możliwa, ale wygrana - nigdy.
Przykładem tej prawdy jest historia bohatera, który w powieści wielokrotnie ulega kolejnym formom. Dba o to, jak go odbiera otoczenie, czego dowodem są początkowe strony utworu, na których snuje rozważania o swym życiu. Józiowi zależy na zdaniu interesujących się jego życiem ciotek, zarówno tych spokrewnionych, jak i krytyków - „ciotek kulturalnych". Bardzo bolą go krytyczne opinie czytelników debiutanckiego zbioru.
W szkole przybiera formę grzecznego i bojaźliwego ucznia, nie potrafi sprzeciwić się apodyktycznemu Pimce. Na dziedzińcu stoi z boku i nie zajmuje żadnej ze stron toczonego sporu. Jest dużo dojrzalszy od szkolnych „rówieśników", co pozwala mu zdobyć się na obronę Syfona przed atakiem „chłopaków", namawiać do reakcji biernego Kopyrdę. Józio jest stanowczy w stosunku do działań Pimki i „dydaktycznej" funkcji szkoły, której nie popiera (nie chcąc ulec ponownemu infantylizmowi). Jego poglądy ulegają zmianie w momencie poznania „nowoczesnej pensjonarki" Zuty: „Nie, nie, nie, przenigdy, o, w tej chwili nie pragnąłem wcale wydostać się z młodości, przyznać się do trzydziestaka, świat mój się zawalił, już nie widziałem świata poza cudnym światem nowoczesnej pensjonarki, sport, gibkość, hardość, łydki, nogi, dzikość, dancing, starek, kajak - to była nowa kolumnada mej rzeczywistości!".
Jednak nawet w domu Młodziaków utwierdza się w przekonaniu o potędze formy, dzięki czemu uwalnia się spod wpływu pensjonarki. Udaje mu się ukazać fałszywość „nowoczesnej" rodziny inżynierostwa. Dzięki zaaranżowaniu nocnej schadzki w pokoju Zutki, na którą zaprasza w jej imieniu Pimkę i Kopyrdę, daje dowody sprytu, inteligencji i chęci walki z formą.
Choć odnosi sukces, już wkrótce daje się uwikłać w kolejną schematyczną rolę - staje się porywaczem Zosi, którą całuje mimo, że chce ją porzucić: „(...) musiałem ucałować swoją gębą jej gębę, gdyż ona swoją gębą moją ucałowała gębę".
Wówczas Józio ma już świadomość tego, że przed formą uciec się po prostu nie da. Godzi się z tym i świadomie przyjmuje kolejną „gębę", narzucając ją przy okazji Zosi. Bohater Ferdydurke często zadziwia, jest postacią niekonwencjonalną i dzięki temu interesującą.

Miętus - charakterystyka bohatera

Miętalski, nazywany przez kolegów Miętusem to jedna z ważniejszych i oryginalniejszych postaci Ferdydurke. Gombrowicz wprowadza tego kilkunastoletniego ucznia gimnazjum do utworu, gdy profesor Pimko przenosi Józia do szkoły.
Na początku Miętus daje się poznać jako ordynarny łobuz, niemiły wyrostek, używający wulgaryzmów, zdeklarowany propagator walki z niewinnością („pupą").
Wypowiada walkę dydaktyzmowi szkoły i autorytatywności profesorów, czego przykładem są notoryczne nieprzygotowanie do lekcji czy wypisanie na drzewie obraźliwego słowa mającego ośmieszyć Pimkę. Miętus jest zdania, że uczniowie nie są i nie chcą być niewinni i dlatego w klasowym sporze obejmuje przywództwo koła zbuntowanych „chłopaków" i manifestuje swoją dojrzałość w wulgarny sposób. Po przegranym pojedynku na miny na siłę uświadamia przywódcę „chłopiąt" Pylaszczkiewicza, zwanego przez kolegów Syfonem - „gwałcąc go przez uszy", czyli szepcząc mu pojęcia związane z seksem przy użyciu najokropniejszych min, obraźliwych gestów i „najbardziej plugawych powiedzonek".
Wyśmiewa „chłopięta", chcące pozostać w stanie nieuświadomienia. Nie przejmuje się uczuciami innych, zachowując się wulgarnie i agresywnie: „(...) dlaczego nie dacie kopniaka temu orlęciu, chłopięciu? Czy już nie ma w was wcale krwi? Czy nie ma ambicji? Kopniaka, kopniaka dlaczego nie dacie? Kopniak tylko może was uratować! Chłopakami bądźcie! Pokażcie mu, żeśmy chłopaki z dziewczynami, nie jakieś tam chłopięta z dziewczętami!". Zdaje sobie jednak sprawę, że nie tylko niewinność („pupa") uczniaka, lecz także forma zbuntowanego chłopaka, jaką przyjmuje, są pozerstwem.
Jego największym marzeniem jest ucieczka od inteligenckich fizdrygałków do parobka: „- Uciec - mruknął - uciec... Do parobków... Do tych prawdziwych chłopaków, co nad rzeką konie pasą i kąpią się...". Parobek jest dla niego symbolem naturalności, szczerości, bezpośredniości.
W czasie tych chwili, gdy Miętus dzielił się z Józiem planami i największymi tajemnicami, odsłaniała się liryczna i łagodna strona jego natury: „Z brutalności przerzucił się w śpiewność. Biorąc mnie za swego przestał się maskować i wydobył tęsknotę i liryzm".Przyłapują go w tych rzadkich momentach szkolni koledzy, którzy nie mogą zrozumieć, czemu wulgarny i ordynarny Miętus ukrywa wrażliwą nutę swego charakteru. Syfon - ideowy przeciwnik - zauważa: „Nareszcie wiemy, co w was siedzi! Przyłapaliśmy kolegę! O parobku kolega marzy! Po łące chciałby kłusować z parobkiem! Udajecie życiowego realistę, brutala, zwalczacie cudzy idealizm, a w głębi jesteście sentymentalni. Sentymentalista parobczański!"
Choć pragnienie naturalności i szczerości było w nim bardzo silne, to wciąż próbował zachować przyjętą pozę - czyli formę - zawadiaki i chuligana. Odwiedza Józia na stancji u Młodziaków z butelką wódki, kopie, a następnie uwodzi („gwałci") służącą gospodarzy, jest niesympatyczny i wulgarny, lecz w końcu nie wytrzymuje i wraz z Józiem opuszcza Warszawę w poszukiwaniu prawdziwego, niewinnego parobka: „Parobek, parobek! Chcesz - uciekniemy na wieś. Na wieś pójdziemy. Tam są parobki! Na wsi! Pójdziemy razem, chcesz? Do parobka, Józio, do parobka, do parobka! - powtarzał zapamiętale".
Gdy w końcu znajduje go w majątku Hurleckich w Bolimowie, nie może wyjść z zachwytu nad naturalnością Walka: „Słyszałeś? Słyszałeś? Walek! Nazwiska nawet nie ma! Jak to wszystko nadaje się do niego! Widziałeś jego gębę? Gęba bez miny, gęba zwykła! Józio, jeżeli on się ze mną nie po... brata, nie wiem, co zrobię! On pewnie wcale się nie myje. A nie jest brudny. Józio, czyś zauważył, nie myje się, a nie jest brudny - brud w nim jest jakiś nieszkodliwy, nie mierzi!". Brata się z lokajczykiem i nakłania przerażonego chłopaka do wymierzenia sobie ciosu (Walek „daje mu po gębie"). Jego wywrotowe działania w bolimowskim dworku doprowadzają do buntu chłopów przeciwko panom i zburzenia długo panującego w nim ładu. Przez te poczynania Miętus jest kolejnym demaskatorem społecznych masek, walcząc - jak Józio - z wszechobecną formą. Przyznać jednak należy, że on także nie uciekł od formy. Choć wytykał pozy i formy innym, usilnie walcząc z przejawami sztuczności, nie zauważył tych cech w swym upodobaniu do wieśniaków.
Miętus jest postacią niejednoznaczną. Na początku utworu jest wulgarnym, ordynarnym propagatorem obyczajowej rozpusty i amoralności, używającym przemocy chuliganem. W miarę rozwoju akcji odsłania jednak sentymentalną stronę osobowości, szukając za wszelką cenę autentyczności, naturalności, prostoty, które utożsamia z „parobkiem".

Profesor Pimko - charakterystyka postaci

Profesor Pimko posiada wszystkie cechy typowe dla klasycznego belfra reprezentującego konserwatywny pogląd na system oświaty. Praca, czyli bycie wizytatorem powołanym do kontroli stanu edukacji i wychowania w gimnazjach zapewnia mu możliwość realizowania się jako autorytet.
Narrator przedstawił wygląd zewnętrzny Pimki opisując jego spotkanie z Józiem: „We drzwiach ukazuje się T. Pimko, doktor i profesor, a właściwie nauczyciel, kulturalny filolog z Krakowa, drobny, mały, chuderlawy, łysy, i w binoklach, w spodniach sztuczkowych, w żakiecie, z paznokciami wydatnymi i żółtymi, w bucikach giemzowych, żółtych". W innym miejscu zaś czytamy: „dystyngowany, kordialny, starawy profesor jeszcze z przedwojennej Galicji".

Pierwowzór Pimki
Prototypem Pimki był profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego - Tadeusz Sinko (Sinko-Pimko, przykład brzmieniowej gry nazwisk). Gombrowicz sparodiował znaną osobę.
To właśnie Pimko jest sprawcą umieszczenia trzydziestoletniego pisarza w formie ucznia. Doskonale radzi sobie z autorytarną postawą i nieznoszącym sprzeciwu tonem. Przemocą zabiera Józia do szkoły, uprzednio przeegzaminowawszy go z wiedzy szczegółowej w różnych dyscyplinach: „- A ducha dziejów znamy? A ducha cywilizacji helleńskiej? A ducha galijskiej, ducha umiaru i dobrego smaku? A ducha nikomu prócz mnie nie znanego sielankopisarza z XVI wieku, który pierwszy użył wyrażenia „pępek"? A ducha języka? Jak się mówi: ,,wykonywa", czy też „wykonuje"? (...)Pimko zapytał, co wiem o przysłówkach, kazał przedeklinować mensa, mensae, mensae, przekoniugować amo, amas, amat, skrzywił się, powiedział: - No tak, trzeba będzie trochę popracować - wyjął notes i dał mi złą notę, przy czym siedział, a siedzenie miał ostateczne, absolutne". Bohater ten - nazywany „wielkim Zdrabniaczem" - doskonale ukazuje belferską mentalność. Prowadzi sprytną grę ze swymi podopiecznymi uczniami, by jeszcze głębiej wpędzić ich w poczucie wiecznej dziecięcości, niedojrzałości i niewinności, „upupić" ich.
Umiejętnie manipuluje uczniami, stosując różnorodne metody mające nadać im „gębę" niewinności, skromności i naturalności. Wystarczy wspomnieć matki stojące za szkolnym ogrodzeniem i podglądające swoich synów podczas przerw, czy zabranie Józia na stancję do Młodziaków. Farent stwierdza: „Bez owego terenu działania, którym jest szkoła, Pimko byłby nikim. Działa schematycznie, według z góry zaplanowanego i wypróbowanego scenariusza".
Okazuje się jednak, że i profesor jest niewolnikiem formy. Choć już wcześniej dawał oznaki swego drugiego oblicza (zalecał się do Zuty podczas udzielanych jej korepetycji z twórczości Norwida), to dopiero dzięki intrydze Józia uprzejmy i inteligentny wykładowca, „jego wyniosła belferskość", okazuje się podstarzałym amantem. Podczas przyłapania w nocy w szafie pokoju Zuty ujawnia swe ukrywane oblicze: „ - Zutka! - szeptał namiętnie, fizycznie. - Zutka! Pensjonarka! Mała! Ty - powiedz „ty"! Koleżanką jesteś moją! Jam kolega! (...) - Jakie to... małe, młode... a bezczelne... bez względu na różnicę wieku, stanowiska... Jak mogłaś... jak się ośmieliłaś... do mnie? Czy naprawdę podziałałem? Mów mi „ty"! Na „ty", na „ty"! Powiedz, co ci się we mnie spodobało?". W trakcie bójki z rodzicami dziewczyny, której świadkiem jest Józio, nazywa on profesora groteskowym określeniem: „Pedagog zmysłowy".
Pimko, sprowadzony do prymitywnej pozycji istoty biologicznej, kierującej się instynktami, traci swój autorytet.

Bladaczka - charakterystyka postaci

Bladaczka - „ciało wyblakłe i smutne" - jest bezmyślnym niewolnikiem schematów, powielanych na prowadzonych lekcjach języka polskiego w szkole dyrektora Piórkowskiego. Zyskał taki przydomek „od szczególnie niezdrowej i ziemistej cery".
Gombrowicz w jednym z rozdziałów opisuje sposób prowadzenia zajęć przez tego belfra. Po podejściu do katedry z „kwaśnym uśmiechem" siada na krześle. Pomimo, iż otwiera dziennik, w klasie nadal panuje hałas. Uczniowie nie zwracają na niego uwagi, krzyczą, a gdy rozpoczyna lekcję - wszyscy nagle wyrażają konieczność pójścia do ubikacji. Nie otrzymawszy pozwolenia, nie zajmują się lekcją (prócz Syfona, który jako jedyny wyjął podręczniki i zeszyty). Siedmiu uczniów pokazuje Bladaczce zaświadczenia, na których były wypisane powody, z jakich nie przygotowali się do zajęć. Jeden cierpiał na drgawki, drugi konwulsję, kolejni wysypkę... Profesor każe im usiąść w ławkach i prosi o spokój oraz przygotowanie do zajęć, tłumacząc, że nie uwzględni sfałszowanych świadectw.
Opisywana lekcja miała dotyczyć Słowackiego. Opisując wykład Bladaczki Gombrowicz obnażył postaci schematyczność i głupotę systemu edukacji: „(...) co to mamy na dzisiaj? - rzekł surowo i zajrzał do programu. - Aha! Wytłumaczyć i objaśnić uczniom, dlaczego Słowacki wzbudza w nas miłość i zachwyt? A zatem, panowie, ja wyrecytuję wam swoją lekcję, a potem wy z kolei wyrecytujecie swoją. Cicho! - krzyknął i wszyscy pokładli się na ławkach, rękami podpierając głowy, a Bladaczka, nieznacznie otworzywszy odnośny podręcznik, zacisnął usta, westchnął, stłumił coś w sobie i rozpoczął recytację".
Jego sposobem na przekazanie uczniom wiedzy było ciągłe powtarzanie utartych banałów i ogólników, bez argumentów czy wyjaśnień, merytorycznej dyskusji: „- Hm... hm... A zatem dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlaczego płaczemy z poetą czytając ten cudny, harfowy poemat "W Szwajcarii"? Dlaczego, gdy słuchamy heroicznych, śpiżowych strof "Króla Ducha", wzbiera w nas poryw? I dlaczego nie możemy oderwać się od cudów i czarów "Balladyny", a kiedy znowu skargi "Lilli Wenedy" zadźwięczą, serce rozdziera się nam na kawały? I gotowiśmy lecieć, pędzić na ratunek nieszczęsnemu królowi? Hm... dlaczego? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!". Uczniowie nie słuchali, wycinali scyzorykiem znaki na ławkach lub rzucali kuleczkami z papieru. 
Nikt nie traktował nauczyciela poważnie. Jedynie w Pylaszczkiewiczu widział „ratunek". Chłopiec był zawsze rzetelnie przygotowany do lekcji, zaś tacy uczniowie, jak Miętalski czy znudzony wykładem i upierający się, że poezja Słowackiego w ogóle go nie zachwyca Gałkiewicz, wywoływali w nim strach przed wizytatorem czy dyrektorem (bał się, że mogliby usłyszeć protesty krnąbrnego ucznia, a on zostałby wówczas ukarany).
Uczniowie męczą się i nudzą na jego lekcji. Zarówno oni, jak i Bladaczka spoglądali na zegarek, niecierpliwie wyczekując przerwy. Na dźwięk dzwonka profesor przerwał monolog w pół słowa i opuścił klasę: „Wreszcie zadźwięczał zbawczy dzwonek, Bladaczka przerwał w pół zdania i zniknął, audytorium ocknęło się i podniosło straszny wrzask (...)".

Pylaszkiewicz - charakterystyka postaci

Pylaszczkiewicz, tęgi, wysoki młodzieniec zwany przez kolegów Syfonem, to całkowite przeciwieństwo Miętusa. Reprezentuje grupę dobrze wychowanych, niewinnych „chłopiąt" podporządkowanych szkolnemu systemowi.
Największy w klasie kujon i pupil wszystkich wykładowców ma opinię lizusa, choć często wybawia kolegów przed kolejną jedynką, ponieważ jest zawsze przygotowany do lekcji, pilny i poukładany. Nie używa wulgarnych słów, ubiera się i zachowuje zgodnie z oczekiwaniami nauczycieli, których szanuje, akceptując jednocześnie stosowane przez pedagogów metody wychowawcze. Wyraża również zgodę na „upupianie" młodzieży.
Dowody odwagi i waleczności daje w chwili, gdy jest gotowy bronić się przed próbą narzucenia mu „gęby" zbuntowanego, niepokornego chłopaka i staje na czele klasowych obrońców niewinności. Stając po stronie niewinności krzyczy do swych kolegów - „chłopiąt": „W górę serca! Proponuję, abyśmy tu natychmiast ślubowali, iż nigdy nie zaprzemy się chłopięcia ani orlęcia! Nie damy ziemi, skąd nasz ród! Ród nasz od chłopięcia i dziewczęcia się wywodzi! Ziemia nasza to chłopię i dziewczę! Kto młody, kto szlachetny, za mną! Hasło - młodzieńczy zapał! Odzew - młodzieńcza wiara!" i nuci uroczystą pieśń: „Hej, bracia chłopięta, dodajcie mu sił, By ocknął się z martwych, by powstał, by żył!".
Przyjmuje wyzwanie Miętusa i staje do pojedynku na miny, dzielnie i ofiarnie walcząc w obronie młodzieńczych ideałów. Przy użyciu wzniosłych i szlachetnych min i gestów (na przykład uniesiony do góry palec) próbuje bronić niewinności, lecz sprytny Miętus przy pomocy arbitrów „gwałci go przez uszy", czyli przytrzymuje i brutalnie, bezwzględnie uświadamia.
Przywódca „chłopiąt" nie potrafi już normalnie egzystować i ostatecznie popełnia samobójstwo: „Syfon umarł. Zgwałcony przez uszy, nie mógł przyjść do siebie, nie mógł żadną miarą pozbyć się pierwiastków złowrogich, które mu zaszczepione zostały przez uszy. Nadaremnie męczył się, godzinami całymi próbował zapomnieć słów uświadamiających, które chcąc nie chcąc usłyszał. Powziął awersję do swego skażonego typu i chodził z wewnętrznym niesmakiem, coraz bledszy, ciągle mu się odbijało, spluwał, krztusił się, charczał, kaszlał, ale nie mógł, czując się niegodnym, powiesił się pewnego popołudnia na wieszaku. Co wywołało ogromną sensację, nawet w prasie pojawiły się notatki".

Kopyrda - charakterystyka postaci

Kopyrda jest znajomym Józia ze szkoły. Choć główny bohater miał ochotę się z nim zaprzyjaźnić, Kopyrda nie utrzymywał bliższych koleżeńskich kontaktów z którymkolwiek z chłopców. Gdy próbowali go zwerbować do swej grupy i włączyć w prowadzone spory, był zdystansowany, obojętnie odchodząc na bok.
Józio uważał go na początku za jedynego „normalnego" ucznia: „Wtem Kopyrda, ów opalony, w spodniach flanelowych, co to na podwórku uśmiechnął się z wyższością, gdy padło słowo „pensjonarka", nasunął się memu spojrzeniu. Równie obojętny wobec Bladaczki, co wobec sporu Miętusa z Syfonem, siedział niedbale pochylony i wyglądał dobrze - wyglądał normalnie - z rękami w kieszeniach, schludny, rześki, łatwy, trafny i przyjemny, siedział dość lekceważąco, nogę założył na nogę i patrzył na nogę. Jak gdyby nogami uchylał się szkole. Sen? Jawa? „Czyżby? - pomyślałem. - Czyżby nareszcie zwykły chłopiec? Nie chłopię i chłopak, ale chłopiec zwykły? Z nim może wróciłaby utracona możność...".
Zmienił swój przychylny stosunek do Kopyrdy, traktując go już jak konkurenta, gdy dowiedział się, że ten interesuje sie Zutą. Podstępnie sprowadził go do pokoju dziewczyny, zamierzając przeprowadzić konfrontację ze zwabionym również profesorem Pimko.
Józio zazdrościł Kopyrdzie jego „nowoczesności" i opanowania: „Kopyrda nie okazał zdziwienia. Nie wolno mu było dziwić się ani jej, ani sobie. Najmniejsza wątpliwość mogłaby zaprzepaścić wszystko. Musiał postępować, jakby rzeczywistość, którą wytwarzali między sobą, była czymś codziennym i zwyczajnym. O, mistrz! Tak też postępował. Wylazł na okno i zeskoczył na podłogę tak właśnie, jakby co nocy właził do jakiejś wczoraj poznanej pensjonarki. W pokoju roześmiał się cicho, na wszelki wypadek", które jeszcze bardziej ujawniły się w momencie nagłego pojawienia się w pokoju pensjonarki jej rozkrzyczanych rodziców: „(...)wyszedł z szafy i stanął uśmiechając się, blondyn, z marynarką w rękach, nowoczesny chłopiec sympatyczny, zdybany z dziewczyną rodziców".
Gdy ojciec Zuty, chcąc uderzyć Kopyrdę, w ostatniej chwili zdał sobie sprawę, że nie może bić „smarkacza" po twarzy i opadającą ręką zahaczył jego podbródek - rozwścieczony adorator Zuty doskoczył do Młodziaka i rozpętała się bójka (która przerodziła się później w „kłębowisko").

Zuta Młodziakówna - charakterystyka postaci

Zuta jest nastoletnią córką Młodziaków. Józio nazywa ją „nowoczesną pensjonarką" i „zjawiskiem potężnym": „Lat szesnaście, sveater, spódnica, gumiane sportowe pół-buciki, wysportowana, swobodna, gładka, gibka, giętka i bezczelna! Na jej widok struchlałem w duchu i na twarzy. Zrozumiałem na pierwszy rzut oka, że oto - zjawisko potężne, potężniejsze bodaj od Pimki i równie absolutne w swym rodzaju, nie dające się nawet porównać z Syfonem. Przypominała mi kogoś - kogo, kogo? - ach, Kopyrdę mi przypominała! Czy pamiętacie Kopyrdę? Była taka sama, lecz mocniejsza, pokrewna mu typem, ale bardziej nasilona, doskonała pensjonarka w swej pensjonarskości i absolutnie nowoczesna".
Dziewczyna jest gombrowiczowskim symbolem młodości, nowoczesności, witalności, aktywności fizycznej i seksu. Określa ją tak zwana „łydka", czyli znak obyczajowych zmian, jakie widać w postępowaniu Zutki. Przykładem tego może być fragment dotyczący codziennego stroju bohaterki i jej nonszalanckiego zachowania się przy stole: „(...) przychodzę ze szkoły na obiad, Młodziakowie siedzą już przy stole, służąca wnosi zupę kartoflaną, pensjonarka również siedzi - siedzi doskonale, z nieco bolszewicką fizkulturą i w gumianych półbucikach. Zupy jadła mało - a za to wypiła duszkiem szklankę zimnej wody i zagryzła kromką chleba, zupy unikała, rozwodniona papka, ciepła i zbyt łatwa, musiała zapewne szkodzić jej na typ i prawdopodobnie chciała być jak najdłużej głodna, przynajmniej do mięsa, gdyż dziewczyna nowoczesna głodna jest wyższej klasy niż dziewczyna nowoczesna syta".
Nie tylko wygląd i zachowanie Zuty jest manifestem jej poglądów. Także otoczenie jest znakiem wszechobecnej w jej życiu nowoczesności. Otóż pensjonarka nie ma własnego pokoju. Zastępuje jej go hall: „Była w tym wielka tymczasowość naszego stulecia, koczownictwo pensjonarki i jakieś carpe diem, które tajnymi przejściami łączyło się z gładką, wzorowaną na samochodzie naturą młodości współczesnej".
Wyznawane zasady sprawiły, że stałą się ignorantką. Nie obchodzą jej sprawy sztuki i kultury (podczas rozmowy z profesorem Pimką okazuje się, że nie wie, kim był Norwid), wydaje się nie dbać o rozwój inteligencji. Ostentacyjnie ignoruje autorytety, jest niegrzeczna wobec starszych. Jej głównym zajęciem staje się dbanie o dobrą kondycję fizyczną („łydka").
Jest tak pewną słuszności swych ideałów i samodzielną, że nie przyjmuje głosów krytyki, nie daje się sprowokować. Dlatego też jej obojętna postawa na „zaloty" doprowadza zakochanego w niej Józia do pasji i powoduje uknucie intrygi. Bohaterowi sprzyja w zrealizowaniu planu fakt, iż Zuta cieszy się dużym powodzeniem u mężczyzn w różnym wieku, czego dowodem są liczne liściki, wśród których były wiadomości od adwokatów, sędziów, prokuratorów, aptekarzy.
W jednym z nich czytamy: „Prokurator: "Wprawdzie występuję w todze, lecz jestem właściwie chłopcem do posługi. Jestem karny. Robię, co mi każą. Nie mam własnego zdania. Prezes może mnie zbesztać. Ostatnio fają mnie nazwał". Polityk zapewniał: "Jam chłopak, jam tylko chłopak polityczny, chłopak historyczny". Jakiś podoficer o wyjątkowo zmysłowej i lirycznej duszy pisał co następuje: "Ślepa karność mnie obowiązuje. Na rozkaz muszę oddać życie. Jestem niewolnikiem. Wszak wodzowie zawsze mówią do nas - chłopcy, bez względu na lata. Nie wierz mej metryce, to szczegół czysto zewnętrzny, żona i dzieci to dodatek tylko, jam nie żaden rycerz, lecz chłopak wojskowy, z chłopięcą, wierną, ślepą duszą, a w koszarach jestem pies, pies jestem!" Obywatel ziemski: "Już zbankrutowałem, żona idzie na młodszą, dzieci na psy, a ja - nie żaden obywatel, lecz chłopak wygnany. Czuję tajemną rozkosz".
Gdy Józio przeprowadza plan, ma niezbite dowody na wyzwolenie seksualne dziewczyny, której nie dziwi obecność w pokoju podnieconego Kopyrdy. To właśnie ona staje się spirytus movens zbliżenia: „Obyczaj nowoczesny nie pozwalał im, na szczęście, dużo mówić ani dziwić się sobie, musieli udawać, że wszystko rozumie się samo przez się. Niedbałość, brutalność, zwięzłość i lekceważenie - oto, czym dobywali poezję, którą dawniejsi kochankowie dobywali za pomocą jęków, wzdychów i mandolin. Wiedział, że jedynie z lekceważeniem mógł posiąść dziewczynę, a bez lekceważenia - ani mowy".

Walek - charakterystyka postaci

To lokajczyk służący w bolimowskim majątku Hurleckich, który „parobkiem był wymarzonym". Nie ma nazwiska, nie umie czytać ani pisać.
Jego wygląd zewnętrzny jest dowodem przeciętności, zwyczajności, naturalności, braku ogłady: „nie więcej niż osiemnaście, duży ni mały, nie brzydki i nie przystojny - włosy miał jasne, ale blondynem nie był. Uwijał się i obsługiwał boso, z serwetką przewieszoną przez lewe ramię, bez kołnierzyka, z koszulą zapiętą na spinkę, w zwykłym niedzielnym ubraniu parobków wiejskich", a „gęba" zastałą określona słowami: „Gębę miał - ale gęba jego nie była w niczym pokrewna fatalnej gębie Miętusa, nie była to gęba wytworzona, lecz naturalna, ludowa, grubo ciosana i zwykła. Nie twarz, która gębą się stała, lecz gęba, która przenigdy nie zyskała godności twarzy - była to gęba jak noga! Nie godzien honorowej twarzy, tak jak nie godzien blondyna i przystojnego - lokajczyk nie godzien lokaja! Bez rękawiczek i boso zmieniał talerze państwu, a nikt się temu nie dziwił - chłopak nie godzien tużurka. Parobek!...".
Jest przykładem służącego znającego swoje „miejsce" wśród parobków i obowiązki wobec „stojących wyżej" państwa. Potulnie znosi wszystkie padające na jego twarz razy Konstantego czy Zygmunta, wywiązując się należycie ze wszystkich obowiązków.
Pojawia się „podając groszek do szynki" i natychmiast „zdobywa serce" Miętusa, który jest zachwycony „prawdziwością" Walka. Po długich namowach zgadza się uderzyć przyjezdnego w twarz na znak „pobratania się". Choć zupełnie nie rozumie powodów, odczuwa jednak satysfakcję. Wydarzenie to staje się początkiem zaburzenia ustalonej od wieków hierarchii i doprowadza do buntu chłopów we dworze - do ogólnej „kupy".
Walek nie czuje się swobodnie w nowej roli, ponieważ jest to dla niego nieznana forma, nienaturalna dla parobka.

Młodziakowie - charakterystyka

Młodziakowie to trzyosobowa mieszczańska rodzina, której postępowanie i zasady są przykładem „fałszywej formy".
Głową rodziny jest Wiktor Młodziak, inżynier-konstruktor i urbanista. Ten pozbawiony przesądów pacyfista nauki pobierał w Paryżu: „Europejczyk, inżynier i uświadomiony urbanista, który kształcił się w Paryżu i stamtąd przywiózł dryg europejski, czarniawy, w ubraniu - swobodny, w bucikach żółtych, giemzowych, nowych, które na nim bardzo się uwydatniały, w kołnierzyku a la Słowacki i w rogowych okularach, pozbawiony przesądów czerstwy pacyfista i wielbiciel naukowej organizacji pracy, z dowcipami i anegdotami naukowymi oraz dowcipami z kabaretów".
Zawód zobowiązywał go do zachowania powagi i stateczności, więc w chwilach, gdy pozostawał sam - pokazywał swe prawdziwe „ja". Ujawnił je na przykład w łazience („typowy inteligent-chamuś z gębą tak kretynicznie krotochwilną, obmierzle sprośną i plugawo zbaranialą") oraz podczas rozmowy z żoną w sypialni, gdzie używał zdrobnień i posługiwał się „sprośnymi", infantylnymi wyrazami: „Majteczki! (...)Majtaski, hi, hi, hi, majtaski! (...)- Dobrze, dobrze, tłusta, tłusta langusta - hi, hi, hi - tłusta langusta wpada
mi w usta. Mimo dość tłustego cielska była bardzo marzycielska. Ale jemu już wychłódło, bo już było stare pudło... (...)Zdradunia (...)Zdradeczka (...)Plasnę, plasnę w karczusio, karczunio, karczątko(...)". Przy stole nie stosuje się do panujących zasad, smarując grubą warstwą masła chleb i wpychając go łapczywie do buzi.
Jego żona: „Młodziakowa, kobieta dość otyła, lecz inteligentna i uspołeczniona, z bystrym i bacznym wyrazem twarzy, członkini komitetu dla ratowania niemowląt lub dla zwalczania plagi żebraniny dziecięcej w stolicy". Joanna Młodziakowa nie pracuje zawodowo, ale aktywnie uczestniczy w społecznej działalności, realizując się jako „członkini komitetu dla ratowania niemowląt lub dla zwalczania plagi żebraniny dziecięcej w stolicy".
Przyjętą maskę nowoczesności zdejmuje jedynie podczas czynności wykonywanych w łazience: „Inżynierowa, goła, wycierała udo prześcieradłem kąpielowym, a twarz jej, ciemniejsza w karnacji, mądra, zaostrzona, zwisała nad tłustobiałą, cielęco niewinną, beznadziejną łydką, jak sęp nad cielakiem. I była w tym straszliwa antyteza, zdawało się, że orzeł krąży bezsilnie nie mogąc porwać cielaka, który beczy wniebogłosy, a to inżynierowa Młodziakowa przypatrywała się higienicznie i inteligentnie swojej babskiej, klępowatej nodze. Podskoczyła. Stanęła w pozycji, rękami ujęła się pod boki i dokonała półobrotu tułowiem z prawa w lewo z wdechem i wydechem. Z lewa w prawo z wydechem i wdechem! Wyrzuciła do góry nogę, a stopę miała drobną i różową. Potem drugą nogę z drugą stopą! Puściła się w przysiady! Dwanaście przysiadów odwaliła przed lustrem, oddychając przez nos - raz, dwa, trzy, cztery - aż biusty klaskały(...)".
Młodziakowie mają nastoletnią córkę Zutę. Wszyscy zachowują się bardzo nowocześnie, hołdują postępowym prądom. W domu czczą racjonalizm, wyolbrzymiają rolę sportu i w ogóle wszelkiej innej aktywności fizycznej. Szczycą się swoimi wyzwolonymi z formy zasadami i wolnomyślicielstwem, czego najbardziej widocznym przykładem są stosowane metody wychowawcze. Chcąc uchodzić za nowoczesnych, czyli tolerancyjnych pod względem obyczajowym, rodziców, namawiają córkę do łamania zasad. Gdy matka widzi Zutę w towarzystwie odprowadzającego ją do domu chłopca, od razu proponuje jej sponsoring ich wspólnego wyjazdu: „A może chcesz pojechać na week-end i nie wracać na noc? Nie wracaj w takim razie - rzekła usłużnie - nie wracaj śmiało! Albo może chcesz wybrać się bez pieniędzy, może chcesz, żeby on za ciebie płacił, a może wolisz płacić za niego, żeby on był na twoim utrzymaniu - w takim razie dam ci pieniędzy". Ojciec wtóruje pomysłowi Joanny, zapewniając córkę, iż może (a nawet powinna) mieć nieślubne dziecko: „- Pewnie, nic w tym złego! Zuta, jeżeli chcesz mieć dziecko nieślubne, bardzo proszę! A cóż w tym złego! Kult dziewictwa ustał!". W tym wszystkim nie dostrzegają, że dziewczyna ma poważne zaległości w nauce (nie wie na przykład, kim był Norwid).
Gdy odkrywają w szafach pokoju Zuty obecność nastoletniego Kopyrdy i podstarzałego profesora, pęka ich forma i pokazują prawdziwe, ukrywane przed otoczeniem, klasyczne i tradycyjne oblicze. Witor nie może pohamować swej irytacji i ze złością policzkuje Pimkę, co daje początek „kupie", czyli ogólnej awanturze i bijatyce.
Młodziakowie to kolejny przykład zakucia człowieka w formę, którą w ich przypadku jest maska staroświeckich rodziców. Ich nowoczesność jest tylko udawana, co obnaża podstęp Józia.

Hurleccy - charakterystyka

Hurleccy są ziemiańską rodziną i w powieści reprezentują warstwę szlachecką. Są właścicielami majątku Bolimów i dalekimi krewnymi Józia (ciotka mówi: „moja matka była cioteczną siostra ciotki ciotki twej matki"). Prowadzą wystawne życie, na które ich nie stać.
Jej członkami są ciotka Hurlecka z domu Lin, wuj Konstanty (zwany przez żonę pieszczotliwie i dziecinnie Kociem) i ich syn Zygmunt. Wuj Konstanty to „bywały w świecie obywatel ziemski (...) chudy, wysoki, wymoczkowaty, łysawy, o cienkim długim nosie, z długimi, cienkimi palcami, o wąskich ustach i delikatnych chrapach, bardzo wykończonych manierach, wyrobiony i otrzaskany, z nadzwyczajną swobodą bycia i niedbałą elegancją światowca". To w ręku tego bezwzględnego i wyniosłego wobec parobków mężczyzny spoczywa władza nad całym majątkiem. Stosuje tradycyjne metody postępowania z chłopami (czyli nie powstrzymuje się przed częstym „dawaniem im w gębę").
Życie w majątku opisują relacje służby: „Państwo nie robiom, cięgiem ino żrom i żrom, to ich rozpiro! Żrom, chorujom, wylegują się, po pokojach chodzom i gadajom cosik. Co tyż się nie nażrom! Matko Jezusowa! (...) A to obiad, a to podwieczorek, a to cukierków, a to konfitury, a to jaja z cybulom na drugie śniadanie. Państwo bardzo som pażerne i łakome - do góry brzuchem leżom i choroby mają od tego. (...) O Jezu! Spacerujom, żrom, parlujom parlefrance i się nudzom".
Jest to jednak tylko poza, którą niszczy pojawienie się Miętusa. Chłopak indoktrynuje chłopów i przekonuje o należytych im prawach, doprowadzając niemal do przewrotu klasowego. Apodyktyczny i zły Konstanty nie umie zapanować nad służbą w kryzysowym momencie, gdy jego społeczna przewaga jest coraz mniejsza.
Konstanty wychowuje syna według swego systemu wartości. Zygmunt jest kopią ojca (bije i wyzywa parobków), a dodatkowo nie potrafi się ustatkować i dorosnąć (romansuje ze starszą od siebie kobietą ze wsi).
Bolimowskie kobiety są także przykładami tradycyjnych ziemiańskich postaw. Choć ciotka jest osobą ciepłą, czułą, troskliwą, to jednak przy bliższym poznaniu jej nadmierna opiekuńczość i natarczywość razi i odstrasza. Stale wraca pamięcią do dzieciństwa Józia, którego męczy jej napastliwe częstowanie cukierkami.
Choć dba o łagodzenie domowej atmosfery, gdy służba się buntuje, a jej mąż i syn biją Walka, szybko i obojętnie się wycofuje. To postępowanie dowodzi obecności kolejnej postaci zamkniętej w formę. W codziennych kontaktach z innymi nakłada maskę życzliwości. 
Także inne mieszkanka Bolimowa - Zosia - choć z pozoru zajmuje się ręcznymi robótkami, chodzi na spacery, na grzyby, nie jest postacią jednoznaczną.

Filidor, Filibert - przedstawienie postaci

Filidor
Profesor Syntetologii uniwersytetu w Leydzie, działał w „patetycznym duchu Wyższej Syntezy głównie za pomocą dodawania + nieskończoność, w wypadkach nagłych także za pomocą mnożenia przez 4- nieskończoność. Był to mężczyzna dobrego wzrostu, niezłej tuszy, z rozwianą brodą i twarzą proroka w okularach". Bierze udział w niezwykłym pojedynku filozofów ze swym ideowym przeciwieństwem - anty-Filidorem, profesorem działającym w służbie Analizy.
Wskutek długiej walki cierpi głównie jego żona (a także kochanka anty-Filidora - Flora Gente), następnie dobytek (sprzedaje cały), by na koniec „policzek wymierzony mu przez przeciwnika przywrócił właściwą syntetyczną formę i zdrowie profesorowej".
Jak trafnie zauważa Farent, Filidor: „Jest postacią abstrakcyjną, o absurdalnym sposobie bycia, służąca egzemplifikacji tezy, że każdy ruch wywołuje stosowny anty-ruch, każda osoba ma swe przeciwieństwo, na dwóch biegunach rzeczywistości jest synteza i analiza".

Filibert

Narrator określa go humorystycznie i zarazem kwieciście jako Philippe Hertal de Filiberthe. Postać ta jest symbolem tego, że akcja wywołuje reakcję (tak jak Filidor). Gdy na stadionie zapytał, czy ktoś chce obrazić jego żonę i zjawiło się wielu ochotników (gotowych też do pojedynku), on jak dziecko „zawstydził się i poszedł do domu", ujawniając swą niedojrzałość, „mimo wcześniejszej przyjmowanej formy dżentelmena, gotowego bronić honoru małżonki".

Podziel się
oceń
1
0



Więcej na ten temat


sobota, 26 lipca 2014

Licznik odwiedzin:  696 028  

Wyniki ankiety

W wakacje:

Jestem cały czas w domu.: 36%
Wyjeżdżam.: 64%

Łączna liczba głosów: 8624

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Zareklamuj swojego bloga!

O moim bloogu

Jeśli chcesz być na bieżąco, kliknij "LUBIE TO".

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 696028
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 1471 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl